„Gaz można uzyskiwać z różnych źródeł, mamy takie możliwości, nawet
zwiększenia ilości gazu, ale przy obecnych cenach – i to nawet przy
przewidywaniach, że cena gazu szybko spadnie – to nadal będzie mało
opłacalne” – powiedział w sobotę w TVP Info prezes PiS Jarosław
Kaczyński, odpowiadając na pytanie o to, co powinno być paliwem dla
polskiej energetyki do momentu wybudowania siłowni jądrowych.
Kaczyński dodał, że obecnie nasz kraj nie jest w stanie szybko zwiększyć
produkcji węgla, bo inwestycje w jego wydobycie są długotrwałe.
„Musimy ostatecznie rozeznać sytuację” – powiedział prezes PiS.
„Tylko wtedy, kiedy będziemy przekonani, że to się opłaca albo że jest
nie do uniknięcia, to będziemy podejmowali te najdalej idące działania,
czyli budowę nowych kopalń. Mamy złoża w województwie lubelskim, są też
możliwości na Śląsku. Problem w tym, że tam, gdzie można wybudować
kopalnie, są sprzeciwy społeczne, podobnie jest z węglem brunatnym,
który występuje w wielu miejscach w Polsce” – dodał Jarosław Kaczyński.
Centrale związkowe krytykują wypowiedzi lidera PiS
Prezes PiS, pod koniec października odwiedził Radom. W drugiej części
spotkania udzielił odpowiedzi na pytanie: Czy w związku z kryzysem
węglowym istnieje możliwość otwarcia pozamykanych przez PO kopalń?
Co dokładnie o kopalniach i górnikach powiedział Jarosław Kaczyński w Radomiu?
"Cena węgla spada i można sądzić, że będzie spadała i nie chodzi tylko o
rynek polski, ale o rynek światowy. Czy powstanie taka sytuacja, w
której te kopalnie - no zwykle bardzo głębokie i mające jednocześnie
cienkie i pochyłe pokłady, i krótkie. Czyli tam, gdzie ten węgiel
wydobywać jest trudno. Jeżeli np. wydobywa się z 1200 metrów pod ziemią,
to górnik jest w stanie pracować tylko cztery godziny, bo dwie godziny w
jedną stronę musi dochodzić do miejsca pracy i dwie godziny wracać.
Wtedy takie kopalnie po prostu się nie opłacają. My nie możemy w ramach
gopodarki rynkowej utrzymywać kopalni, które przynoszą stałe straty, bo
to znaczy, że z własnych kieszeni musimy do tego dopłacać. To nie jest
żadna gospodarka, takie rzeczy były możliwe tylko w komuinzmie, a
komunizm upadł, głównie przez swoją całkowitą niewydolność gospodarczą,
więc o tym musimy pamiętać.
Natomiast jeśli sytuacja będzie temu sprzyjała, to - jeśli mieszkańcy
Śląska się zgodzą, bo do tej pory nie chcą się zgadzać, na to, żeby w
mniej więcej trzech miejscach, gdzie można jeszcze zrobić takie dobre
kopalnie, żeby je zrobić i na Ziemi Lubelskiej jest Bogdanka, która też
może zwiększyć wydobycie o kilka milionów ton, wydobyła 10, tam były
różne złe wydarzenia, będzie miała trochę mniejsze wydobycie, ale sądzę,
że szybko wróci do tych 10, ale tam można zwiększyć do 15. A poza tym
są jeszcze dwa złoża, jedno koło Chełma, dość płytko, chyba około 600
metrów i dobra jakość węgla. Bo jeszcze ten węgiel ma na ogół - ten ze
Śląska - w tej chwili on jest takiej średniej jakości, często nawet
słabszej, a tam jest dobry węgiel. Jeśli chodzi o tę część gospodarki,
to się określa w liczbach. Taki najlepszy węgiel to jest 35-36 (wyróżnik
węgla, przyp. red.) i z tego można zrobić koks, natomiast tam i koło
Chełma jest węgiel 34, też bardzo dobry, ale już niekoksujący. A tam
niedaleko granicy, tej części Polski, którą Rosjanie nam w 1951 roku
zabrali, bo tam właśnie były złoża węgla. To część tych złóż jednak w
Polsce została i tam by też można spróbować te węgiel wydobywać. Nie mam
takich danych dokładniejszych, choć niektórzy mówią, że tam jest węgiel
koksujący, a węgiel koksujący się po dziś dzień bardzo opłaca, jest
bardzo łatwo zbywalnym i bardzo dobrze opłacalnym surowcem.
