Mimo protestów i nagłaśniania sprawy,
sytuacja pracownicza w kopalni „Silesia” w Czechowicach-Dziedzicach
nadal pozostaje trudna. Górnikom została wypłacona okrojona pensja.
Teraz ma miejsce to, czego najbardziej się obawiali, czyli wyciąganie
konsekwencji wobec protestujących pracowników. W tej grupie znalazł się
Adam Colik, który do dzisiaj nie zna powodu swojego zwolnienia.
– Przed zwolnieniem było spotkanie z
przewodniczącym Związku Zawodowego „Kadra”. Zaraz po tym spotkaniu był
telefon do dozoru, czy prócz mnie ktoś jeszcze się odzywał. Wiedziałem
więc, że jestem już przeznaczony do zwolnienia – mówił Adam Colik, pracownik PG „Silesia”.
Gdyby nie najbliżsi, nie byłby w stanie przeżyć.
– Nie otrzymałem nic z wyjątkiem okrojonej
pensji. Bez pomocy najbliższych nie miałbym szans przetrwania. Sytuacja
finansowa jest tragiczna, więc myślę, że [został – radiomaryja.pl]
jedynie zasiłek dla bezrobotnych – 1700 złotych. Dla osoby, która musi
jeszcze egzystować, myślę, że to jest zero – podkreślił Adam Colik.
Obecnie w PG „Silesia” pracuje 680 osób.
Za pracę w lutym górnicy dostali tylko część swojego wynagrodzenia.
Wśród zwolnionych są osoby, którym brakuje zaledwie kilku miesięcy do
emerytury. Pracownicy, pomimo zapewnień, zostali pozostawieni sami sobie
– mówił przewodniczący NSZZ „Solidarność” przy PG „Silesia”, Grzegorz
Babij.
– Pracodawca nie poczuwa się w żaden sposób do
odpowiedzialności za te osoby, czyli coś zrobił, a teraz szuka
ewentualnie pieniędzy, żeby im zapłacić to, co im się po prostu, zgodnie
z prawem, należy – zaznaczył Grzegorz Babij.
Nieprzestrzegane jest także porozumienie ze strony rządu. Pracownicy mieli zostać objęci osłonami.
– Widzimy ewidentnie stronę pracodawcy i – na chwilę obecną – stronę rządową, że ani jedna, ani druga strona nie zachowuje jakby tutaj tego, na co się zobowiązywała – zwracał uwagę przewodniczący NSZZ „Solidarność” przy PG „Silesia”.
Do dzisiaj PG „Silesia” nie otrzymało koncesji na funkcjonowanie od Ministerstwa Klimatu i Środowiska.
radiomaryja.pl