Akcja jest prowadzona w tzw. ruchu Śląsk, czyli części
kopalni mieszczącej się na terenie Rudy Śląskiej. Według doniesień
prowadzących ją specjalistów, alternatywny chodnik, którym ratownicy
próbowali dostać się do rejonu i w którym spodziewają się znaleźć
poszukiwanych górników, jest podobnie zaciśnięty jak wyrobisko, w którym
zaczęli pracę. Muszą więc przedzierać się, pracując ręcznie.
"Zgodnie
ze wskazaniem zespołu ekspertów, który rano prowadził naradę, aby
określić optymalny sposób jak najszybszego dotarcia do rejonu, gdzie
mogą prawdopodobnie znajdować się poszukiwani górnicy, do drugiego
wyrobiska weszły dwa zastępy ratowników. Jeden z nich pracuje, a drugi
zabezpiecza" - mówił na popołudniowym briefingu rzecznik KHW Wojciech
Jaros.
Łącznie ratownicy mieliby tamtędy do pokonania - licząc od
miejsca, w którym zaczęli - do początku ściany ok. 500 metrów, a do
końca ściany - 750 metrów. Przeszli ok. 160 metrów i tam stwierdzili, że
spąg (podłoże) zaczyna się wypiętrzać - mniej więcej na takiej
wysokości, jak w pierwszym wyrobisku.
Jaros wyjaśnił, że choć
ratownicy nadal starają się posuwać do przodu, najprawdopodobniej będą
musieli przystąpić do ręcznego przebierania obwału i jednoczesnej budowy
tzw. chodnika ratowniczego. To nisko obudowany chodnik, pozwalający
przemieszczać się ratownikom i ewakuować poszkodowanych na ciągniętych
noszach.
"Niestety to znaczy, że nadzieje, że uda się stosunkowo
szybko tam dotrzeć, są raczej słabe i musimy się liczyć z tym, że to na
pewno jest bardzo wiele godzin akcji przed nami" - podkreślił rzecznik
KHW.
Pytany czy specjaliści wiedzą, jak może wyglądać dalej
możliwość przejścia drugim chodnikiem, Jaros wskazał, że - ponieważ
obwał i zaciśnięcie spągu zaczyna się tam mniej więcej na tej samej
wysokości, co w pierwszym wyrobisku - można przyjąć, że również dalej
będzie wyglądał on podobnie. "Ratownicy muszą przejść dalej, aby to
stwierdzić" - zaznaczył.
Na razie nie zdecydowano, w którym z
wyrobisk będzie wykonywany chodnik ratowniczy. Specjaliści ocenią, które
rozwiązanie da większy efekt. Nie ma pewności, w którym dokładnie
miejscu są poszukiwani - to łącznie przestrzeń kilkuset metrów. "Nie
wiemy czy oni są tam, skąd ostatnio dzwonili i gdzie zapamiętali
koledzy, że coś robili, czy przemieścili się gdzie indziej" - mówił
rzecznik KHW.
Przypomniał też, że ratownicy wymieniają się co
jakiś czas i pracują w aparatach oddechowych. Choć w powietrzu
wychodzącym z wyrobiska, gdzie trwa akcja, ilość tlenu jest
wystarczająca do normalnego oddychania, aparaty są koniecznym dodatkowym
zabezpieczeniem. Mierzona ilość tlenu daje jednocześnie poszukiwanym
szansę oddychania.
Do silnego wstrząsu doszło na skutek odprężenia górotworu na
głębokości 1050 m. Z zagrożonego rejonu wycofano górników. Podczas
prowadzonego zgodnie z procedurami w takich sytuacjach sprawdzania
liczby pracowników okazało się, że dwóch z dwudziestu znajdujących się w
zagrożonym rejonie, nie zgłosiło się.
Wstrząs spowodował
wypiętrzenie spągu w tak znacznym stopniu, że nie da się przejść do
miejsca, w którym spodziewane jest odnalezienie poszukiwanych. Ratownicy
muszą pracować ręcznie. "To, że poszukiwani są żywi ludzie,
uniemożliwia korzystanie z cięższego sprzętu" - mówił Jaros.
Zaciśnięcie
wyrobiska spowodowało znaczne ograniczenie przepływu powietrza w
rejonie. Poza kwestią tlenu oznacza to m.in. problem zagrożenia
metanowego, które jest efektem braku skutecznego przewietrzania.
Przedstawiciele
zakładu są w stałym kontakcie z rodzinami poszukiwanych, rozmowy z nimi
prowadzą także specjaliści z zespołu psychologów Holdingu.
W
sobotnim komunikacie Ministerstwo Skarbu Państwa, w którego nadzorze od
lutego br. są spółki węglowe zapewniło, że od rana w kontakcie z
zarządem KHW jest szef tego resortu Włodzimierz Karpiński.
Minister
zadeklarował wszelką potrzebną pomoc rodzinom poszukiwanych górników, a
także wsparcie w zakresie prowadzonej akcji ratowniczej. W stałym
kontakcie z zarządem kopalni jest również wiceminister skarbu i
pełnomocnik rządu ds. restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego
Wojciech Kowalczyk.
Nocny wstrząs odczuli mieszkańcy Śląska. Zgłoszenia odbierał zarówno Wyższy Urząd Górniczy, jak i służby kopalni Wujek.
www.cire.pl