Szczelinowanie może wejść na nowy poziom – nie tylko w łupkach, ale też w geotermii (03 Dec 2025)
Zagraniczna prasówka energetyczna: Stany Zjednoczone mogą stać u progu kolejne rewolucji łupkowej; Szczelinowanie hydrauliczne może uwolnić potencjał geotermii; Trudno będzie zatrzymać spadek konkurencyjności europejskiej chemii; Transformacja przebiega wolniej od oczekiwań, ale w jednym kierunku.

Amerykańskie koncerny naftowe pracują nad zwiększeniem efektywności wydobycia ropy łupkowej. Dzięki temu na rynek będzie mogło trafić więcej surowca, czym najbardziej mogą niepokoić się państwa skupione w OPEC oraz inni eksporterzy ropy – podkreśla Javier Blas, publicysta Bloomberga.

Blas wskazuje, że dotychczasowy rozwój szczelinowania hydraulicznego pozwalał na wydobycie zaledwie 10-15 proc. ropy z danego odwiertu. Dlatego zwiększanie efektywności wydobycia nawet o jeden punkt procentowy może oznaczać miliardowe przychody – zwłaszcza w sytuacji, gdy producenci mają już gęstą sieć odwiertów w Teksasie, Nowym Meksyku, Dakocie Północnej i Kolorado, a ich eksploatacja mogłaby ulec wydłużeniu względem pierwotnych planów.

Publicysta Bloomberga wskazuje, że w tym celu inżynierowie największych koncernów – takich jak Chevron czy Exxon Mobil – pracują nad ulepszeniem materiałów podsadzkowych, standardowo opartych na piasku, które są wstrzykiwane pod ziemię po szczelinowaniu skał. Chodzi o zastosowanie tzw. surfaktantów, które zmniejszają napięcia między cząsteczkami, co pozwoli na wydobycie ropy ze szczelin położonych dalej od odwiertów.

Blas wskazuje, że jeszcze do niedawna koszt wykorzystania zaawansowanych materiałów podsadzkowych wynosił nawet 1 mln dolarów na odwiert, co przewyższało potencjalny zysk z dodatkowo wydobytej ropy.

Exxon Mobil ma jednak eksperymentować z nowym, tanim rozwiązaniem, bazującym koksie naftowym – produkcie ubocznym z własnych rafinerii koncernu. Zdaniem firmy może to zwiększyć wydobycie z pojedynczego odwiertu nawet o jedną piątą. Z kolei Chevron ma pracować nad rozwiązaniem, wykorzystującym doświadczenie grupy w produkcji petrochemikaliów, m.in. środków smarnych.

Publicysta Bloomberga zaznacza, że przemysł łupkowy przechodził w minionych etapach przez kilka faz rozwoju, na które wpływała sytuacja na globalnym rynku paliwowym, a także nastroje na Wall Street, od czego w dużej mierze zależała możliwość finansowania inwestycji w branży naftowej. Finalnie to jednak dzięki branży łupkowej wydobycie ropy naftowej w ostatnich latach osiągnęło w USA rekordowy poziom.

Teraz, jak pisze Javier Blas, sektor wchodzi w nowy rozdział, ale będzie potrzebował wysiłku, wyobraźni, czasu i pieniędzy, aby osiągnąć swój cel. Jednocześnie przytacza też słowa prezesa czołowej firmy łupkowej Diamondback Energy, według którego „nigdy nie należy lekceważyć amerykańskich inżynierów”.

Szczelinowanie hydrauliczne może uwolnić potencjał geotermii

Wykorzystanie technologii, która zrewolucjonizowała w USA wydobycie ropy i gazu, może uczynić z geotermii duże i stabilne źródło energii w amerykańskim systemie elektroenergetycznym – donosi „The Economist”.

Tygodnik opisuje projekt firmy Fervo – startupu, w który zainwestowało m.in. Google. Wyceniania na 1,4 mld dolarów spółka nabyła prawa do eksploatacji licznych złóż geotermalnych, m.in. w stanie Utah, które mają mieć potencjał do budowy źródeł o mocy ponad 50 GW.

