Rzecznik przypomniał, że kwestia ETS była dyskutowana przed Świętami
Bożego Narodzenia na posiedzeniu Rady Europejskiej. Dodał, że system
jest centralnym punktem Europejskiego Zielonego Ładu i strategii UE,
której celem jest uzyskanie neutralności technologicznej do 2050 r.
McPhie
podkreślił, że KE będzie nadal dokładnie monitorowała sytuację na tym
rynku i poziom cen. Przyznał jednocześnie, że KE zdaje sobie sprawę, że
obecny poziom cen rodzi obawy niektórych państw. „Ale przypominamy, że
to rynek ustala ceny emisji CO2. Obecne ceny CO2 zależą od wielu
czynników” – wskazał.
Dodał, że KE bardzo poważnie traktuje zarzuty dotyczące nadużyć na
rynku. „Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych
potwierdził, że nie ma dowodów na manipulacje rynkowe. Kontynuuje
analizy, czy ETS działa zgodnie z zasadami rynków finansowych.
Poprosiliśmy o to” – wskazał.
"Unia Europejska stoi
przed kluczowymi decyzjami. Obecna koncepcja unijnego systemu handlu
uprawnieniami do emisji (EU ETS) jest błędna. Konieczne jest
przeprowadzenie głębokiej reformy systemu" – pisze w artykule
opublikowanym w poniedziałek na portalu Euractiv premier Mateusz
Morawiecki.
Szef polskiego rządu podkreśla w swym tekście, że zamiast służyć
zrównoważonej i sprawiedliwej polityce klimatycznej, handel emisjami CO2
stał się narzędziem spekulacji.
„Wzrost cen wymyka
się spod kontroli i uderza w domowe budżety obywateli UE. Zagraża
bezpieczeństwu finansowemu zwykłych ludzi, którzy już ucierpieli w
wyniku pandemii. Przede wszystkim podważa zaufanie obywateli do
koncepcji polityki klimatycznej UE” – wskazuje Morawiecki.
Jak
dodał, w ostatnich dniach szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der
Leyen w tej kwestii wskazywała, że „cel uświęca środki”. „Jest to
sprzeczne z założeniami sprawiedliwej transformacji energetycznej,
której broni Polska i inne kraje. Teza, że wzrost cen emisji, a co za
tym idzie drastyczny wzrost rachunków za energię, jest właściwym i
niewymagającym korekt kierunkiem, w rzeczywistości oznacza zielone
światło dla dalszego spekulacyjnego funkcjonowania unijnego systemu” –
podkreśla premier.
Jak zaznacza,
według von der Leyen „rosnące ceny certyfikatów są silnym bodźcem
ekonomicznym dla firm, aby stały się bardziej wydajne i przestawiły się
na czystą produkcję”.
„Prawidłowo, taka jest logika redukcji emisji, ale system handlu ETS
miał zachęcać firmy do racjonalnej ewolucji, a nie narzucać tempo, które
zagraża ich wzrostowi. Szybki wzrost cen nie będzie pozytywnym bodźcem,
ale barierą, która uniemożliwi działanie tysiącom firm. Inną
konsekwencją jest rosnący sprzeciw społeczeństw europejskich, które mogą
zbuntować się przeciwko gigantycznym kosztom niesprawiedliwej
transformacji energetycznej. Nie zbudujemy Zielonego Ładu, jeśli uderzy
on w dobrobyt Europejczyków” – ocenia Morawiecki.
Jego zdaniem stabilne i przewidywalne ceny mają kluczowe znaczenie dla
odpowiedzialnej transformacji, a zbyt duże wahania mogą zagrozić
inwestycjom niezbędnym dla stabilności unijnych gospodarek. Wskazuje, że
obserwowany właśnie ogromny wzrost kosztów wytwarzania zmusza firmy do
czasowego ograniczania produkcji i w efekcie pojawia się zjawisko
„destrukcji popytu”. Problemy z zaopatrzeniem powodują znaczny wzrost
cen żywności i przyczyniają się do wzrostu inflacji.
„Jednocześnie
koszt zakupu uprawnień do emisji w ramach EU ETS powoduje, że rachunki
za energię w Polsce i wielu krajach UE rosną na niespotykaną dotąd
skalę. (…) Wzrost cen energii eskaluje także gra geopolityczna Rosji. Na
każdym rynku monopolista prędzej czy później wykorzysta swoją przewagę.
