Niemieckie media podkreślają, że Polska to „kotwica
stabilności” dla gospodarki Berlina w czasie pandemii. Czy po ogłoszeniu
Fit for 55 widać, że Niemcy chcą uzależnić Polskę od swoich
technologii? Jak to wygląda w ocenie Pana Profesora jako ekonomisty?
Dla Niemców ten zakres usług, produkcji, wyrobów, półwyrobów czyli
wyrobów niegotowych stanowi dużą część wkładu do produkcji finalnej
przedsiębiorstw niemieckich. Na przykład import różnych elementów z Chin
idzie do produkcji półwyrobów przetwarzanych częściowo w Polsce,
następnie jest to przekazywane do finalnej produkcji w Niemczech. Niemcy
na tym bardzo dużo korzystają, ponieważ jesteśmy zaraz obok. Produkty
finalne, które Niemcy sprzedają na zewnątrz mają dużą wartość dodaną
i Niemcy w ten sposób dużo zarabiają. Trzeba tutaj dodać, że ok.
70 proc. obrotów handlowych w UE to są Niemcy. Jedną z przyczyn tej
dużej skali tych obrotów jest silna gospodarka Polski. W tym też
kontekście są podejmowane działania dotyczące Fit for 55.
Jest w Niemczech silny rozłam pomiędzy podejściem małych i średnich
przedsiębiorstw i dużych korporacji. Ten rozłam polega na tym, że duże
korporacje, niestanowiące istotnej części gospodarki niemieckiej w jakiś
sposób posiadają dominację w tych głównych sektorach gospodarczych,
dominację jeśli chodzi o na przykład przemysł samochodowy, czy kwestie
dotyczące energetyki. Tutaj z racji interesów, tworzą nacisk na rozwój
właśnie tych gałęzi z perspektywy własnych zysków, co zagraża destrukcją
gospodarki niemieckiej. W kontekście roli polskiej gospodarki dla
rozwoju niemieckiej, skupienie się na dużych korporacjach, w których
Niemcy np. współpracują z Rosją – Niemcy likwidują już elektrownie
jądrowe – nie sprzyja rozwojowi małych i średnich przedsiębiorstw. można
powiedzieć, że istotny wpływ na powodzenie biznesowe i ekonomię
w Niemczech ma siła niemieckiej małej i średniej przedsiębiorczości.
Te działania Fit for 55 będą negatywnie oddziaływały na polską
gospodarkę, będą ją niszczyły, będą niszczyły jej potencjał rozwojowy
a także potencjał kosztowy. Czyli w związku z tym można by powiedzieć,
że te usługi i te półprodukty, które w tej chwili dostarczamy
do Niemiec, będą droższe. Dla nas będą mniej konkurencyjne, ale Niemcom
cały czas może jeszcze będzie opłacało się sprowadzać od nas, niż robić
to gdzie indziej, czyli np. w Azji ze względu też na mniejsze ryzyko.
Produkcja w Polsce ma dużą stabilność, a w tej chwili jak widzimy
w pandemii przerwanie łańcuchów dostaw, czy też z powodów różnych
kryzysów Chiny stanowią duże zagrożenie dla stabilności
niemieckiej gospodarki.
Jednocześnie Niemcy, czy generalnie gospodarka niemiecka jest bardzo
zaniepokojona dominującą rolą chińskich firm. Już w tej chwili można
by powiedzieć, że w różnych obszarach jeszcze 20 lat temu Niemcy
dominowali, dyktowali warunki. Liczyli na to, że Chiny pozostaną
w takiej pozycji, tymczasem one przestają liczyć się z Niemcami, a zatem
przejmują rolę dyrygenta. Właśnie też należy popatrzeć na to z tej
perspektywy, co oznacza, że z jednej strony Polska gospodarka jest
stabilizatorem rozwoju i siły gospodarki niemieckiej, a z drugiej strony
te powiedziałbym niemądre propozycje Timmermansa, którą wydaje się,
że być może będzie popierała von der Leyen, a tak naprawdę von der Leyen
jest osobą manipulowaną przez Angelę Merkel, stanowią ukłon dla
interesów oligarchii kapitałowej, w tym wpływu Rosji. Będzie to zatem
działało negatywnie na niemiecką gospodarkę, bo tak jak wiemy te małe
i średnie przedsiębiorstwa to jest klucz do rozwoju. Stąd pojawia się
pewien klincz. Z jednej strony ze względu na Chiny Polska będzie nadal
stabilizatorem, ale będzie bardziej kosztowna czyli będą wyższe koszty,
a co za tym idzie wyższe ceny dla wkładu do produkcji niemieckiej.