Krótko mówiąc, tutaj będziemy musieli podejmować decyzje w najbliższych
latach, ale widząc, co się dzieje na rynku, bo nie można podejmować
decyzji, bo to są bardzo wysokie ceny, wiele mialiardów złotych, które
później nie będą nam przynosić korzyści. My w tej chwili stawiamy na
energię odnawialną, tzn. na wiatraki na morzu, na wiatraki w ogóle, to
niestety jest też jeden z tych wymogów otrzymania pieniędzy, żeby te 10 H
zostało zmniejszone, a poza tym na energię atomową. To biją się wręcz o
to, kto ma tę elektrownię budować, już nie będę opowiadał szczegółów.
To ma też związek z zakupami broni, to są łączone ze sobą skomplikowane
sprawy i będziemy te elektrownie budować i jak dobrze pójdzie, to w
takiej znacznej na ilości, na wiele tysięcy megawatów. Bo pamiętajcie,
jak mamy nawet te wysokowydajne wiatraki na morzu, to one w polskich
warunkach mają najlepszą wydajność tam 52%. Czyli 52% czasu pracują, bo
wieje wiatr, a resztę nie pracują. Tu na lądzie to jest 18% mniej
więcej, do dwudziestu co najwyżej w jakichś bardzo dobrych miejscach,
więc krótko mówiąc, zawsze jak jest 1000 megawatów w tych wiatrakach, to
musi być drugi 1000 w innej energii, którą można w każdym momencie
uruchomić i to na to stawiamy.
Natomiast pytanie, czy węgiel zostanie z powrotem uniewinniony, bo w tej
chwili jest skazańcem - tego nie wiemy. Jeżeli zostanie uniewinniony to
wtedy na pewno się zainteresujemy tymi pokładami węgla kamiennego, a
może nawet tymi jeszcze ciągle istniejącymi nieodkopanymi pokładami
węgla brunatnego, bo są takie w okolicy Bełchatowa, są tam takie
ciągnące się w stronę Wielkopolski czy nawet Ziemi Lubuskiej, tylko tam z
kolei miejscowi obywatele nie chcą się zgodzić na budowę kopalni, bo
boją się, że będzie spadek wody, że będą różnego rodzaju konsekwencje
ekologiczne i protestują, chociaż tam jest dużo węgla brunatnego. Także
my stoimy w tej chwili przed znakiem zapytania." - tak wybrzmiała pełna
wypowiedź lidera PiS
Związkowcy reagują na słowa Jarosława Kaczyńskiego: Kompletne niedorzeczności
Opowiadając publicznie kompletne niedorzeczności na temat węgla,
wykazuje się Pan nie tylko brakiem wiedzy, ale przede wszystkim skrajną
arogancją. Arogancją wobec ciężkiej pracy górników, wobec całego Górnego
Śląska - napisali liderzy regionalnych i branżowych struktur
"Solidarności" do Jarosława Kaczyńskiego. Związkowcy skierowali do
prezesa PiS list otwarty, w którym wyrazili oburzenie jego niedawną
wypowiedzią na temat górnictwa.
Dominik Kolorz, szef śląsko-dąbrowskiej "Solidarności", Jarosław
Grzesik, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki
NSZZ "S" oraz Bogusław Hutek, lider górniczej "Solidarności" w liście
otwartym skierowanym do prezesa PiS wskazali, że słowa Kaczyńskiego
zawierają "manipulacje, półprawdy i całkowite przekłamania".
Odnieśli sie m.in. do słów Jarosława Kaczyńskiego o nierentownych
kopalniach oraz spadających cenach węgla. – Istotnie, tuż po rosyjskiej
inwazji na Ukrainę węgiel kamienny na europejskich rynkach kosztował
nawet 420 USD/t. Obecnie cena ta wynosi ok 240 USD/t, czyli w
przeliczeniu na złotówki ok. 1150 zł. Tymczasem polskie kopalnie
sprzedają węgiel do elektrowni za ok. 400 zł – czytamy w liście. – Tylko
i wyłącznie dzięki taniemu polskiemu węglowi cena energii w Polsce od
wielu miesięcy należy do najniższych w Europie. Przez długie okresy była
ona dwa, a nawet trzy razy niższa w porównaniu do Niemiec, Francji, czy
innych, znacznie bogatszych od naszego krajów zachodnich. Gdyby polskie
kopalnie sprzedawały węgiel energetyce po cenie rynkowej, inflacja w
naszym kraju wynosiłaby dwa razy więcej niż obecnie, a polska gospodarka
znajdowałaby się dziś w kompletnej ruinie – podkreślili związkowcy.
Wskazali, że pomimo faktu, iż spółki górnicze sprzedają węgiel
energetyce znacznie poniżej jego wartości rynkowej, polskie kopalnie
przynoszą zyski. - Górnictwo nie tylko samo jest rentowne. Ta branża
ratuje rentowność całej polskiej gospodarki – zaznaczono w piśmie
skierowanym do Jarosława Kaczyńskiego.
