|
Wydaje się, że w ustawie o OZE potraktowano trochę po macoszemu kwestię
ewentualnego wsparcia dla spalarni odpadów komunalnych. Niespójność
logiczna, merytoryczna i gramatyczna niektórych zapisów ustawy wskazuje,
że ostatnie prace nad jej zapisami prowadzono w dużym pośpiechu -
ocenił w rozmowie z portalem wnp.pl Henryk Skowron z Inżynierskiego
Biura Konsultingowego. W jego opinii, budowane obecnie spalarnie mogą
mieć problemy z uzyskaniem wsparcia w ramach regulacji dotyczących OZE.
- Liczne skreślenia i dopiski zrobione w trakcie całego procesu
legislacyjnego sprawiają, że można trafić w ustawie o OZE nawet na
wewnętrzne sprzeczności. Interpretowanie i potem praktyczne
wdrażanie zapisów - dotyczących nie tylko instalacji spalania odpadów -
wymagać będzie rozlicznych wyjaśnień, na zasadzie "co poeta miał na
myśli" - stwierdził Skowron.
- Można niektóre fragmenty ustawy określić nawet jako legislacyjne
niechlujstwo. Można też postawić i obronić tezę, że ustawa ta powinna
być nowelizowana zaraz po podpisaniu jej przez prezydenta -
dodał.
Przypomniał przy tym, że ustawa o OZE, łącznie ze wszystkimi
rozporządzeniami wykonawczymi i administracyjnymi, powinna być
obowiązującym prawem od 5 grudnia 2010 r., bo taki wymóg transponowania
do
prawa krajowego zapisano w artykule 27 dyrektywy nr 2009/28/WE
Parlamentu Europejskiego i Rady.
Unijna dyrektywa zawiera m.in. definicję biomasy, która powinna być wiążąca przy formułowaniu definicji biomasy w ustawie o OZE.
- Tymczasem w ustawie znalazła się definicja biomasy, która wprowadza
pojęcia, które można interpretować odmiennie od tych zawartych w
dyrektywie, a dopiski w tej definicji, jakie zrobiono po
uwzględnieniu ostatnich poprawek Senatu dodatkowo gmatwają jej
klarowność - ocenił Skowron.
Wskazał, że przykładowo w definicji z dyrektywy jest mowa o "ulegającej
biodegradacji części odpadów z przemysłu i z gospodarstw domowych", a w
ustawie o OZE odpowiedni fragment zapisu w definicji
biomasy dotyczy już odpadów "przemysłowych i komunalnych".
- O ile w przypadku tych ostatnich można to jeszcze zaakceptować, to już
określenia odpady "z przemysłu" i "przemysłowe" można interpretować
odmiennie, gdyż w przypadku odpadów z grupy wymienionej tu
jako druga zakres jest znacznie szerszy - stwierdził Skowron.
Jego zdaniem, niejasna i logicznie niespójna jest również definicja
instalacji termicznego przekształcania odpadów, która zapisano w
artykule 2, punkt 14 ustawy OZE.
- Ponadto w różnych fragmentach ustawy do określania tej "odnawialnej
części" energii elektrycznej, która może być kierowana do sieci z
instalacji termicznego przekształcania odpadów, stosowane są
różne sformułowania, nie zawsze koherentne z zapisem definicyjnym
"biomasy" - powiedział Skowron.
Dodał, że w innym fragmencie ustawy, który dotyczy kwestii uznawania
instalacji termicznego przekształcania odpadów jako OZE, a mianowicie w
ustawie o odpadach znajduje się delegacja do przygotowania
rozporządzenia nt. "warunków kwalifikowania części energii odzyskanej z
termicznego przekształcania odpadów jako energii z odnawialnego źródła
energii".
Rozporządzenie to ma dotyczyć warunków uzyskania wsparcia dla spalarni
odpadów jako instalacji częściowo "produkującej zieloną" energię.
Problem w tym, że to nowe rozporządzenie wciąż nie zostało
wydane.
