Początkowo celem opracowanej przez posłów PSL poprawki do
ustawy o OZE miała być pomoc właścicielom biogazowni – poprzez
wydzielenie dodatkowego obowiązku zakupu zielonych certyfikatów z
biogazu, dzięki czemu wzrosnąć miałyby przychody operatorów biogazowni, z
których obecnie – ze względu na niskie ceny certyfikatów – wielu
stanęło na skraju bankructwa.
Początkowo zaproponowano, aby
dodatkowy obowiązek zakupu zielonych certyfikatów od operatorów
biogazowni wyniósł 0,35 proc. obowiązkowego udziału energii elektrycznej
wytworzonej w instalacjach odnawialnego źródła energii i miałby być
wydzielony w ramach ogólnego celu OZE na 2020 r. na poziomie 20 proc.
Później PSL zaproponował podniesienie tego obowiązku na 0,45 proc. w
przyszłym roku i 0,55 proc. w kolejnym.
Teraz autorzy poselskiego
projektu nowelizacji ustawy o OZE chcą rozszerzyć postulowaną
interwencję na rynku zielonych certyfikatów, a zaproponowane zmiany
miałyby pomóc już nie tylko właścicielom biogazowni, ale byłyby
korzystne dla całego sektora producentów zielonej energii – także
operatorów elektrowni wodnych, wiatrowych czy farm fotowoltaicznych.
Nowa
poprawka do projektu nowelizacji zakłada bowiem zwiększenie ogólnego
obowiązku zakupu zielonych certyfikatów już w przyszłym roku - z około
15 proc. do 17 proc. Taka regulacja zwiększyłaby popyt na zielone
certyfikaty, co miałoby doprowadzić do zmniejszenia rynkowej nadpodaży, a
więc do podniesienia ich cen. To z kolei zwiększyłoby przychody
producentów energii z OZE.
Oprócz tej poprawki PSL zaproponował
także m.in. wydzielenie w ustawie o OZE osobnej kategorii świadectw
pochodzenia z biogazu, a także wyłączenie możliwości realizacji
obowiązku OZE za pośrednictwem opłaty zastępczej, gdy cena zielonych
certyfikatów spadnie poniżej 75 proc. wartości opłaty zastępczej.
Wczorajsza,
krótka dyskusja na temat zgłoszonych poprawek skupiła się na
potencjalnych kosztach podniesienia obowiązku OZE z 15 proc. do 17 proc.
W
roli oponenta takich zmian wystąpił dyrektor biura Towarzystwa Obrotu
Energią Marek Kulesa, reprezentujący sprzedawców energii, czyli tzw.
sprzedawców zobowiązanych, na których spada obowiązek zakupu zielonych
certyfikatów. Jak wskazywał, sprzedawcy zobowiązani w zakresie obowiązku
OZE pełnią rolę jedynie pośredników i przenoszą cały koszt zakupu
zielonych certyfikatów na odbiorców końcowych.
Jego zdaniem, o
ile zmiany proponowane początkowo, które dotyczyły tylko pomocy
sektorowi biogazowemu, są zasadne, o tyle nowa propozycja podniesienia
obowiązku OZE do 17 proc. w roku 2016 r. nie jest akceptowalna, ponieważ
takie rozwiązanie znacząco podniosłoby koszty realizacji obowiązku OZE
przenoszone na konsumentów.
Marek Kulesa argumentował, że
zwiększenie obowiązku OZE nie zlikwiduje nadpodaży na rynku zielonych
certyfikatów, którą ocenił na około 17 TWh, a wpłynie za to znacząco na
wzrost kosztów energii dla odbiorców końcowych.
Marek Kulesa
podkreślał, że sprzedawcy zobowiązani - ustalając koszty systemu
wsparcia dla OZE w taryfie za energię - brali pod uwagę przyjęty
wcześniej obowiązek 15 proc. na rok 2016, kalkulując koszt zielonych
certyfikatów na około 110 zł/MWh.
Powołując się na wyliczenia
Ministerstwa Gospodarki przedstawiciel TOE ocenił, że postulowane
podniesienie obowiązku OZE oznaczałoby wzrost cen certyfikatów do około
200 zł/MWh, a także wzrost ogólnych kosztów realizacji obowiązku OZE o
300-400 mln zł, a w skrajnym scenariuszu nawet do 1,5 mld zł.
–
Mówiąc wprost, te pieniądze wyjmiemy z kieszeni odbiorców końcowych, bo
sprzedawcy energii elektrycznej są tylko pośrednikami. Nie jesteśmy w
stanie w marży przenieść miliardów – powiedział Marek Kulesa.
Dodał,
że TOE nie neguje dodatkowego wsparcia biogazowni, „bo taki był cel
poselskiej nowelizacji”, a teraz – jego zdaniem – „przy okazji próbuje
się załatwić sprawę nadwyżki zielonych certyfikatów”.
Ocenił, że
podniesienie obowiązku OZE o 2 pkt proc. przełożyłoby się na
zmniejszenie nadpodaży zielonych certyfikatów jedynie o około 2 TWh. –
Nie załatwiamy problemu, a jedynie powodujemy zwiększenie wartości
świadectw pochodzenia, za które zapłacą odbiorcy końcowi – argumentował
Marek Kulesa.
Inne wyliczenia wzrostu kosztów wynikających z
podniesienia obowiązku OZE przedstawili obecni na wczorajszym
posiedzeniu przedstawiciele branży OZE.
