Firma ta od 1 stycznia zarządza ukraińskimi magistralami do przesyłu gazu.
"Ukraina
posiada dwa połączenia z systemem gazowym Polski: Drozdowicze i
Hermanowice. Niedawno przeprowadziliśmy rekonstrukcję i gotowi jesteśmy
do przyjęcia z naszej strony do ukraińskiego systemu do 6,6 mld m sześc.
gazu rocznie. Kwestia polega jedynie na istnieniu koniecznych objętości
gazu i ciśnienia ze strony polskiej" - napisał Makohon na Facebooku.
Jak
wyjaśnił, 6,6 mld m sześc. gazu to więcej, niż wynosi przepustowość
terminalu LNG w Świnoujściu, który jest w stanie przerobić 5 mld m
sześc. surowca. "Przy ogólnym zapotrzebowaniu importowym w wysokości 8-9
mld m sześc. obecne moce pokrywają do 80 proc. ogólnego importu" -
podkreślił Makohon.
Prezes ukraińskiego operatora zwrócił też
uwagę, że po podpisaniu bezpośredniego porozumienia z polskim operatorem
gazowym możliwy stał się "wirtualny import" gazu z Polski.
"Oznacza to, że możemy importować całą objętość gazu, który
płynie przez Ukrainę do Polski. Dziś do Polski nadchodzi z naszej strony
9 mln m sześc. gazu na dobę, co oznacza, że te 9 mln metrów może być
importowane dzięki mechanizmowi wirtualnego rewersu, a jest to 3,2 mld m
sześc. rocznie" - zaznaczył.
Makohon wyraził wątpliwość, czy w
tej sytuacji budowa nowego połączenia o mocy 5-8 mld m sześc. gazu
rocznie i wartości 200 mln USD jest uzasadniona.
"Mamy już wiele
przykładów "inwestowania" w "potrzebne" projekty: gazociąg do Uściługu,
naftociąg Odessa-Brody. Jestem przekonany, że przy obecnym kierownictwie
Operatora Systemu Transportu Gazu Ukrainy (...) takie gospodarczo
nieuzasadnione projekty nie zostaną zrealizowane" - oświadczył prezes
ukraińskiego operatora.
cire.pl