– Przewidujemy konieczność dużych inwestycji w źródła
ciepłownicze w Polsce – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną
Newseria Inwestor doc. Paweł Skowroński, przewodniczący rady nadzorczej
PGNiG Termika i były wiceprezes Zarządu PGE. – Ta potrzeba wynika z
faktu, że dla źródeł ciepłowniczych o mocy w paliwie powyżej 200 MW od
2016 wchodzą nowe standardy emisji, a dla mniejszych nowe ograniczenia
będą obowiązywać od roku 2022. Z tego powodu, z jednej strony niezbędne
będą pewne inwestycje, z drugiej strony jest to okazja do tego, żeby
przynajmniej część mocy ciepłowniczych, które dzisiaj są uzyskiwane w
kotłach wodnych, zastąpić układami skojarzonymi – kogeneracją.
Dla
energii elektrycznej wytwarzanej w wysokosprawnych elektrociepłowniach
gazowych wystawiane są świadectwa pochodzenia, nazywane potocznie
żółtymi certyfikatami. Z ich sprzedaży elektrociepłownie gazowe uzyskują
dodatkowy przychód i dzięki temu mogą być rentowne mimo wysokich
kosztów paliwa. Skojarzone wytwarzanie ciepła i energii elektrycznej w
elektrociepłowniach gazowych powoduje mniejsze zużycie paliwa niż w
przypadku oddzielnego wytwarzania ciepła w kotłowniach wodnych, a
energii elektrycznej w elektrowniach kondensacyjnych. Efekt ograniczenia
emisji zanieczyszczeń i dwutlenku węgla jest przy tym znacznie większy,
niż w przypadku elektrociepłowni opalanych węglem. System, żółtych
certyfikatów obowiązuje jednak tylko do 2018 roku, a Komisja Europejska
nie zgodzi się na jego przedłużenie, więc musi on być zastąpiony innym
rozwiązaniem.
– Trudno dzisiaj jest powiedzieć jakim – powiedział
doc. Paweł Skowroński. – Mógłby to być podobny system aukcyjny jak ten,
który został zaproponowany dla energetyki odnawialnej. Takie aukcje nie
miałyby znamion pomocy publicznej i dosyć skutecznie zapewniłyby
odpowiednie przychody ze sprzedaży energii elektrycznej dla tych
przyszłych inwestorów. Dyskusje nad nowym rozwiązaniem są prowadzone w
Ministerstwie Gospodarki. Uważam, że trzeba te prace przyspieszyć.
Szybkie
decyzje w tym zakresie są potrzebne, aby we właściwym czasie można było
podejmować decyzje inwestycyjne. Przygotowanie i sama budowa
elektrociepłowni trwa kilka lat, niezależnie od tego, czy dotyczy to
małych czy dużych jednostek.
– Mówiąc o nowych jednostkach
kogeneracyjnych, myślimy najczęściej o takich układach, które będą
pracować całorocznie, czyli o mocach dostosowanych do letniego
zapotrzebowania na ciepło. Umożliwia to możliwie największe
wykorzystanie ich mocy zainstalowanej. Można myśleć również o
elektrociepłowniach o większych mocach, które współpracując z
akumulatorami ciepła, będą zapewniać w godzinach szczytu
elektroenergetycznego latem większą moc elektryczną. Chwilowe szczytowe
nadmiary produkcji ciepła mogą być magazynowane w zasobnikach i
wykorzystywane w dolinie nocnej, kiedy elektrociepłownia gazowa może być
wyłączona lub pracować z ograniczona mocą. Rozwój kogeneracji ułatwi
nam pokrycie szczytowego zapotrzebowania mocy elektrycznej zarówno zimą,
jak i latem – zauważa doc. Skowroński.
Kogeneracja gazowa wydaje się naturalnym kierunkiem rozwoju
branży ciepłowniczej. Inne rozwiązania, mogą napotykać na większe
trudności, w tym te wynikające z polityki klimatycznej i energetycznej
Unii Europejskiej.
– Z pewnością powstaną nowe elektrociepłownie
opalane paliwami odpadowymi i biomasą. Ich moc będzie jednak ograniczona
dostępnością tych paliw. Można rozważać również budowę nowych
elektrociepłowni węglowych. Jednak ze względu na wysokie jednostkowe
nakłady inwestycyjne i mniejszą elastyczność pracy w porównaniu z
elektrociepłowniami gazowymi, mogą one znaleźć zastosowanie raczej tylko
w większych systemach ciepłowniczych. Podstawowym problem dla takich
inwestycji jest jednak to, że ponieważ efekty środowiskowe eksploatacji
elektrociepłowni węglowych są mniejsze niż w przypadku elektrociepłowni
gazowych, to polityka klimatyczna Europy kreuje poważne ryzyka dla tej
technologii – mówi przewodniczący rady nadzorczej PGNiG Termika.
Według
rozmówcy agencji informacyjnej Newseria ryzyka te wyrażają się między
innymi w kosztach emisji dwutlenku węgla, ale także w coraz wyższych
standardach emisji zanieczyszczeń ustalanych na poziomie
charakterystycznym dla instalacji gazowych.
– Są to takie ryzyka,
które dzisiaj nawet trudno zidentyfikować i ocenić. Biorąc pod uwagę,
że nowe układy kogeneracyjne miałby pracować co najmniej przez kolejnych
kilkanaście lat, a te opalane węglem co najmniej 25-30 lat, to nie
wykluczając inwestycji w elektrociepłownie opalane węglem, wydaje się,
że bezpieczniej jest dzisiaj planować modernizację ciepłownictwa w
oparciu o elektrociepłownie gazowe o różnej technologii i mocy – od
kilkuset kilowatów do kilkuset megawatów elektrycznych, które mogą nadal
współpracować z pokrywającymi szczytowe pobory ciepła kotłami wodnymi
opalanymi – tak jak to w Polsce jest – węglem – ocenia doc. Paweł
Skowroński, przewodniczący rady nadzorczej PGNiG Termika.
www.cire.pl