Mianem "sabotażu gospodarczego i działaniem na szkodę bezpieczeństwa
kraju" określili plany stawiania na energetykę wiatrową. – Jeśli
kopalnie należy likwidować, bo rzekomo przynoszą straty, to energia
odnawialna w ogóle nie ma racji bytu w gospodarce wolnorynkowej. Na
świecie nie ma kraju, w którym energetyka odnawialna działa na zasadach
rynkowych. Funkcjonuje ona wyłącznie dzięki olbrzymim dopłatom. Dla
przykładu tylko w 2020 roku Niemcy dopłacili do OZE niemal 31 mld euro, a
szacuje się, że do 2030 roku dopłacą kolejne 860 mld euro - napisali
Dominik Kolorz, Jarosław Grzesik i Bogusław Hutek.
Związkowcy wyrazili też oburzenie słowami Jarosława Kaczyńskiego, według
których polski węgiel jest słabej jakości. Podkreślili, że jest
przeciwnie, o czym najlepiej świadczy ogromny popyt na rodzimy surowiec.
Węgiel ze śląskich kopalń jest nieporównywalnie lepszej jakości niż
znacznie droższy surowiec importowany przez rząd w panice, w całkowicie
chaotyczny sposób z całego świata – zaznaczyli autorzy wystąpienia.
Ich zdaniem wypowiedź Kaczyńskiego stawia pod znakiem zapytania
realizację umowy społecznej dotyczącej transformacji górnictwa, która
została podpisana przez rząd i związki zawodowe w maju ubiegłego roku.
Dokument ten określa szczegóły funkcjonowania branży do 2049 roku.
Znajduje się w nim również m.in. katalog inwestycji w nowoczesne
technologie, które pozwalają produkować tanią energię z węgla w sposób
przyjazny dla środowiska. Związkowcy obawiają się, że przeciąganie
notyfikacji umowy w Komisji Europejskiej oraz brak realizacji elementów
umowy nie wymagających zgody instytucji unijnych mogą być - w świetle
wypowiedzi prezesa PiS - celowym działaniem rządu.
W liście otwartym związkowcy przypomnieli również prezesowi PiS, co
mówił o górnictwie w styczniu 2015 roku, będąc wówczas w opozycji do
rządu PO-PSL. – Polskie górnictwo będzie miało szanse, będzie podstawą
energetyki, będziecie mieli pracę, a środki, które przecież także ta
władza chce przeznaczyć na to, by likwidować kopalnie, będą przeznaczone
na inwestycje, na rozwój – powiedział Jarosław Kaczyński 7 lat temu
przed kopalnią Pokój. Wówczas górnicy protestowali przeciwko planom
likwidacji zakładu.
Czas brutalnie zweryfikował Pańskie obietnice. Kopalnia Pokój, pod którą
zostały one złożone, dziś już nie istnieje – napisali związkowcy.
Zaznaczyli, że podczas rządów PiS zlikwidowano również inne kopalnie, w
tym m.in. KWK Krupiński i KWK Makoszowy.
Górnictwo nie otrzymało obiecanej przez Pana szansy. Zamiast inwestycji i
rozwoju, była powolna likwidacja i kolejne puste obietnice – czytamy w
liście.
Dominik Kolorz, Jarosław Grzesik i Bogusław Hutek podkreślili, że
protesty na Śląsku w 2015 roku przyczyniły się do późniejszego upadku
rządu Ewy Kopacz. – Jedną z przyczyn tego upadku była arogancja i
lekceważenie okazywane mieszkańcom Górnego Śląska i Zagłębia
Dąbrowskiego. Były niedotrzymane obietnice i niezrealizowane
porozumienia. Dzisiaj Pan i Pańskie ugrupowanie podążacie dokładnie tą
samą ścieżką. Nie oczekujemy, że nagle stanie się Pan ekspertem od
górnictwa i energetyki. Jednak opowiadając publicznie kompletne
niedorzeczności na temat węgla, wykazuje się Pan nie tylko brakiem
wiedzy, ale przede wszystkim skrajną arogancją. Arogancją wobec ciężkiej
pracy górników, wobec całego Górnego Śląska – napisali związkowcy.
Przestrzegli, że rząd PiS może powtórzyć scenariusz, który w 2015 roku
stał się udziałem poprzedniej koalicji rządzącej. – Dla mieszkańców
naszego regionu odpowiedzialność za słowo to ogromna wartość. Każdy, kto
o tym zapomina, przegrywa u nas wybory. Z kolei doświadczenie pokazuje,
że kto przegrywa na Śląsku, ten traci władzę w całym kraju. Tak było w
2015 roku. Jeśli Zjednoczona Prawica się nie opamięta, tak będzie
również w roku 2023 – czytamy w liście otwartym.
cire.pl