Prezes Polskiego
Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej Wojciech Cetnarski wyliczył, że
podniesienie obowiązku OZE o 1 pkt proc. oznacza wzrost cen energii dla
gospodarstw domowych o 0,41 proc., czyli około 2 zł/MWh.
Z kolei
Beata Wiszniewska, dyrektor generalny Polskiej Izby Gospodarczej Energii
Odnawialnej i Rozproszonej (PIGEOR), oceniła, że postulowane
podniesienie obowiązku OZE jest konieczne ze względu na złą sytuację
inwestorów, a problem nadpodaży zielonych certyfikatów można by
zmniejszyć poprzez nie 17-procentowy, ale 20-procentowy obowiązek OZE.
Jej zdaniem takie rozwiązanie przełożyłoby się na wzrost kosztów energii
dla gospodarstw domowych o 2 proc. miesięcznie.
Obecny na posiedzeniu Michał Konieczko z Urzędu Regulacji
Energetyki powiedział, że wzrost obowiązku OZE spowoduje wzrost cen
energii dla gospodarstw domowych, jednak nie przedstawił żadnych
wyliczeń.
Ministerstwo Gospodarki za interwencją
Resort
gospodarki wskazywał wcześniej, że do rozwiązania problemu nadpodaży
zielonych certyfikatów wystarczają regulacje wprowadzone w ustawie o
OZE, które od 2016 r. mają zredukować rynkową podaż certyfikatów poprzez
ograniczenie możliwości przyznawania ich operatorom instalacji
współspalania i dużych elektrowni wodnych.
Wczoraj jednak MG
poparło zaproponowane przez PSL w projekcie nowelizacji ustawy o OZE
dodatkowe środki, czyli podniesienie obowiązku OZE z 15 proc. do 17
proc. w przyszłym roku.
Obecny na wczorajszym posiedzeniu
wiceminister gospodarki Jerzy Pietrewicz nie podzielił obaw zgłoszonych
przez Marka Kulesę z TOE i ocenił propozycję PSL jako „wyważoną”, która
„nie powinna znacząco wpłynąć na wzrost ceny świadectw”. Postulowane
zmiany określił jako „pozytywne”. Dodał, że jest „atmosfera zrozumienia
problemu” i MG chce go rozwiązać. Zaznaczył jednak, że nie ma jeszcze
gotowego stanowiska rządu w tej sprawie.
Jerzy Pietrewicz
wyliczał, że jeśli ceny zielonych certyfikatów wzrosłyby ze 100 zł/MWh
na 200 zł/MWh, oznaczałoby to wzrost kosztów rzędu 300-400 mln zł.
Podkreślił przy tym, że „jest to rachunek skrajny i mało prawdopodobny
przy tej skali nadpodaży”.
Wiceminister zaznaczył też, że
nadpodaż zielonych certyfikatów będzie spadać przez rozwiązania już
wpisane do ustawy o OZE, ponieważ wygaszane będzie wsparcie dla
współspalania i w efekcie – w jego opinii – na przestrzeni kilku lat
problem nadpodaży zostanie rozwiązany.
Ministerstwo Gospodarki
zapowiadało szybkie działania w celu likwidacji problemu nadpodaży
zielonych certyfikatów już w 2013 r. Jednak do tej pory takie
rozwiązania nie zostały jeszcze wprowadzone w życie.
Jak ustala się koszty obowiązku OZE?
Odpowiadając
na argumenty Marka Kulesy posłanka Krystyna Ozga z PSL wskazała, że
proponowane podniesienie obowiązku OZE to „pomoc doraźna i czasowa” i że
ma ratować przed bankructwem właścicieli biogazowni. Dodała – powołując
się na biuro analiz sejmowych – że takie rozwiązanie nie zaburzy
dotychczasowego systemu wsparcia dla OZE i jest zgodne z jego logiką.
Podważając
argumenty Marka Kulesy posłanka PSL Krystyna Ozga wskazała wczoraj, że i
tak w taryfie za energię koszt obowiązku OZE kalkuluje się na podstawie
opłaty zastępczej, której wysokość (300,03 zł/MWh) jest niemal
3-krotnie wyższa niż aktualna giełdowa cena zielonych certyfikatów.
Podniesienie obowiązku OZE i w efekcie wzrost ceny zielonych
certyfikatów nawet do poziomu 200 zł/MWh nie wpłynęłoby więc na wzrost
kosztów systemu wsparcia dla OZE, które są przenoszone w taryfie za
energię.
Innego zdania był Marek Kulesa, który wskazał, że koszty
obowiązku OZE są kalkulowane w taryfie za energię na podstawie
ostatnich rynkowych cen zielonych certyfikatów.
Przerwane posiedzenie
Na
początku sierpnia uczestnicy sejmowej komisji zapowiedzieli szybkie
procedowanie proponowanych zmian. Na wczorajszym posiedzeniu komisji nie
podjęto jednak żadnych decyzji. Nie dała na to szans prowadząca
posiedzenie posłanka PO Elżbieta Królikowska-Kińska, która szybko je
zakończyła, argumentując to koniecznością przygotowania w tej sprawie
stanowiska przez rząd.
– Bez stanowiska rządu nie będziemy
pracować nad poleskim projektem, który ma znaczne skutki finansowe –
oceniła posłanka PO i dodała, że zwróci się do rządu w celu
przyspieszenia prac nad rządowym stanowiskiem.
Jeśli proponowane
zmiany miałyby wejść w terminie założonym przez ich autorów,
nowelizacja ustawy o OZE powinna zostać przyjęta przez parlament i wejść
w życie jeszcze przed końcem br. roku.
www.cire.pl