- Natomiast rozporządzenie Ministra Środowiska z 2010 r., którego status
prawny obowiązywania przedłużono na razie o rok, jest dla obecnie
budowanych instalacji arcytrudne dla uzyskania "praw
nabytych" do zielonych certyfikatów przed terminem wejścia w życie
rozdziału 4 ustawy OZE. Pomijam przy tym fakt, że sama konstrukcja
rozporządzenia, niezależnie od obecnej presji czasowej, jest
bardzo nieprzyjazna dla odbiorców - zaznaczył Skowron.
Jak wyjaśnił, ustawa o OZE przewiduje, że budowane obecnie spalarnie
odpadów będą mogły otrzymywać dopłaty do produkcji "zielonej energii" po
przejściu procedury udowodnienia pochodzenia 42 proc.
energii, która miałaby być traktowana jako energia z odnawialnego
źródła.
Ta procedura, według rozporządzenia MŚ z 2010 r., zakłada natomiast
roczną obserwację instalacji pod kątem uzyskiwanych wyników, które
następnie muszą zostać zatwierdzone przez URE.
W opinii Skowrona, biorąc pod uwagę zaawansowanie trwających inwestycji,
nie jest możliwe, aby uzyskały one świadectwa pochodzenia energii z OZE
przed końcem 2015 r.
- No chyba, że w celu uniknięcia blamażu zastosuje się w tych
przypadkach jakąś procedurę "obejściową". I można tylko się zżymać, że
wtedy, kiedy przygotowywano to rozporządzenie MŚ, tzn. przed 2010
r., dostępna była - na wyciągnięcie ręki - możliwość uregulowania tej
kwestii w sposób obiektywny, prosty i jednoznaczny, bez potrzeby
zamieniania spalarni w laboratorium permanentnego badania
spalanych odpadów - podkreślił Skowron.
Dodał, że na podstawie monitorowania i zbierania - w sposób standardowy -
parametrów eksploatacyjnych funkcjonującej instalacji, przy pomocy
odpowiedniego oprogramowania zainstalowanego w spalarni,
można wyliczać zarówno udział "zielonej" części energii elektrycznej
przetwarzanej w instalacji z ciepła odzyskanego podczas spalania
odpadów, jak również udział emisji dwutlenku węgla, pochodzącego
z kopalnych składników - tworzyw sztucznych - w spalanych odpadach.
- W tej chwili metodyka ta podlega procedurze uznawania jako norma ISO.
Przykładowo w ubiegłym roku, po decyzji austriackiego ministerstwa,
wszystkie funkcjonujące w Austrii spalarnie odpadów
komunalnych, w ramach ogólnokrajowego programu, podlegały badaniom przy
pomocy tej metodyki i wyznaczano wskaźnikowe wartości - średniodobowe -
udziału emisji "kopalnego" CO2 w spalinach - stwierdził
Skowron.
W jego opinii, ta metoda byłaby dla URE znacznie lepszym rozwiązaniem
niż rozwiązanie przewidziane w dotychczasowym rozporządzeniem MŚ z 2010
r.
Skowron podkreślił, że mimo wielu wątpliwości, dotyczących również
takich aspektów jak np. wysokość i sposób ustalania ceny referencyjnej,
która ma być określana dla instalacji termicznego
przekształcania odpadów w przyszłych procedurach aukcyjnych, branża
gospodarki odpadami nie wykazywała znaczącego zainteresowaniami pracami
nad ustawą o OZE.
Na liście 77 podmiotów, którym w ramach konsultacji społecznych
przekazany był projekt ustawy, nie ma organizacji ani stowarzyszeń lub
innych podmiotów prawnych z branży gospodarki odpadami.
- Jeszcze mniejsze zainteresowanie w procedurach konsultacji społecznych
wykazywali inwestorzy spalarni, które obecnie są w trakcie budowy, choć
wcześniej w biznesplanach dla tych instalacji
kalkulowano dla prawie wszystkich tych instalacji wsparcie dla
"zielonej" energii - powiedział Skowron.
- Wydaje się, że obecnie całą uwagę inwestorów pochłania zakończenie
przedsięwzięć w terminie, co jest związane z rygorem rozliczenia
unijnego dofinansowania. Trzeba przecież też pamiętać, że koniec
2015 r. miał być terminem zakończenia rozliczeń kosztów budowy a nie
terminem zakończenia budowy instalacji - podsumował.
www.wnp.pl
|