"Nie chodzi o to, że się czegokolwiek obawiamy, ale musimy
być przygotowani na różne, nawet mało prawdopodobne scenariusze" -
podkreślił.
Eksperci zwracają uwagę, że w ostatnich latach
najtrudniejsze dla polskiej energetyki są tzw. szczyty letnie. Przy
utrzymujących się przez wiele dni wysokich temperaturach - szczególnie w
środku dnia - następuje zwiększony pobór prądu, ze względu na rosnącą
liczbę urządzeń klimatyzacyjnych. Wielkość tę szacuje się nawet na 1500
MW. Jeśli w tym czasie nie pracują - ze względu na remonty - bloki
wytwórcze, a te posiadające tzw. otwarte obiegi chłodzenia, ze względu
na wysoką temperaturę wody i jej niski stan nie mogą być użytkowane,
Krajowy System Elektroenergetyczny (KSE) zaczyna mieć problemy.
Właśnie
taki splot okoliczności miał miejsce na przełomie pierwszej i drugiej
dekady sierpnia 2015 r. W gorących sierpniowych dniach w elektrowniach
konwencjonalnych z otwartymi obiegami chłodniczymi, część bloków musiała
zostać wyłączona lub pracowała z niepełną mocą, bo nie były one w
stanie pracować ze względu na niski stan wody w rzekach i jeziorach oraz
zbyt wysoką temperaturą tych wód. Nie było też możliwości wyprowadzenia
mocy z jednostek wytwórczych przyłączonych do sieci 110 kV. To wszystko
spowodowało, że konieczne było wprowadzenie - po raz pierwszy od
niemalże trzech dekad - tzw. stopni zasilania.
Operator Systemu
Przesyłowego (OSP), który zarządza i kieruje planem Krajowego Systemu
Elektroenergetycznego, po uzgodnieniu z Urzędem Regulacji Energetyki
zdecydował o wprowadzeniu ograniczeń dla odbiorców przemysłowych, którzy
pobierają 300 kW mocy. Oznaczało to, że mieli oni obowiązek
zmniejszenia swojego zapotrzebowania. Ograniczenia te nie dotyczyły
jednak odbiorców tzw. wrażliwych, np. szkół czy gospodarstw domowych. W
ramach ograniczeń odbiorcy przemysłowi nie byli jednak pozbawieni prądu,
mieli po prostu ograniczony maksymalny pobór mocy.
Piotrowski
podkreślił w rozmowie z PAP, że obecnie poziom wód w rzekach jest wysoki
i w minionych latach takie sytuacje nie zapowiadały problemów dla
elektrowni z tzw. otwartymi układami chłodzenia. "Stress-testy są
działaniem doraźnym i prewencyjnym" - zaznaczył.
Jak dodał, resort energii, przygotowując wieloletnią politykę
energetyczną, analizuje różne scenariusze. W wariancie optymistycznym
stosunkowo niedługo, z perspektywy czasu potrzebnego do wybudowania
nowych mocy, a więc około 2030 r., może się pojawić deficyt w tzw.
podstawie mocy.
"Ma to również związek z przedstawionym przez
Komisję Europejską projektem nowego zestawu uregulowań, tzw. pakietu
zimowego. Naszym zdaniem wymaga on istotnych modyfikacji. Polska, która
emituje mniej zanieczyszczeń niż Niemcy, Zjednoczone Królestwo, Włochy
czy Francja, będzie miała trudności, gdyż sektor energetyki wymaga w
Polsce inwestycji zastępujących wyeksploatowane bloki w elektrowniach.
Oznaczają one obniżenie emisji, ale jednocześnie Polski nie stać na
radykalną rezygnację z energetyki bazującej na węglu" - tłumaczył.
"W
przypadku scenariusza pesymistycznego będziemy musieli założyć, że już w
2018 r. może pojawić się pewien problem z utrzymaniem wystarczająco
dużej rezerwy. Nie oznacza to, że zabraknie nam mocy. Chodzi o możliwość
wystąpienia problemów, gdyby w tym samym czasie zepsuło się kilka
bloków energetycznych. Prawdopodobieństwo wystąpienia takiego
scenariusza jest jednak niewielkie. Niemniej jednak trzeba
przeanalizować wszystkie nawet najgorsze i prawie niemożliwe
scenariusze" - dodał wiceszef resortu energii.
Na pytanie
dlaczego nie da się bilansować braków mocy ze źródeł odnawialnych,
Piotrowski odpowiedział, że z inżynierskiego punktu widzenia dalsze
wprowadzanie do systemu produkcji energii z dużych i działających
okresowo farm wiatrowych wymaga "jeszcze większych inwestycji w
odtworzenie mocy konwencjonalnych".
"Dialog z częścią środowiska
OZE jest trudny, bo przedstawiane są materiały marketingowe, jako opisy
rozwiązań użytecznych. Planowane przez nas stress-testy, to właśnie
analizowanie sytuacji, gdy nie wieje wiatr, jest pochmurno, gorąco i od
tygodni nie padały deszcze. W dialogu z wytwórcami energii chcemy
wychwycić, gdzie są potencjalnie najsłabsze punkty systemu i jak na tej
podstawie możliwie najefektywniej zarządzać ryzykiem" - podsumował.
www.cire.pl