Z apelem o weto zwróciły się główne organizacje branży OZE -
Polska Izba Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej, Polskie
Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej oraz Stowarzyszenie Małej Energetyki
Wiatrowej. Według nich, przyjęte w nowelizacji rozwiązania nie
zlikwidują w perspektywie kilku lat nadpodaży świadectw pochodzenia
energii z niektórych OZE - tzw. zielonych certyfikatów - na rynku.
Nadpodaż jest jedną z głównych przyczyn niskich cen certyfikatów, co
przekłada się na niski poziom wsparcia źródeł odnawialnych i trudną
sytuację inwestorów.
Zasadniczą zmianą, wprowadzaną w noweli jest
rezygnacja ze stałej wartości tzw. opłaty zastępczej, wynoszącej 300,03
zł/MWh i powiązanie jej z rynkowymi cenami certyfikatów. Opłata ma
wynosić 125 proc. średniej ceny danych certyfikatów z poprzedniego roku,
ale nie więcej niż 300,03 zł/MWh.
W czasie zorganizowanej w
piątek przez branżowe organizacje dyskusji, wiceprezes PIGEOR Tomasz
Podgajniak podkreślał, że nowela zmienia reguły w trakcie gry,
zaplanowanej przez inwestorów na 15 lat. Taki był bowiem typowy okres
umów z bankami na finansowanie inwestycji w OZE. Umowy te, podpisywane w
latach 2009-2011 zakładały stabilne ceny certyfikatów, które w
założeniu miały wyrównywać różnicę między ich kosztami produkcji, a
niższą od nich ceną rynkową sprzedawanej energii - wskazywał. W jego
ocenie, aby spełniać swoją funkcję powinny być warte nie mniej niż 180
zł/MWh. Tymczasem dziś ich rynkowe ceny są poniżej 30 zł/MWh, głównie z
powodu nadpodaży.
Branża OZE upatruje najważniejszej przyczyny
nadpodaży w traktowaniu współspalania biomasy z węglem w blokach
elektrowni jako OZE. Już w 2011 r. alarmowaliśmy ówczesny rząd o
niebezpieczeństwie zachwiania stabilnością systemu wsparcia -
przypomniał Podgajniak. Ocenił też, że nowelizacja w żaden sposób nie
rozwiązuje problemu nadpodaży, bo nie zwiększa popytu na certyfikaty.
Przypomniał, że popyt ten jest regulowany poziomem obowiązku zakupu
certyfikatów, który corocznie ustala w rozporządzeniu minister energii.
Zdaniem wiceprezesa SMEW Kamila Szydłowskiego, po obniżeniu
opłaty zastępczej sytuacja nie ustabilizuje się w ciągu pięciu lat, co
przewidywano w uzasadnieniu noweli. W Polsce jest co najmniej 800
małych, często rodzinnych spółek, które zainwestowały w energetykę
wiatrową, a dziś dopłacają do tej działalności - mówił Szydłowski,
podkreślając, że są już pierwsze przypadki sprzedaży tych wiatraków za
granicę i likwidacji działalności. Ci ludzie zostali ostatecznie
zniechęceni do interesów na rynku regulowanym przez państwo - ocenił.
Były
prezes PSE Henryk Majchrzak zauważył inne niebezpieczeństwo, wiążące
się z możliwymi bankructwami w branży wiatrowej. Przypomniał, że
wiatraki to dziś ważny element systemu elektroenergetycznego i ich
znikanie oznacza problemy z uzupełnianiem ubytków mocy. Trzeba szukać
sposobu powrotu ceny certyfikatów do poziomu, który przyjęto, tworząc
ten system, czyli ok. 250 zł/MWh, a mechanizm w noweli z definicji nie
uzdrawia sytuacji - ocenił.
Do apelu o weto przyłączyła się
Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji, której
członkowie m.in. dostarczają urządzenia sterujące dla OZE. Prezes Izby
Stefan Kamiński oceniał, że nowela podważa zaufanie potencjalnych
kolejnych inwestorów i potęguje ryzyko regulacyjne. Jego zdaniem,
niektórzy zagraniczni inwestorzy mogą ją nawet zinterpretować jako
tworzenie warunków do wrogich przejęć poprzez doprowadzenie do
bankructwa grupy inwestorów.
Nowelizacja została zgłoszona jako
projekt poselski, ale z poparciem Ministerstwa Energii. Resort stał na
stanowisku, że zmiana reguł jest potrzebna, bo dotychczasowy model
wsparcia się nie sprawdził, gdyż nie zapewnił odpowiednio wysokiej ceny.
Uzasadnienie projektu stwierdzało, że poprzez powiązanie ceny opłaty
zastępczej z ceną certyfikatów, podmioty zobowiązane chętniej będą
kupować certyfikaty zamiast płacić opłatę, co z czasem zlikwiduje
nadpodaż.
www.cire.pl