Nowy rząd w Niemczech zmienił kalendarz odejścia od węgla (29 Nov 2021)

Partie - socjaldemokratyczna SPD, Zieloni i liberalna FDP, doszły do porozumienia w sprawie utworzenia nowego rządu Niemiec. W związku z tym przedstawiły dokładny, czteroletni plan zmian, jakie mają zamiar wprowadzić. W umowie koalicyjnej zapisano przyspieszenia odejścia Niemiec od węgla do 2030 roku oraz 80 proc. produkcji energii z OZE do 2030 roku

Przyjęty przez Niemcy cel redukcji emisji sprawia, że rezygnacja z węgla do 2030 roku jest praktycznie nieunikniona. Nikt już nie traktuje poważnie ścieżki odchodzenia od tego surowca do 2038 roku. Nie ma wątpliwości, że proces ten ulegnie przyspieszeniu – pozostaje tylko pytanie, jak wpłynie to na pozostałe kraje w regionie - pisała miesiąc temu Rebekka Popp, doradca w berlińskim biurze ekologicznego think tanku E3G. 

Wszystkie niemieckie partie koalicyjne dawały do zrozumienia, że odejście od węgla trzeba przyspieszyć. Dla Zielonych był to wręcz warunek utworzenia rządu. Partie negocjujące nową koalicję cieszą się także poparciem wielu liderów niemieckiego biznesu, którym zależy na szybszej rezygnacji z węgla. Herbert Deiss, prezes Volkswagena, argumentował, że każda nowa koalicja będzie musiała „znacznie przyspieszyć odejście od węgla”.

24 listopada przywódcy SPD, Zielonych i FDP przedstawili umowę koalicyjną przyszłego rządu kanclerza Olafa Scholza (SPD). Ten 177-stronicowy dokument negocjowało przez dwa miesiące ponad 300 polityków skupionych w 22 grupach roboczych. Zawiera on zarówno kluczowe plany i projekty, jak i zasady współpracy koalicjantów. Przed zaplanowanym na drugi tydzień grudnia zaprzysiężeniem nowego gabinetu umowę muszą zatwierdzić gremia partyjne. SPD oraz FDP zdecydują o jej losie w trakcie zjazdów (4–5 grudnia), zaś Zieloni – podczas 10-dniowego głosowania (online i korespondencyjnego) członków ugrupowania (125 tys. osób; do podpisania dokumentu wystarczy zgoda większości głosujących).

Porozumienie wskazuje podział stanowisk w przyszłym gabinecie. SPD oprócz kanclerza i szefa Urzędu Kanclerskiego nominuje ministrów spraw wewnętrznych, pracy i kwestii socjalnych, obrony, zdrowia, budownictwa, współpracy gospodarczej i rozwoju. Zieloni obsadzą resorty gospodarki i ochrony klimatu (będzie to zarazem urząd wicekanclerza), spraw zagranicznych, rodziny, ochrony środowiska i ochrony konsumentów, rolnictwa. Liberałowie dostaną cztery teki: finansów, sprawiedliwości, transportu i cyfryzacji, kształcenia i badań.

Umowa koalicyjna w Niemczech - kluczowe zapisy

Jednym z priorytetów koalicji ma być wdrażanie ambitnych celów polityki klimatycznej, odziedziczonych po ustępującym rządzie (redukcja emisji o 65% do 2030 r. względem 1990 r. i neutralność emisyjna w 2045 r.). Służyć ma temu przyspieszenie procesu dekarbonizacji we wszystkich sektorach gospodarki.

W energetyce nowy niemiecki rząd zamierza m.in. zwielokrotnić tempo przyrostu mocy zainstalowanych w OZE, tak aby w 2030 r. pokrywały one 80% zapotrzebowania na energię elektryczną, oraz stymulować budowę nowych bloków gazowych, przystosowanych do przyszłej zmiany paliwa na wodór (sektor energetyczny ma zostać zdekarbonizowany do 2040 r.).

