Eksperci ds. energetycznych są zdania, że mimo tak dużego
zasięgu strajk nie spowoduje przerw w dostawach energii elektrycznej, bo
we Francji obowiązują regulacje ograniczające prawa do przerwania pracy
w sektorze jądrowym. Ponadto Francja ma możliwość importu energii
elektrycznej z krajów sąsiednich.
Tymczasem francuskie władze
potwierdziły, że sięgnęły do strategicznych zapasów paliw płynnych, by
przynajmniej częściowo pokryć zapotrzebowanie rynku. Poinformowano, że
rząd wykorzystał dotąd ilość odpowiadającą trzem dniom rezerw (na 115
dni ogółem zabezpieczonych w postaci zapasów strategicznych).
Było
to konieczne, ponieważ przeciwko planowanym przez rząd kontrowersyjnym
reformom prawa pracy wciąż strajkuje sześć z ośmiu rafinerii we Francji,
z których część całkowicie zaprzestała produkcji.
Stacje
benzynowe w kraju mają problemy z zaopatrzeniem: w blisko jednej
trzeciej z 12 tys. stacji w kraju paliwa zabrakło całkowicie albo
zaczyna brakować. Kolejki na stacjach robią się coraz dłuższe, a w wielu
departamentach władze ograniczyły dystrybucję paliwa albo zajęły stacje
benzynowe, by zapewnić paliwo dla służb publicznych.
Środa była też dniem zakłóceń ruchu na kolei. Nie kursowała jedna czwarta superekspresów TGV.
Mimo
to rządzący socjaliści nie zamierzają się ugiąć wobec groźby
transportowego paraliżu kraju przed zbliżającymi się za trzy tygodnie
mistrzostwami Europy w piłce nożnej, które przez miesiąc będą rozgrywane
we Francji.
"CGT nie stanowi prawa w kraju" - powiedział w środę premier
Manuel Valls, kierując słowa do związku, który stoi za obecną falą coraz
ostrzejszych protestów. Powtórzył, że rząd nie wycofa się z
kontrowersyjnej reformy prawa pracy.
"Dopóki rząd odmawia
dyskusji, jest ryzyko, że mobilizacja (ws. protestów) będzie coraz
większa" - przestrzegł szef CGT Philippe Martinez. Kontynuowanie
strajków zapowiada też druga centrala związkowa FO.
Jednocześnie
organizacje pracodawców wzywają rząd do działania. "Jeśli nie będziemy
jeździć, to Francja stanie" - ostrzegła federacja branży transportu
drogowego.
W środę o świcie siły bezpieczeństwa wkroczyły do
magazynu paliw w Douchy-les-Mines na północy Francji, okupowanego od 19
maja; policja użyła armatek wodnych. W sumie władzom udało się znieść 11
blokad tego rodzaju magazynów.
Fala protestów i strajków jest
reakcją na forsowanie przez socjalistyczny rząd prezydenta Francois
Hollande`a niepopularnej reformy prawa pracy. Otwiera ona drogę do
przedłużenia tygodnia pracy z obecnych 35 do 48 godzin, a dnia pracy w
różnych przypadkach do 12 godzin. Rząd uzasadnia potrzebę liberalizacji
kodeksu pracy koniecznością przystosowania francuskich przedsiębiorstw
do międzynarodowej konkurencji.
Projekt zmian w ustawodawstwie
przewiduje też pewne ułatwienia dla pracodawców dotyczące zwolnień i
związanych z nimi odpraw, a także osłabienie praw związkowych, by
zaradzić rekordowemu bezrobociu sięgającemu 10 proc. Zgodnie z
uprawnieniami przewidzianymi w konstytucji rząd przyjął ustawę mimo
braku poparcia w parlamencie.
www.cire.pl