Spalarnie mogą mieć problemy ze wsparciem jako OZE (18 Mar 2015)
Wydaje się, że w ustawie o OZE potraktowano trochę po macoszemu kwestię ewentualnego wsparcia dla spalarni odpadów komunalnych. Niespójność logiczna, merytoryczna i gramatyczna niektórych zapisów ustawy wskazuje, że ostatnie prace nad jej zapisami prowadzono w dużym pośpiechu - ocenił w rozmowie z portalem wnp.pl Henryk Skowron z Inżynierskiego Biura Konsultingowego. W jego opinii, budowane obecnie spalarnie mogą mieć problemy z uzyskaniem wsparcia w ramach regulacji dotyczących OZE.
- Liczne skreślenia i dopiski zrobione w trakcie całego procesu legislacyjnego sprawiają, że można trafić w ustawie o OZE nawet na wewnętrzne sprzeczności. Interpretowanie i potem praktyczne wdrażanie zapisów - dotyczących nie tylko instalacji spalania odpadów - wymagać będzie rozlicznych wyjaśnień, na zasadzie "co poeta miał na myśli" - stwierdził Skowron.

- Można niektóre fragmenty ustawy określić nawet jako legislacyjne niechlujstwo. Można też postawić i obronić tezę, że ustawa ta powinna być nowelizowana zaraz po podpisaniu jej przez prezydenta - dodał.

Przypomniał przy tym, że ustawa o OZE, łącznie ze wszystkimi rozporządzeniami wykonawczymi i administracyjnymi, powinna być obowiązującym prawem od 5 grudnia 2010 r., bo taki wymóg transponowania do prawa krajowego zapisano w artykule 27 dyrektywy nr 2009/28/WE Parlamentu Europejskiego i Rady.

Unijna dyrektywa zawiera m.in. definicję biomasy, która powinna być wiążąca przy formułowaniu definicji biomasy w ustawie o OZE.

- Tymczasem w ustawie znalazła się definicja biomasy, która wprowadza pojęcia, które można interpretować odmiennie od tych zawartych w dyrektywie, a dopiski w tej definicji, jakie zrobiono po uwzględnieniu ostatnich poprawek Senatu dodatkowo gmatwają jej klarowność - ocenił Skowron.

Wskazał, że przykładowo w definicji z dyrektywy jest mowa o "ulegającej biodegradacji części odpadów z przemysłu i z gospodarstw domowych", a w ustawie o OZE odpowiedni fragment zapisu w definicji biomasy dotyczy już odpadów "przemysłowych i komunalnych".

- O ile w przypadku tych ostatnich można to jeszcze zaakceptować, to już określenia odpady "z przemysłu" i "przemysłowe" można interpretować odmiennie, gdyż w przypadku odpadów z grupy wymienionej tu jako druga zakres jest znacznie szerszy - stwierdził Skowron.

Jego zdaniem, niejasna i logicznie niespójna jest również definicja instalacji termicznego przekształcania odpadów, która zapisano w artykule 2, punkt 14 ustawy OZE.

- Ponadto w różnych fragmentach ustawy do określania tej "odnawialnej części" energii elektrycznej, która może być kierowana do sieci z instalacji termicznego przekształcania odpadów, stosowane są różne sformułowania, nie zawsze koherentne z zapisem definicyjnym "biomasy" - powiedział Skowron.

Dodał, że w innym fragmencie ustawy, który dotyczy kwestii uznawania instalacji termicznego przekształcania odpadów jako OZE, a mianowicie w ustawie o odpadach znajduje się delegacja do przygotowania rozporządzenia nt. "warunków kwalifikowania części energii odzyskanej z termicznego przekształcania odpadów jako energii z odnawialnego źródła energii".

Rozporządzenie to ma dotyczyć warunków uzyskania wsparcia dla spalarni odpadów jako instalacji częściowo "produkującej zieloną" energię. Problem w tym, że to nowe rozporządzenie wciąż nie zostało wydane.