Projekty wysokotemperaturowej geotermii, pozwalającej na produkcję energii elektrycznej, mają być oparte na głębokich odwiertach, wykorzystujących technologię szczelinowania hydraulicznego.

Według założeń dwa równolegle odwierty, prowadzone w pewnej odległości do siebie, doprowadzą do powstania szczelin, które połączą się i utworzą swego rodzaju sztuczny zbiornik w gorących skałach. Pierwszym z odwiertów będzie następnie zatłaczana zimna woda, a drugim na powierzchnię będzie wracać gorąca woda, służąca do napędzania turbiny i produkcji energii.

Fervo ma rozpocząć produkcję w przyszłym roku, a pierwsze 500 MW eksploatowanych przez spółkę ma produkować energię, której odbiorcami będą Shell oraz oraz przedsiębiorstwo użyteczności publicznej z Kalifornii. To największa umowa na dostawy energii geotermalnej w historii branży.

„The Economist” wskazuje, że obecnie mniej niż 1 procent energii pochodzi z geotermii – zarówno w USA, jak i globalnie. Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, że do 2035 roku skumulowane inwestycje w energię geotermalną na świecie mogą osiągnąć 1 bln dolarów wobec zaledwie 2 mld dolarów zainwestowanych w 2024 roku.

– Geotermia ma znakomite parametry środowiskowe. Podobnie jak energia wiatrowa i słoneczna, praktycznie nie emituje gazów cieplarnianych podczas swojej działalności. Geotermia może jednak dostarczać niezawodną energię elektryczną przez całą dobę, w przeciwieństwie do innych niestabilnych OZE – zachwala tygodnik.

Trudno będzie zatrzymać spadek konkurencyjności europejskiej chemii

Niewiele wskazuje, aby przemysł chemiczny w Europie był w stanie przywrócić swoją dawną konkurencyjność. Ponadto pogarszające się perspektywy będą stanowić coraz większy problem dla tych firm, które mają do spłacenia kredyty – analizuje „Financial Times”.

Dziennik zwraca uwagę, że wizję postępujące dezindustrializacji Europy snują szefowie największych grup chemicznych na kontynencie, takich jak m.in. BASF, Ineos, Lanxess czy Evonik. Udział europejskich firm w globalnym rynku chemikaliów – jak wyliczył bank Barclays – spadł z 28 procent w 2003 roku do 13 procent w 2023 roku, a negatywny trend ma dalej się utrzymywać.

Wpływają na to przede wszystkim ceny gazu ziemnego, który odpowiada za 85 proc. kosztów produkcji nawozów i amoniaku. W trzecim kwartale 2025 roku za ten kluczowy surowiec chemia płaciła w Europie czterokrotnie więcej niż jej konkurenci w USA.

Do tego trzeba też doliczyć koszty związane z zakupem uprawnień do emisji CO2. Ponadto amerykański przemysł chemiczny, a zwłaszcza azjatycki, nie podlega tak surowym normom środowiskowym jak firmy w Europie. W miarę dobrą kondycję finansową są w stanie jeszcze utrzymywać producenci specjalistycznych chemikaliów, gdyż w tym segmencie rynku panuje mniejsza konkurencja.

„Financial Times” wskazuje, że w tej sytuacji – przynajmniej z punktu widzenia branży – sposobem na poprawę sytuacji przemysłu chemicznego w Europie mógłby być protekcjonizm. Zwłaszcza w sytuacji, gdy produkty chemiczne znajdują zastosowanie w wielu kluczowych sektorach, takich jak obronność, rolnictwo czy farmaceutyka. Ograniczenia importu mogą jednak skutkować wzrostem kosztów dla konsumentów, a także prowadzić do retorsji handlowych ze strony państw trzecich.

