Trwa kryzys energetyczny. W Polsce odczuwalny jest deficyt węgla,
który zaczyna osiągać na rynku zawrotne ceny. Zwiększenie wydobycia,
które zapowiada m.in. premier Mateusz Morawiecki, wcale nie jest tak
łatwe, jak mogłoby się wydawać. To nie jedyny pomysł rządu, który jest
trudny do realizacji.
– Po pierwsze rząd podjął – nieudaną co prawda –
próbę ograniczenia spekulacji paliwami stałymi. Okazało się, że
założenia początkowe rozminęły się z rzeczywistością rynkową, bo ceny
pogalopowały, a pogalopowały dlatego, że cały rynek został szalenie
rozchwiany i zakłócony – zaznaczył dr inż. Jerzy Majcher.
Zwrócił uwagę, że z powodu trwającej wojny ukraińsko-rosyjskiej doszło do zmian kierunków dostaw węglowodorów, w tym węgla.
Specyfika polskich warunków sprawiła, że ponad 40 proc. gospodarstw
domowych ogrzewanych jest paliwami stałymi, których obecnie brakuje.
– Węgiel węglowi nierówny. Oczywiście do
ogrzewania zwykle był wykorzystywany tzw. węgiel sortowany gruby o
najniższej zawartości popiołu, siarki i wszystkich tych „niedobrych”
składników (…) i dlatego był on relatywnie droższy w stosunku do miału,
jaki zużywała energetyka zawodowa – tłumaczył ekspert.
Rząd pracuje nad działaniem osłonowym w formie tzw. dodatku węglowego
wynoszącego 3 tys. złotych na gospodarstwo domowe. Ustawa wprowadzająca
dodatek została przyjęta przez Sejm w piątek. [czytaj więcej]
Premier wspomniał o nadpodaży i nadprodukcji węgla. Ma to służyć utworzeniu w Polsce sporych zapasów tego surowca.
Tymczasem pojawiają się informacje, jakoby kilka polskich elektrowni
(zarówno zasilanych węglem kamiennym, jak i brunatnym) wyłączyło część
swoich bloków.
– Nie ma żadnych ograniczeń wydobycia węgla
brunatnego metodą odkrywkową, więc w tym przypadku ktoś, kto puszcza
takie informacje, żeruje na dezinformacji – zwrócił uwagę rozmówca Radia Maryja.
Wyjaśnił, że latem, kiedy panuje niskie zapotrzebowanie na energię
elektryczną, ogranicza się wytwarzanie prądu ze źródeł konwencjonalnych,
przerzucając się w tym czasie na OZE (głównie fotowoltaikę).
Zaznaczył, że ponowne uruchomienie bloku w elektrowni konwencjonalnej
wiąże się z użyciem bardzo drogiego oleju opałowego. Dodatkowo, jeśli
blok uległ całkowitemu wyziębieniu, jego uruchomienie trwa od ośmiu do
dziesięciu godzin.
– To jest kilka cystern kolejowych zużytego oleju
opałowego i emisyjność jest wtedy znacznie wyższa niż kiedykolwiek,
więc trzeba w tym przypadku patrzeć na energię elektryczną z punktu
widzenia odbiorcy końcowego – zaznaczył dr inż. Jerzy Majcher.
Przypomniał, że elektrownie konwencjonalne mają istotną zaletę w
porównaniu do fotowoltaiki czy farm wiatrowych: są niezależne od pogody.
– To są tysiące ton pary, tysiące ton
rozpędzonych maszyn – turbin i generatorów, które takie zmiany łatwo
regulują i pochłaniają (…) Natomiast źródła fotowoltaiczne i wiatrowe
zasilają energią elektryczną poprzez inwertery i działają zerojedynkowo:
jeżeli jest, to działa, jeżeli nie ma – nie działa (…) Dzisiaj mamy
prawie 15 gigawatów w źródłach fotowoltaicznych i one w ciągu godziny
potrafią zmienić się o 100 procent. Albo są, albo ich nie ma. Ogromne
niedostatki tych źródeł (mimo, że one są bezemisyjne) przerzucają się
na koszty. Nieprzypadkowo w naszych rachunkach są wymienione koszty
energii ze źródeł odnawialnych, które są liczone, że tak powiem,
kumulacyjnie – mówił gość „Aktualności dnia”.
Wskazał, że lobbyści na rzecz technologii czerpania energii ze źródeł
odnawialnych stosują dezinformację, przedstawiając swoje rozwiązania
jako „zbawienie”. Tymczasem w Polsce na chwilę obecną na pierwszym
miejscu wśród najefektywniejszych nośników energii są paliwa stałe.
– Najlepszym magazynem energii chemicznej okazuje
się węgiel i paliwa stałe oparte na węglowodorach, paliwa biomasowe,
które są w tym przypadku niezawodne i niezbędne. Gdy ich brakuje,
zaczyna się kłopot – zwrócił uwagę ekspert ds. energetyki.
Oceniając tzw. dodatek węglowy, rozmówca Radia Maryja zaznaczył, że w
przypadku długiej i mroźnej zimy rozwiązania proponowane przez rząd
mogą podlegać korygowaniu.
– Będzie to uwarunkowane warunkami pogodowymi w
zimie i sprawnością wypłat tych środków, jakie będą potrzebne dla
odbiorców ciepła, którzy zużywają paliwa stałe – wskazał.
Dodał, że państwowa dotacja nie będzie miała charakteru decyzji
administracyjnej, więc nie będzie jej można oprotestować. Wypłaty
powinny zająć nie dłużej niż jeden miesiąc, co świadczy o tym, że
rządowi zależy na sprawnym realizowaniu programu.
Całość rozmowy z dr. inż. Jerzym Majcherem jest dostępna [tutaj].
radiomaryja.pl