Wyższe ceny właśnie ze względu na ten nierozsądny, nieprzemyślany
projekt czy podejście w tym projekcie.
Cały układ przechodzenia na inne źródła energii ma sens, ale agenda
i sposób implementacji tego będzie działał negatywnie na stronę cenową,
konkurencyjną, a zatem mówiąc kolokwialnie będzie odbijała się czkawką
dla gospodarki niemieckiej. Stąd też w pewnym sensie „szczęśliwie” dla
Polski dokonuje się w Niemczech istotny rozłam pomiędzy grupą małych
i średnich i korporacjami. Wydaje mi się, że w długim terminie te małe
i średnie zwyciężą, bo statystyka mówi, że około 65 proc. Niemców czy
dwie trzecie jest przeciw brnięciu w superpaństwo, czyli centralizacji
siły w Brukseli, a opowiadają się za wzmacnianiem tożsamości narodowej
czy właściwie gospodarki narodowej. Niemcy w większości obawiają się,
że kosmopolityzm, centralizacja „siły” w Brukseli będą prowadziły
do redukcji siły niemieckiej gospodarki i ten Fit for 55 jest takim
namacalnym przykładem, który pozwala postawić takie wnioski.
Czy nie powinniśmy się obawiać, że po wprowadzeniu Nowego
Zielonego Ładu polska gospodarka zostanie podporządkowana gospodarce
niemieckiej? Już niezależnie od tego, która opcja w Niemczech wygra –
czy małe i średnie przedsiębiorstwa, czy wielkie korporacje.
Powinniśmy się obawiać, dlatego trzeba apelować o przyspieszanie
procesu Trójmorza, o czym już od dawna mówi Instytut Myśli Schumana.
Mimo sukcesów tego projektu, on cały czas idzie zbyt wolno.
I co ma Trójmorze w tym kontekście robić? Ma zwiększyć produkcję
wewnętrzną w Trójmorzu i wymianę między krajami Trójmorza, co spowoduje
zredukowanie wymiany z Niemcami. Mamy zbyt niskie obroty wewnętrzne.
To jest właśnie budowanie przeciwwagi. Ta produkcja i wymiana wewnątrz
Trójmorza będzie korzystniejsza, bo będzie w wielu wypadkach tańsza. Ona
ma też iść w kierunku wysokich technologii, czyli budowania wspólnych
technologicznych ośrodków badania i rozwoju. Uważam, że powinno się
zbudować wspólny instytut kształcenia kadr dla budowy elektrowni
jądrowych. Do elektrowni jądrowych potrzeba kadr a same siłownie
potrzebne są we wszystkich krajach Trójmorza. Ten wspólny instytut
będzie zajmował się przygotowaniem kadr, badań, rozwoju, wdrażaniem tzw.
modułowych elektrowni jądrowych. To są bardzo proste, modułowe
rozwiązania – czyli nie od razu budujemy dużą, tylko budujemy mały
moduł, a później do tego dokładamy. I to jest właśnie przeciwwaga dla
myślenia niemieckiego.
Niemcy robią błąd, że wychodzą z elektrowni jądrowych. Wychodząc mają
poczucie, że mają dużą ilość wiatraków. Mają nadzieję, że zdominują
Europę jeśli chodzi o wodór, a w pierwszej kolejności – że zdominują
gazem i elektromobilnością. To jest ich strategia. Wodór to jest odległa
sprawa, żeby osiągnąć dużą skalę, chociaż jest
to najlepsza technologia.
