Prezydent Francji wygłosił we wtorek w Pałacu Elizejskim przemówienie na temat transformacji sektora energetycznego.
Obecnie
około 75 procent całej energii produkowanej we Francji to energia
nuklearna. Plan ograniczenia tego udziału do 50 procent w 2035 r. jest
wolniejszy niż zapowiadane przez poprzedniego prezydenta Francois
Hollande'a osiągnięcie tego poziomu już w roku 2025. Macron podkreślił
jednak, że redukcja udziału energii nuklearnej nie oznacza całkowitego
odejścia od tego sposobu produkcji.
Macron zapowiedział ponadto,
że do końca jego kadencji w 2022 roku Francja nie zamknie żadnego
reaktora poza dwoma z najstarszej francuskiej elektrowni atomowej w
Fessenheim. Wyznaczył cel zamknięcia w sumie do 2035 roku 14 z 58
reaktorów. 4-6 z nich ma być wyłączonych przed 2030 roku: oprócz tych w
Fessenheim dwa w latach 2027-28 i być może dwa w latach 2025-26, o ile
nie będzie to stwarzało ryzyka dla bezpieczeństwa dostaw energii.
Francja
na razie nie zdecyduje również o budowie reaktorów nowej generacji EPR
(Europejskich Reaktorów Ciśnieniowych) i zaczeka z tym krokiem co
najmniej do 2021 roku - ogłosił szef państwa.
Jednocześnie
Macron w ramach polityki energetycznej przewiduje zwiększenie liczby
połączeń przesyłowych z krajami sąsiednimi, żeby zintensyfikować dostawy
energii, co ma powstrzymać wzrost jej cen. Zapewnił też o chęci rozwoju
sektora energii odnawialnej, informując, że jego priorytetem jest
ograniczanie we francuskiej gospodarce paliwa, które przyczynia się do
globalnego ocieplenia. W tym kontekście zapowiedział zwiększenie środków
na ten cel z 5 mld euro rocznie dziś do 7-8 mld euro; wspomniał przy
tym w szczególności o trzykrotnym zwiększeniu do 2030 roku ilości
uzyskiwanej lądowej energii wiatrowej i pięciokrotnym - z instalacji
fotowoltaicznych. "Skupiamy nasze wysiłki na rozwoju najbardziej
konkurencyjnej energii odnawialnej, a ponieważ mamy na uwadze siłę
nabywczą Francuzów, będziemy bardzo wymagający wobec fachowców, jeśli
chodzi o obniżenie kosztów" - mówił w Pałacu Elizejskim Macron.
W swoim przemówieniu francuski prezydent odniósł się również
do trwających we Francji od ponad tygodnia masowych protestów tzw.
żółtych kamizelek - uczestnicy demonstracji i blokad dróg sprzeciwiają
się podwyżkom podatków od paliwa. W ciągu ostatniego roku cena oleju
napędowego we Francji wzrosła o 23 proc., do ok. 1,51 euro za litr, co
jest najwyższym poziomem od początku XXI wieku. Jedną z przyczyn tego
wzrostu jest podniesienie podatków - w tym roku zwiększyły się one o 3,9
eurocenta za litr benzyny i 7,6 eurocenta za litr paliwa typu diesel, a
od 1 stycznia mają zostać podniesione odpowiednio o 2,9 oraz 6,5
eurocenta za litr. Władze chcą w ten sposób skłonić kierowców do wymiany
bardziej szkodliwych dla środowiska samochodów z silnikami diesla,
które we Francji są dość rozpowszechnione.
W reakcji na
niezadowolenie protestujących Macron ogłosił we wtorek, że
przeprowadzone zostaną "szeroko zakrojone konsultacje terenowe na temat
transformacji energetycznej", które "w najbliższych trzech miesiącach"
powinny przełożyć się na odpowiedź na gniew "żółtych kamizelek" poprzez
wypracowanie "rozwiązań" i sposobów wsparcia. Prezydent wyjaśnił, że
chce zmienić "metodę", ale nie kierunek zmian. Konsultacje mają być
przeprowadzane w całym kraju, m.in. z przedstawicielami różnych
stowarzyszeń, polityków oraz przedstawicielami "żółtych kamizelek".
Poinformował również, że zadanie wypracowania "wspólnej metody pracy"
będzie należało do premiera Edouarda Philippe'a.
Ponadto Macron
zaproponował rewizję wysokości podatków od paliwa co trzy miesiące -
miałaby ona zależeć od cen paliwa. "Trzeba dostosować podwyżkę podatków
do rynku paliw. Chcę, by za trzy miesiące wypracowana była metoda
(działania), dzięki której podatek ten będzie rozsądniejszy (...) i by
raz na kwartał ustalano działania łagodzące efekt wzrostu cen (paliwa)
na świecie" - mówił szef państwa. Agencja Reutera podkreśla, że nie
wyjaśnił szczegółów takiego rozwiązania.
"Chcę, by Francuzi
zrozumieli - zwłaszcza ci, którzy mówią +słyszymy gadanie prezydenta
Republiki, słyszymy gadanie rządu, mówią o końcu świata, a my mówimy o
końcu miesiąca+. Zajmiemy się i tym, i tym, i tak powinniśmy zrobić" -
zapowiedział Macron, mówiąc o potrzebie prowadzenia polityki ochrony
środowiska przy jednoczesnym spełnieniu potrzeb społeczeństwa. Dodał, że
"rozumie" i "podziela obawy wielu obywateli wyrażane w ostatnich
dniach: (poczucie) bycia pozostawionym, płacenia za transformację
energetyczną bez korzystania z niej". Zapewnił ponadto, że nie chce, by
zmiany polityki w kierunku większej ochrony środowiska zwiększały
nierówności w społeczeństwie. "Nie zgadzam się, by powstała Francja
dwóch prędkości, w której najbogatsi - bo podjęli lepsze wybory z
perspektywy ochrony środowiska - mieli mniejsze rachunki, a
najbiedniejsi musieli płacić więcej, bo nie mają środków na inwestycje" -
podkreślił Macron. Uczestnicy ruchu "żółtych kamizelek" wywodzą się w
większości z małych miast i wsi i nie stać ich na wymianę samochodów na
nowsze.
www.cire.pl