Amerykańskie koncerny naftowe pracują nad zwiększeniem efektywności
wydobycia ropy łupkowej. Dzięki temu na rynek będzie mogło trafić więcej
surowca, czym najbardziej mogą niepokoić się państwa skupione w OPEC
oraz inni eksporterzy ropy – podkreśla Javier Blas, publicysta
Bloomberga.
Blas wskazuje, że dotychczasowy rozwój szczelinowania hydraulicznego
pozwalał na wydobycie zaledwie 10-15 proc. ropy z danego odwiertu.
Dlatego zwiększanie efektywności wydobycia nawet o jeden punkt
procentowy może oznaczać miliardowe przychody – zwłaszcza w sytuacji,
gdy producenci mają już gęstą sieć odwiertów w Teksasie, Nowym Meksyku,
Dakocie Północnej i Kolorado, a ich eksploatacja mogłaby ulec wydłużeniu
względem pierwotnych planów.
Publicysta Bloomberga wskazuje, że w tym celu inżynierowie
największych koncernów – takich jak Chevron czy Exxon Mobil – pracują
nad ulepszeniem materiałów podsadzkowych, standardowo opartych na
piasku, które są wstrzykiwane pod ziemię po szczelinowaniu skał. Chodzi o
zastosowanie tzw. surfaktantów, które zmniejszają napięcia między
cząsteczkami, co pozwoli na wydobycie ropy ze szczelin położonych dalej
od odwiertów.
Blas wskazuje, że jeszcze do niedawna koszt wykorzystania
zaawansowanych materiałów podsadzkowych wynosił nawet 1 mln dolarów na
odwiert, co przewyższało potencjalny zysk z dodatkowo wydobytej ropy.
Exxon Mobil ma jednak eksperymentować z nowym, tanim rozwiązaniem,
bazującym koksie naftowym – produkcie ubocznym z własnych rafinerii
koncernu. Zdaniem firmy może to zwiększyć wydobycie z pojedynczego
odwiertu nawet o jedną piątą. Z kolei Chevron ma pracować nad
rozwiązaniem, wykorzystującym doświadczenie grupy w produkcji
petrochemikaliów, m.in. środków smarnych.
Publicysta Bloomberga zaznacza, że przemysł łupkowy przechodził w
minionych etapach przez kilka faz rozwoju, na które wpływała sytuacja na
globalnym rynku paliwowym, a także nastroje na Wall Street, od czego w
dużej mierze zależała możliwość finansowania inwestycji w branży
naftowej. Finalnie to jednak dzięki branży łupkowej wydobycie ropy
naftowej w ostatnich latach osiągnęło w USA rekordowy poziom.
Teraz, jak pisze Javier Blas, sektor wchodzi w nowy rozdział, ale
będzie potrzebował wysiłku, wyobraźni, czasu i pieniędzy, aby osiągnąć
swój cel. Jednocześnie przytacza też słowa prezesa czołowej firmy
łupkowej Diamondback Energy, według którego „nigdy nie należy lekceważyć
amerykańskich inżynierów”.
Szczelinowanie hydrauliczne może uwolnić potencjał geotermii
Wykorzystanie technologii, która zrewolucjonizowała w USA wydobycie
ropy i gazu, może uczynić z geotermii duże i stabilne źródło energii w
amerykańskim systemie elektroenergetycznym – donosi „The Economist”.
Tygodnik opisuje projekt firmy Fervo – startupu, w który
zainwestowało m.in. Google. Wyceniania na 1,4 mld dolarów spółka nabyła
prawa do eksploatacji licznych złóż geotermalnych, m.in. w stanie Utah,
które mają mieć potencjał do budowy źródeł o mocy ponad 50 GW.
Projekty wysokotemperaturowej geotermii, pozwalającej na produkcję
energii elektrycznej, mają być oparte na głębokich odwiertach,
wykorzystujących technologię szczelinowania hydraulicznego.