Przyspieszeniu ma ulec wygaszanie energetyki węglowej – „w najlepszym przypadku do” 2030 r. Koalicjanci planują ponadto gruntowną reformę opłat w obszarze energii – od 2023 r. zniknąć ma np. opłata OZE, która odpowiada za jedną piątą rachunków za prąd.

Michał Kędzierski, analityk ds. polityki energetycznej i klimatycznej Niemiec w Ośrodku Studiów Wschodnich, zwraca uwagę na niunas tego sformułowania "w najlepszym przypadku...". Sugeruje ono, że nie będzie zmiany ustawowej daty odejścia od węgla (obecnie 2038 z opcją 2035), lecz działania na rzecz rynkowego wypychania węgla z miksu, zwłaszcza znaczne zwiększanie udziału OZE i minimalna cena uprawnień do emisji w ETS (60 euro/t). Ponieważ skuteczność tych działań jest trudna do przewidzenia (w 2030 r. wciąż może istnieć rynkowa przestrzeń dla kilku bloków węglowych), koalicjanci nie decydują się na zobowiązanie. Zmiana ustawowej daty oznaczałaby potrzebę renegocjacji rekompensat dla koncernów energetycznych. 

Nowa koalicja planuje zwielokrotnienie tempa przyrostu mocy zainstalowanych w odnawialnych źródłach energii - w 2030 r. w fotowoltaice ma być 200 GW (obecnie 55 GW), a moc morskich farm ma wynieść 30 GW (obecnie 7,8 GW). Ponadto 2% powierzchni Niemiec ma zostać przeznaczone pod budowę lądowych farm wiatrowych. Celem nowego rządu na 2030 r. ma być 80% udziału OZE w zużyciu energii elektrycznej (w 2020 r. 45%) oraz 50% udziału OZE w produkcji ciepła (w 2020 r. 15%)

Koalicjanci podkreślają znaczenie gazu ziemnego jako paliwa przejściowego. Dla zapewnienia bezpieczeństwa dostaw jako backup dla OZE mają zostać zbudowane nowe elektrownie gazowe, które jednak muszą już być zdolne do przyszłej zmiany paliwa na wodór. Wbrew medialnym informacjom w niemiecj umowie koalicyjnej nie ma nic o odejściu od gazu w energetyce do 2040 r., jednak i tak musiałoby ono nastąpić najpóźniej do 2045 r. Jeśli powiedzie się ofensywa w zakresie OZE, pik zużycia gazu w RFN (nie tylko w energetyce) powinien przypaść koło 2030 r. W latach 30. elektrownie gazowe miałyby być już stopniowo przestawiane na wodór wraz z rozwojem możliwości produkcyjnych oraz planowanej sieci wodorowej. 

Ze względu na czas rozwijania gospodarki wodorowej opartej tylko na zielonym wodorze na życzenie FDP nowy rząd Niemiec ma w początkowej fazie podejść do regulacji wodorowych w sposób bardziej neutralny technologicznie - chodzi o większe otwarcie na niskoemisyjny H2 z gazu i atomu. Priorytetowy charakter ma mieć zaopatrywanie w wodór tych sektorów gospodarki, w których bezpośrednia elektryfikacja jest niemożliwa - tj. głównie przemysł (np. stalowy czy chemiczny). Wspierana ma być też produkcja paliw syntetycznych dla transportu morskiego i lotniczego. Ofensywie wodorowej mają służyć nowelizacja rządowej strategii (zapowiedziana na 2022 r.)

Niemcy postrzegają technologie wodorowe jako z jednej strony instrument dekarbonizacji, a z drugiej szansę dla gospodarki i przemysłu. Chcą stać się globalnym liderem w obszarze rozwoju, produkcji i eksportu technologii do wytwarzania i wykorzystywania H2. 

