Jak czytamy w "Rz", z początkiem przyszłego roku właściciele
instalacji wykorzystujących najbardziej dziś rozpowszechnioną
technologię OZE - współspalanie węgla z biomasą, mogą ze względu na
obniżenie wsparcia dla tego typu źródeł ograniczać produkcję. Dziennik
przypomina, że współczynnik wsparcia dla tego typu instalacji wyniesie
0,5, czyli na dwie MWh wyprodukowanej energii będzie przypadał jeden
zielony certyfikat.
"Rzeczpospolita" przytacza opinie koncernów
energetycznych na temat tej zmiany. W ocenie Taurona, aby produkcja
energii elektrycznej w tej technologii była opłacalna, współczynnik
wsparcia musiałby być co najmniej na poziomie 0,7–0,8. Natomiast
wiceprezes Enei Grzegorz Kinelski ocenia, że przy nowych zasadach
wsparcia, aby produkcja była ekonomicznie uzasadniona, ceny biomasy
musiałyby spaść o 20 proc.
Jednocześnie dziennik zwraca uwagę, że
obecne zasady wsparcia zostaną zachowane dla dedykowanych instalacjach
współspalania, ale pod warunkiem, że będą one spalały co najmniej 20
proc. biomasy. Problem w tym, że zdecydowana większość funkcjonujących u
nas instalacji na chwilę obecną nie ma takich możliwości, a
przystosowanie ich do nowych wymagań wymaga inwestycji.
Jak czytamy w dzienniku, koncerny energetyczne ewentualne
inwestycje uzależniają od sytuacji rynkowej, a ta póki co nie sprzyja
takim przedsięwzięciom.
Jednak zdaniem cytowanego przez "Rz"
prezesa IEO Grzegorza Wiśniewskiego, w ostatecznym rozrachunku koncernom
energetycznym będzie opłacało się zmodernizować proste instalacje
współspalania w kierunku instalacji dedykowanych lub hybrydowych. W jego
ocenie przyczynią się do tego między innymi rosnące koszty uprawnień do
emisji CO2. Zwraca on również uwagę, że ograniczenie wsparcia dla
prostego współspalania będzie stanowiło dla ich właścicieli argument w
negocjacjach o obniżenie ceny biomasy.
- Instalacje dedykowane
będą w stanie wygrywać wszystkie aukcje już od 2017 lub 2018 r. -
podsumowuje Wiśniewski w "Rzeczpospolitej".
www.cire.pl