Dziś doświadcza tego cała Europa, nie tylko UE, ale także Mołdawia i
Ukraina” - twierdzi premier.
Morawiecki
podkreśla, że cieszy go, iż von der Leyen podziela ten sam pogląd co
Polska w tej sprawie, iż uzależnienie Europy od importu surowców
energetycznych, zwłaszcza od jednego, dominującego dostawcy, jest
sprzeczne z interesami UE. Nie powinien to być jednak – jak dodaje -
argument przeciwko reformie ETS, ale przeciwko antyunijnym projektom
energetycznym, takim jak Nord Stream 2. „Dlatego wciąż powraca pytanie,
dlaczego UE nie powstrzymała Niemiec przed realizacją tego projektu
gazociągu” – podkreśla polski premier.
Jego
zdaniem jeśli UE nie zaradzi szybko nadchodzącemu kryzysowi, będzie on
miał wielowymiarowe konsekwencje. „Unia Europejska zawsze była liderem w
walce ze zmianami klimatycznymi i zrozumiałe jest, że chce utrzymać tę
pozycję. Polska też chce iść tą drogą. W duchu solidarności zgodziliśmy
się podnieść cel redukcji emisji do 2030 roku do 55 proc. Warunkiem było
jednak uzyskanie zapewnień, że akty wykonawcze będą neutralne
technologicznie i że problem deficytu uprawnień w krajach beneficjentach
Funduszu Modernizacji zostanie rozwiązany. Z rozczarowaniem zauważam,
że warunki te nie zostały uwzględnione w propozycji KE +Fit for 55+” –
pisze Morawiecki.
W jego opinii wysokie ceny uprawnień, w połączeniu z ograniczonym
wsparciem inwestycji, mogą w dłuższej perspektywie znacznie spowolnić
tempo transformacji w Polsce i tym samym pogrzebać ambitne cele polityki
klimatycznej. Transformacja energetyczna to nie wyścig, w którym liczy
się prędkość, ale wspólna droga, którą wszyscy musimy przebyć razem –
wskazuje polski premier.
Jego zdaniem konieczne jest przeprowadzenie głębokiej reformy systemu
ETS, która uwzględni obecną sytuację na rynku energii oraz rynku
uprawnień do emisji, a także konkluzje Rady Europejskiej z grudnia 2021
roku. W tym kontekście wskazuje na dwa elementy.
Pierwszy to analiza i kontrola rynku uprawnień do emisji. „Budując
odpowiednie rozwiązania regulacyjne i nadzorcze, musimy przebić się
przez bańkę spekulacyjną, która wytworzyła się wokół handlu ETS” -
wyjaśnia. Po drugie – jego zdaniem - należy zmniejszyć presję wywieraną
przez Rezerwę Stabilności Rynkowej (MSR) na podaż uprawnień do emisji.
„Każdego
roku około 300-400 milionów uprawnień trafia do Rezerwy Stabilności
Rynkowej, drastycznie zmniejszając ilość uprawnień dostępnych na aukcji.
Gdy ceny na rynku ETS wahają się od 70 do 90 euro, uprawnienia są nadal
pobierane z rynku i przenoszone do rezerwy. Trzeba też zmienić ETS, aby
ścieżka nie przypominała już bitcoina, gdzie widzimy wiele spekulacji.
Taka gospodarka nie jest zdrowa, bo to nasi obywatele płacą za nią w
pierwszej kolejności” - tłumaczy Morawiecki.
W opinii szefa polskiego rządu, najbliższe lata będą prawdziwym testem dla polityki klimatycznej UE.
„Kluczem
do jej sukcesu jest postęp w redukcji emisji CO2. Ale musimy pamiętać,
że redukcja emisji nie jest celem samym w sobie. Celem jest zbudowanie
czystych, przyjaznych mieszkańcom miast dla nas wszystkich. Jednak
troska o środowisko musi służyć ludziom, a nie generować koszty, których
nie mogą ponieść. Bez zaufania obywateli UE nie można stworzyć żadnej
polityki. Dotyczy to również polityki klimatycznej” – podsumowuje w swym
artykule premier Morawiecki.
cire.pl