Budowanie aliansu z Rosją ma temu służyć, żeby przejściowo uzyskiwać
przewagę konkurencyjną kosztową jeśli chodzi o gaz, a jednocześnie
dominować i później układać dalsze ścieżki w rytmie niemieckiego hymnu
„Deutschland über alles” (Niemcy ponad wszystkimi). Dlatego – a były
takie przymiarki czy myślenie – Trójmorze nie może zapraszać do swojego
grona Niemców czy jako członka, czy jako ważnego gracza. Niemcy próbują
się wpraszać, aby sobie to Trójmorze podporządkować. Tu jest właśnie
sposób na działanie. Nie trzeba się lękać, że zdominują, bo zdominują,
jeśli nic nie będziemy robili.
Niemcy nie boją się niczego prócz siły gospodarczej. Dlatego ich
strach w tej chwili jest potężny, kiedy uświadomili sobie, że Chiny nie
są i nie będą – jak myślano przedtem – cały czas tanią siłą roboczą
i państwem o niskim poziomie technologicznym.
Te procesy w Trójmorzu przebiegają zbyt wolno. W tej chwili trzeba
je przyspieszyć w szczególności w kontekście całego planu
energetycznego. Jeśli nie będziemy przyspieszać tej integracji
w Trójmorzu, to poszczególne państwa Trójmorza będą niestety poddawały
się i będą bilateralnie wchodziły w różne relacje z Niemcami, bądź
Francuzami. Bardziej obawiamy się Niemców. Zresztą widzimy, że dzięki
sile i determinacji Polski, Węgier, ale ostatnio też Litwy ta integracja
jest większa i te małe kraje w Trójmorzu będą cały czas siliły się
na odwagę wtedy, kiedy te efekty integracji gospodarczej będą istotnie
widoczne. Tę przewagę gospodarczą można budować – pamiętajmy – w sile
intelektualnej: ośrodki badawcze, uczelnie, politechniki. Mówię
w szczególności o aliansie w budowie technologii wodorowych. To powinna
być odpowiedź na te obawy, które możemy obserwować. Przegramy, jeśli
będziemy bierni w tym zakresie. Ta aktywność nie powinna być tylko
w układzie werbalnym, ale przede wszystkim w układzie
merytorycznym, rzeczowym.
Powiedział Pan Profesor o tej niemieckiej polityce
„Deutschland über alles”. Czy Fit for 55 i cała unijna polityka
klimatyczna jest obliczona już nie tylko na eksport niemieckich
technologii, ale przede wszystkim stłamszenie tych gospodarek, które
stanowią dla Niemiec konkurencję? Czy są jakiekolwiek szacunki, ile
polskich firm upadnie, jeżeli Fit for 55 zostałby wprowadzony
w proponowanym przez Fransa Timmermansa kształcie?
Pytanie jest bardzo dobre. Padną bądź zostaną przejęte. Tu raczej
należy popatrzeć w ten sposób. Czyli zostanie zahamowana innowacja
technologiczna i rozwój technologiczny, czy też różnego typu badania,
które prowadzimy, czy firmy, które już produkują różne wyroby
wykorzystywane chociażby w energetyce. Jest też kwestia różnych modeli
biznesowych czy organizacyjnych. Istnieje ryzyko przejęcia tych firm
przez Niemców, stopując niejako ich obecny kierunek rozwojowy,
przejmując ich kapitał intelektualny, ale też pewne elementy w tych
działaniach produkcyjnych, technologicznych. Pamiętajmy, że dzisiaj
w przemyśle jest tak, że różne technologie, czy różne elementy
technologii można wykorzystać uniwersalnie, do wielu celów. Ten
potencjał w Polsce jest bardzo dobry.
Czyli ryzyko jest takie, że Niemcy staną się właścicielami nawet
30 proc. różnego typu przedsiębiorstw. To byłaby makabryczna sytuacja,
bo Niemcy uzyskaliby w ten sposób kontrolę. Moim zdaniem to, co jest
związane z tą strategią. Nie będzie to polegało na tym, że te firmy
upadną. One po prostu będą musiały się sprzedać, będą kupione
i pozostaną poza kontrolą polskich przedsiębiorców, a to znaczy,
że polska gospodarka staje przed ryzykiem sterowania jej już wtedy
w takim układzie globalnym. Czyli już wtedy nie będziemy mieli wpływu
na tworzenie np. technologii wodorowych, będzie trudniej rozwijać
energetykę jądrową – Niemcy zneutralizują to, prowadząc do dominacji
technologii elektromobilności i gazu.