Według założeń dwa równolegle odwierty, prowadzone w pewnej
odległości do siebie, doprowadzą do powstania szczelin, które połączą
się i utworzą swego rodzaju sztuczny zbiornik w gorących skałach.
Pierwszym z odwiertów będzie następnie zatłaczana zimna woda, a drugim
na powierzchnię będzie wracać gorąca woda, służąca do napędzania turbiny
i produkcji energii.
Fervo ma rozpocząć produkcję w przyszłym roku, a pierwsze 500 MW
eksploatowanych przez spółkę ma produkować energię, której odbiorcami
będą Shell oraz oraz przedsiębiorstwo użyteczności publicznej z
Kalifornii. To największa umowa na dostawy energii geotermalnej w
historii branży.
„The Economist” wskazuje, że obecnie mniej niż 1 procent energii
pochodzi z geotermii – zarówno w USA, jak i globalnie. Międzynarodowa
Agencja Energetyczna szacuje, że do 2035 roku skumulowane inwestycje w
energię geotermalną na świecie mogą osiągnąć 1 bln dolarów wobec
zaledwie 2 mld dolarów zainwestowanych w 2024 roku.
– Geotermia ma znakomite parametry środowiskowe. Podobnie jak energia
wiatrowa i słoneczna, praktycznie nie emituje gazów cieplarnianych
podczas swojej działalności. Geotermia może jednak dostarczać niezawodną
energię elektryczną przez całą dobę, w przeciwieństwie do innych
niestabilnych OZE – zachwala tygodnik.
Trudno będzie zatrzymać spadek konkurencyjności europejskiej chemii
Niewiele wskazuje, aby przemysł chemiczny w Europie był w stanie
przywrócić swoją dawną konkurencyjność. Ponadto pogarszające się
perspektywy będą stanowić coraz większy problem dla tych firm, które
mają do spłacenia kredyty – analizuje „Financial Times”.
Dziennik zwraca uwagę, że wizję postępujące dezindustrializacji
Europy snują szefowie największych grup chemicznych na kontynencie,
takich jak m.in. BASF, Ineos, Lanxess czy Evonik. Udział europejskich
firm w globalnym rynku chemikaliów – jak wyliczył bank Barclays – spadł z
28 procent w 2003 roku do 13 procent w 2023 roku, a negatywny trend ma
dalej się utrzymywać.
Wpływają na to przede wszystkim ceny gazu ziemnego, który odpowiada
za 85 proc. kosztów produkcji nawozów i amoniaku. W trzecim kwartale
2025 roku za ten kluczowy surowiec chemia płaciła w Europie
czterokrotnie więcej niż jej konkurenci w USA.
Do tego trzeba też doliczyć koszty związane z zakupem uprawnień do
emisji CO2. Ponadto amerykański przemysł chemiczny, a zwłaszcza
azjatycki, nie podlega tak surowym normom środowiskowym jak firmy w
Europie. W miarę dobrą kondycję finansową są w stanie jeszcze utrzymywać
producenci specjalistycznych chemikaliów, gdyż w tym segmencie rynku
panuje mniejsza konkurencja.
„Financial Times” wskazuje, że w tej sytuacji – przynajmniej z punktu
widzenia branży – sposobem na poprawę sytuacji przemysłu chemicznego w
Europie mógłby być protekcjonizm. Zwłaszcza w sytuacji, gdy produkty
chemiczne znajdują zastosowanie w wielu kluczowych sektorach, takich jak
obronność, rolnictwo czy farmaceutyka. Ograniczenia importu mogą jednak
skutkować wzrostem kosztów dla konsumentów, a także prowadzić do
retorsji handlowych ze strony państw trzecich.
Dziennik zwraca też uwagę, że przy braku perspektyw na na poprawę
sytuacji branży chemicznej w coraz trudniejszym położeniu będą znajdować
się zwłaszcza te podmioty chemiczne, które swój rozwój finansowały
długiem. Wskazuje na to chociażby prowadzony przez firmę Morningstar
indeks finansowania lewarowanego, czyli pożyczek udzielanych na
przejęcia innych firm.