Dziennik zwraca też uwagę, że przy braku perspektyw na na poprawę sytuacji branży chemicznej w coraz trudniejszym położeniu będą znajdować się zwłaszcza te podmioty chemiczne, które swój rozwój finansowały długiem. Wskazuje na to chociażby prowadzony przez firmę Morningstar indeks finansowania lewarowanego, czyli pożyczek udzielanych na przejęcia innych firm.

Głównym źródłem spłaty takich pożyczek są przepływy finansowe przejmowanych przedsiębiorstw. Udział sektora chemicznego w tego typu finansowaniu w Europie wynosi ponad 5 procent, a jednocześnie zagrożona jest spłata ponad jednej piątej zaciągniętego przez branżę zadłużenia. W tej sytuacji, jak wskazuje Barclays, grupy chemiczne będą stawać w obliczu trudnych decyzji – przyspieszonego spłacania zadłużenia, a także wygaszania aktywów, które nie są w stanie na siebie zarobić.

Transformacja przebiega wolniej od oczekiwań, ale w jednym kierunku

Choć transformacja energetyczna postępuje wolniej niż zakładało to porozumienie paryskie, a Międzynarodowa Agencja Energetyczna wycofuje się ze wcześniejszych optymistycznych prognoz, to kierunek zmian pozostaje jasny – pisze Ron Bousso, komentator Reutersa.

W ten sposób odwołuje się on do przebiegu tegorocznego szczytu klimatycznego w brazylijskim Belém, który nie przyniósł przełomu w negocjacjach związanych z ochroną klimatu. Zwłaszcza, że udziału w nim nie wzięły Stany Zjednoczone.

Ponadto w ostatnich tygodniach MAE opublikowała najnowszą edycję raportu „World Energy Outlook”, w którym nacisk położono na prognozy bazujące na bieżącym obrazie rynku energetycznego i realnych działaniach. Wcześniej bardziej skupiono się na ambitnych, politycznych deklaracjach.

W efekcie MEA zmieniła stanowisko w sprawie zbliżającego się szczytu popytu na ropę naftową, opierając się na scenariuszu, w którym światowe zużycie będzie rosło aż do połowy stulecia. Wciąż duże będzie też zapotrzebowanie na gaz.

Ron Bousso przypomina, że wdrażanie ustaleń porozumienia paryskiego zostało zakłócone przez wyzwania gospodarcze związane z pandemią COVID-19, a także kryzys energetyczny po agresji Rosji na Ukrainę. Ponadto dojście do władzy Donalda Trumpa spowodowało odwrót USA od polityki klimatycznej.

Jednocześnie komentator Reutersa podkreśla, że te wydarzenia nie zatrzymały transformacji energetycznej, a tylko ją spowolniły względem wcześniejszych oczekiwań.

W ciągu ostatnich pięciu lat inwestycje związane z czystą energetyką wzrosły niemal dwukrotnie. MAE prognozuje, że wydatki na inwestycje energetyczne w 2025 roku sięgną 3,3 bln dolarów, z czego dwie trzecie mają trafić na OZE, energetykę jądrową, bateryjne magazyny energii oraz paliwa niskoemisyjne. Natomiast do 2030 roku globalna moc zainstalowana w OZE ma się podwoić i osiągnąć poziom 4600 GW

– Nawet jeśli transformacja energetyczna nie spełniła oczekiwań stawianych dziesięć lat temu, to kierunek zmian pozostaje jasny: na całym świecie dokonuje się ogromnych inwestycji w odnawialne źródła energii, baterie i inne technologie niskoemisyjne – zaznacza Ron Bousso.

– Rację mogę mieć inwestorzy ignorujący dzisiejszy szum polityczny i podążający za sygnałami finansowymi, wskazującymi kierunek rozwoju energetyki. Choć wielu mogło przecenić tempo transformacji energetycznej w ostatniej dekadzie, to istnieje też ryzyko, że wielu może nie docenić tempa zmian, które przyniesie przyszłość – konkluduje komentator Reutersa.

wysokienapiecie.pl