Gdyby to były upadki polegające na tym, że te firmy upadają
i skutkiem tego jest zwiększone bezrobocie i dochodzi do pewnego
przekształcenia, restrukturyzacji cały czas w układzie posiadania
własności w polskich rękach, to nie byłoby takie tragiczne. To byłoby
uciążliwe, ale przez te perturbacje można by przejść. Natomiast
tu strategia Niemców idzie w kierunku przejmowania własności.
W latach 80. w Niemczech różne gremia przemysłowców, którzy przecież
na wojnie zarabiali potężne pieniądze, bardzo intensywnie zastanawiały
się, jak Niemcy mogą – bo były takie pomysły być może jakichś nowych
podbojów militarnych – zyskać. Konkluzja była taka, że „my odbijemy
nasze terytoria” – wtedy ta dyskusja była wokół ziem zachodnich. Niemcy
nie godzili się wtedy i nadal się nie pogodzili z tym, że stracili
te ziemie, chociaż to są piastowskie polskie ziemie i to jest ich
strategia odbicia poprzez przejmowanie własności, poprzez usuwanie
polskiej własności włącznie z nieruchomościami, gruntami,
bo konsekwencją posiadania przez polskie w szczególności ziemie
zachodnie słabego przemysłu będzie wyzbycie się kapitału, a jak nie mamy
kapitału, to ziemię też stracimy. Dlatego jest istotne to, co w tej
chwili robi nasz rząd – jeszcze trzeba przyspieszać działania
na ziemiach zachodnich dotyczące przemysłu, przemysłu stoczniowego,
udrażniania Odry, ale potrzebne są szersze działania dotyczące rozwoju
polskiego przemysłu w tamtym regionie.
Co to oznacza z perspektywy ekonomii, zarówno teorii, jak i praktyki?
To oznacza, że Niemcy niszczą w ogóle jakąkolwiek koncepcję
ekonomiczną, czy mówimy o kapitalizmie, czy kapitalistycznej gospodarce
społecznej czy innych koncepcjach ekonomicznych. Niemcy skutecznie
niszczą. My w ekonomii rozwinęliśmy już paradygmaty, które są jeszcze
ważniejsze – tzw. kooperacja. Kooperacja nie usuwa konkurencji, ale daje
większą efektywność. Wchodzimy też w myślenie dotyczące solidaryzmu
społeczno-gospodarczego, który jest najbardziej efektywny. Natomiast
Niemcy prowadzą do destrukcji, niszczenia jakichkolwiek koncepcji
ekonomicznych czyli usuwania konkurencji, niszczenia zasad – w pewnym
sensie pojawia się taki komunizm. Zresztą niemieckie małe i średnie
przedsiębiorstwa bardzo narzekają, mówiąc o biurokracji też używają
słowa „komunizm”, bo w efekcie poprzez inne mechanizmy Niemcy dążą
do odgórnego ustanawiania tego, co trzeba, co słuszne, co produkować
i jak – tak jak kiedyś Zjednoczona Partia Robotnicza, czy KPZPR
w Związku Radzieckim – bez uwzględniania zachowań rynkowych wszystkich
podmiotów. Z tej perspektywy to wygląda makabrycznie i dzisiaj trzeba
mieć szerszą świadomość na ten temat. Schuman zresztą mówił o tym,
że oni powoli, stopniowo będą to robić. W 1962 r. Schuman to odniósł
do potencjalnych kierunków, jakie może przyjąć UE jeśli zejdzie z drogi
wspólnoty narodów Europy, ta koncepcja budowania tej wspólnoty, że ona
powoli będzie niszczyć różne wymiary: i społeczne, i ekonomiczne.
To niestety obserwujemy.
Takim oddziaływaniem, które polscy liderzy polityczni moim zdaniem
niestety zaniedbują są reparacje. Powinniśmy przyjąć systemową strategię
działania dotyczącą reparacji, bo gdyby Niemcy oddali nam to,
co ukradli, to co zniszczyli, to Polska w tej chwili byłaby
na porównywalnym poziomie potencjału gospodarczego, co Niemcy. To jest
sprawa, którą trzeba równolegle i synchronicznie pokazywać. Trzeba
działać, żądać, bo najskuteczniejszą metodą obrony jest atak.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Anna Wiejak
wPolityce.pl