Głównym źródłem spłaty takich pożyczek są przepływy finansowe
przejmowanych przedsiębiorstw. Udział sektora chemicznego w tego typu
finansowaniu w Europie wynosi ponad 5 procent, a jednocześnie zagrożona
jest spłata ponad jednej piątej zaciągniętego przez branżę zadłużenia. W
tej sytuacji, jak wskazuje Barclays, grupy chemiczne będą stawać w
obliczu trudnych decyzji – przyspieszonego spłacania zadłużenia, a także
wygaszania aktywów, które nie są w stanie na siebie zarobić.
Transformacja przebiega wolniej od oczekiwań, ale w jednym kierunku
Choć transformacja energetyczna postępuje wolniej niż zakładało to
porozumienie paryskie, a Międzynarodowa Agencja Energetyczna wycofuje
się ze wcześniejszych optymistycznych prognoz, to kierunek zmian
pozostaje jasny – pisze Ron Bousso, komentator Reutersa.
W ten sposób odwołuje się on do przebiegu tegorocznego szczytu
klimatycznego w brazylijskim Belém, który nie przyniósł przełomu w
negocjacjach związanych z ochroną klimatu. Zwłaszcza, że udziału w nim
nie wzięły Stany Zjednoczone.
Ponadto w ostatnich tygodniach MAE opublikowała najnowszą edycję
raportu „World Energy Outlook”, w którym nacisk położono na prognozy
bazujące na bieżącym obrazie rynku energetycznego i realnych
działaniach. Wcześniej bardziej skupiono się na ambitnych, politycznych
deklaracjach.
W efekcie MEA zmieniła stanowisko w sprawie zbliżającego się szczytu
popytu na ropę naftową, opierając się na scenariuszu, w którym światowe
zużycie będzie rosło aż do połowy stulecia. Wciąż duże będzie też
zapotrzebowanie na gaz.
Ron Bousso przypomina, że wdrażanie ustaleń porozumienia paryskiego
zostało zakłócone przez wyzwania gospodarcze związane z pandemią
COVID-19, a także kryzys energetyczny po agresji Rosji na Ukrainę.
Ponadto dojście do władzy Donalda Trumpa spowodowało odwrót USA od
polityki klimatycznej.
Jednocześnie komentator Reutersa podkreśla, że te wydarzenia nie
zatrzymały transformacji energetycznej, a tylko ją spowolniły względem
wcześniejszych oczekiwań.
W ciągu ostatnich pięciu lat inwestycje związane z czystą energetyką
wzrosły niemal dwukrotnie. MAE prognozuje, że wydatki na inwestycje
energetyczne w 2025 roku sięgną 3,3 bln dolarów, z czego dwie trzecie
mają trafić na OZE, energetykę jądrową, bateryjne magazyny energii oraz
paliwa niskoemisyjne. Natomiast do 2030 roku globalna moc zainstalowana w
OZE ma się podwoić i osiągnąć poziom 4600 GW
– Nawet jeśli transformacja energetyczna nie spełniła oczekiwań
stawianych dziesięć lat temu, to kierunek zmian pozostaje jasny: na
całym świecie dokonuje się ogromnych inwestycji w odnawialne źródła
energii, baterie i inne technologie niskoemisyjne – zaznacza Ron Bousso.
– Rację mogę mieć inwestorzy ignorujący dzisiejszy szum polityczny i
podążający za sygnałami finansowymi, wskazującymi kierunek rozwoju
energetyki. Choć wielu mogło przecenić tempo transformacji energetycznej
w ostatniej dekadzie, to istnieje też ryzyko, że wielu może nie docenić
tempa zmian, które przyniesie przyszłość – konkluduje komentator
Reutersa.
wysokienapiecie.pl