W transporcie drogowym nowa niemiecka koalicja planuje przyspieszenie zapoczątkowanej przez rząd Merkel ofensywy na rzecz elektromobilności. Ma to być kluczowy instrument na rzecz osiągnięcia celu redukcji emisji w transporcie na 2030 r. (o 42% wobec 2020). Nowy rząd chce, aby w 2030r. po niemiech drogach jeździło 15 mln aut elektrycznych (dotychczasowy cel - 7-10 mln). Nowa koalicja popiera plany Komisji Europejskiej dopuszczania w UE od 2035 r. tylko aut neutralnych emisyjnie, przy czym w Niemczech koniec spalinowych spodziewany jest wcześniej.

Na życzenie FDP w umowie koalicyjnej zawarto furtkę dla rejestracji po 2035 r. też aut spalających paliwa syntetyczne. Nowy rząd Niemiec deklaruje poparcie dla ambitnego ukształtowania regulacji dot. norm emisji spalin Euro 7, co może dodatkowo przyspieszyć koniec silników spalinowych w UE. Wobec planów postawienia przez koncerny motoryzacyjne na elektromobilność rośnie znaczenie szybkiej rozbudowy sieci do ładowania aut elektrycznych nie tylko w Niemczech (cel na 2030 to 1 mln publicznych ładowarek), ale też w całej UE. 

Prawdziwą rewolucję nowy rząd Niemiec chce przeprowadzić w transporcie. Wszystkie czołowe lotniska mają zostać podłączone do dalekobieżnego ruchu kolejowego, aby zmniejszyć liczbę lotniczych połączeń krótkodystansowych. Zieloni chcieli nawet zakazu lotów krótkodystansowych ale ostatecznie tego zapisu nie ma w umowie koalicyjnej. Pasażerowie mają częściej korzystać z połączeń kolejowych po zwiększeniu liczby połączeń międzynarodowych, w tym siatki połączeń nocnych. Ostatnim argumentem, który ma przekonać Niemców do podróżowania po kraju pociągami zamiast samolotami będą niższe ceny biletów. Nowy rząd chce bowiem obniżyć opłaty za korzystanie z torów, co powinno przełożyć się na ceny biletów. 

W planach nowego rządu Niemiec bardzo ważną rolę odgrywa przyspieszenie procesu dekarbonizacji w UE – Berlin ma wspomagać KE w forsowaniu ambitnych zmian w ramach pakietu Fit for 55. Będzie to oznaczać zwiększenie presji zwłaszcza na te państwa członkowskie, które w obszarze transformacji energetycznej mają najwięcej do nadrobienia.

Czy i jak Polska odczuje ambitne plany Niemiec?

Jak podkreślają twórcy najnowszego raportu Ember, zapowiedź Niemiec eksponuje inne kraje UE, które nadal wytwarzają energię opartą na węglu. W 2030 r. Polska, Czechy i Bułgaria będą odpowiedzialne za 95 proc. planowanej produkcji energii elektrycznej opartej na węglu spośród wszystkich krajów UE. W latach 2015-2030 wspólne zużycie energii opartej na węglu spadnie w tych krajach jedynie o 42 proc. w porównaniu do 99 proc. w pozostałych państwach członkowskich UE.

Rezygnacja Niemiec z energetyki węglowej w 2030 r. spowoduje, że Polska, Czechy i Bułgaria nie będą mogły się już dłużej ukrywać. Reszta krajów rezygnuje z energetyki węglowej w tym dziesięcioleciu, aby ograniczyć wzrost temperatury na świecie do 1,5 st. C. Kraje, które pozostaną w tyle, będą musiały mierzyć się z wysokimi cenami energii elektrycznej oraz naciskami na podjęcie działania wraz z rozwojem kryzysu klimatycznego, zaznaczył Charles Moore, dyrektor Ember na Europę.

Jak wynika z raportu, w 2020 r. Polska wytwarzała 70 proc. energii elektrycznej z węgla i odpowiadała za 30 proc. całkowitej produkcji energii elektrycznej z węgla w UE. W 2030 r. odsetek ten wzrośnie do 63 proc. Podczas COP26 Polska podpisała „Oświadczenie o globalnym przejściu z węgla na czystą energię”, ale później potwierdziła, że zrezygnuje z energetyki węglowej do 2049 r.