- Natomiast rozporządzenie Ministra Środowiska z 2010 r., którego status prawny obowiązywania przedłużono na razie o rok, jest dla obecnie budowanych instalacji arcytrudne dla uzyskania "praw nabytych" do zielonych certyfikatów przed terminem wejścia w życie rozdziału 4 ustawy OZE. Pomijam przy tym fakt, że sama konstrukcja rozporządzenia, niezależnie od obecnej presji czasowej, jest bardzo nieprzyjazna dla odbiorców - zaznaczył Skowron.

Jak wyjaśnił, ustawa o OZE przewiduje, że budowane obecnie spalarnie odpadów będą mogły otrzymywać dopłaty do produkcji "zielonej energii" po przejściu procedury udowodnienia pochodzenia 42 proc. energii, która miałaby być traktowana jako energia z odnawialnego źródła.

Ta procedura, według rozporządzenia MŚ z 2010 r., zakłada natomiast roczną obserwację instalacji pod kątem uzyskiwanych wyników, które następnie muszą zostać zatwierdzone przez URE.

W opinii Skowrona, biorąc pod uwagę zaawansowanie trwających inwestycji, nie jest możliwe, aby uzyskały one świadectwa pochodzenia energii z OZE przed końcem 2015 r.

- No chyba, że w celu uniknięcia blamażu zastosuje się w tych przypadkach jakąś procedurę "obejściową". I można tylko się zżymać, że wtedy, kiedy przygotowywano to rozporządzenie MŚ, tzn. przed 2010 r., dostępna była - na wyciągnięcie ręki - możliwość uregulowania tej kwestii w sposób obiektywny, prosty i jednoznaczny, bez potrzeby zamieniania spalarni w laboratorium permanentnego badania spalanych odpadów - podkreślił Skowron.

Dodał, że na podstawie monitorowania i zbierania - w sposób standardowy - parametrów eksploatacyjnych funkcjonującej instalacji, przy pomocy odpowiedniego oprogramowania zainstalowanego w spalarni, można wyliczać zarówno udział "zielonej" części energii elektrycznej przetwarzanej w instalacji z ciepła odzyskanego podczas spalania odpadów, jak również udział emisji dwutlenku węgla, pochodzącego z kopalnych składników - tworzyw sztucznych - w spalanych odpadach.

- W tej chwili metodyka ta podlega procedurze uznawania jako norma ISO. Przykładowo w ubiegłym roku, po decyzji austriackiego ministerstwa, wszystkie funkcjonujące w Austrii spalarnie odpadów komunalnych, w ramach ogólnokrajowego programu, podlegały badaniom przy pomocy tej metodyki i wyznaczano wskaźnikowe wartości - średniodobowe - udziału emisji "kopalnego" CO2 w spalinach - stwierdził Skowron.

W jego opinii, ta metoda byłaby dla URE znacznie lepszym rozwiązaniem niż rozwiązanie przewidziane w dotychczasowym rozporządzeniem MŚ z 2010 r.

Skowron podkreślił, że mimo wielu wątpliwości, dotyczących również takich aspektów jak np. wysokość i sposób ustalania ceny referencyjnej, która ma być określana dla instalacji termicznego przekształcania odpadów w przyszłych procedurach aukcyjnych, branża gospodarki odpadami nie wykazywała znaczącego zainteresowaniami pracami nad ustawą o OZE.

Na liście 77 podmiotów, którym w ramach konsultacji społecznych przekazany był projekt ustawy, nie ma organizacji ani stowarzyszeń lub innych podmiotów prawnych z branży gospodarki odpadami.

- Jeszcze mniejsze zainteresowanie w procedurach konsultacji społecznych wykazywali inwestorzy spalarni, które obecnie są w trakcie budowy, choć wcześniej w biznesplanach dla tych instalacji kalkulowano dla prawie wszystkich tych instalacji wsparcie dla "zielonej" energii - powiedział Skowron.

- Wydaje się, że obecnie całą uwagę inwestorów pochłania zakończenie przedsięwzięć w terminie, co jest związane z rygorem rozliczenia unijnego dofinansowania. Trzeba przecież też pamiętać, że koniec 2015 r. miał być terminem zakończenia rozliczeń kosztów budowy a nie terminem zakończenia budowy instalacji - podsumował.

www.wnp.pl