Z kolei Czechy w 2020 r. wytwarzały 40 proc. energii elektrycznej z węgla i odpowiadały za 9 proc. całkowitej energii elektrycznej z węgla w UE. W 2030 r. odsetek ten wzrośnie do 18 proc. W sierpniu 2019 r. powołano wielostronną „komisję węglową”, która ma ocenić możliwość rezygnacji Czech z gospodarki opartej na węglu. Czeska komisja zaleciła stopniowe wycofywanie się z polityki węglowej do 2038 r. Od tego czasu powstał nowy rząd, którego umowa koalicyjna ma na celu przyspieszenie realizacji tego celu przed 2038 r., jednak ostateczna data nie została jeszcze ustalona.

Bułgaria natomiast w 2020 r. wytwarzała 33 proc. energii elektrycznej z węgla i odpowiadała za 4 proc. całkowitej produkcji energii elektrycznej z węgla w UE, co w 2030 r. wzrośnie do 14 proc. Bułgarski rząd zapowiedział w projekcie Krajowego Planu Odbudowy i Odporności, że kraj wycofa się z energetyki węglowej w 2038 lub 2040 r. Plan ten jednak odbiega od planów Grecji, Macedonii Północnej i Rumunii, które ogłosiły rezygnację z polityki węglowej odpowiednio na lata 2025, 2027 i 2032.

Wraz z przyspieszonym odejściem od węgla największej europejskiej gospodarki presja na Polskę będzie tylko rosnąć, bo tłumaczenie się konkurencyjnością gospodarki będzie odtąd brzmieć jak argument z poprzedniej epoki. Bardzo możliwe, że wkrótce plan przyspieszonego odejścia od węgla przedstawią Czechy, a to pozostawi Polskę osamotnioną – bo Bułgarię trudno uznać za istotnego sojusznika - zauważa dr Kacper Szulecki z Uniwersytetu w Oslo.

Największy konsument węgla w Europie wysyła w ten sposób silny sygnał: era węgla szybko się kończy. Im dłużej nasz rząd zwleka z przyjęciem daty odejścia od węgla, tym bardziej drastyczne będzie późniejsze zderzenie się z rzeczywistością. Rząd powinien skupić się na intensywnym rozwoju odnawialnych źródeł energii, które są czyste, wzmacniają naszą niezależność energetyczną i mogą stworzyć nowe miejsca pracy setkom tysięcy Polaków – dodaje Joanna Flisowska z Greenpeace Polska. 


Niemcy – wyprzedzając zdecydowanie inne kraje – są od wielu lat najważniejszym partnerem handlowym Polski.

Nawet w 2020 roku, naznaczonym pandemią COVID-19, wymiana handlowa pozostała stabilna. Udział Niemiec w polskim eksporcie nawet wzrósł do prawie 29%. Jednocześnie znaczenie Polski dla niemieckiego handlu zagranicznego stale rośnie. Polska, jako zdecydowanie największy partner handlowy Niemiec w Europie Środkowo-Wschodniej, zastąpiła Włochy na piątym miejscu wśród najważniejszych partnerów handlowych Niemiec na świecie. Przy tym niemiecki handel zagraniczny z Polską był w ubiegłym roku prawie trzykrotnie większy niż z Rosją.

Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego obroty handlowe Niemiec z Polską w 2020 r. wyniosły ponad 123,2 mld euro (import: 58,4 mld euro; eksport: 64,9 mld euro). W porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego (2019: 123,5 mld euro) oznacza to spadek o mniej niż 0,5%.

W niemieckim eksporcie dominują pojazdy i ich wyposażenie, maszyny i urządzenia, elektrotechnika, wyroby chemiczne. Polska eksportuje głównie części i wyposażenie pojazdów, artykuły spożywcze, meble oraz sprzęt gospodarstwa domowego.

Pod względem liczby i wartości bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce przedsiębiorstwa niemieckie zajmują czołowe miejsce. Wartość niemieckich inwestycji bezpośrednich w Polsce od czasu systemowych zmian przełomu 1989/1990 sięga 39 mld euro.

cire.pl