Pomysł wspólnych zakupów gazu przedstawił wiosną 2014 roku
ówczesny polski premier Donald Tusk, który w obliczu ukraińskiego
kryzysu odkurzył ideę unii energetycznej.
W dokumencie przyjętym
przez KE mowa jedynie o tym, że dobrowolne wspólne zakupów gazu przez
grupy przedsiębiorstw będą rozważone.
Unijny komisarz ds.
klimatu Miguel Arias Canete podkreślał jednak, że warunkiem takich
zakupów musi być zależność od jednego dostawcy, a także wystąpienie
kryzysu dostaw. KE podkreśla, że takie działanie musi być też w zgodzie z
unijnym prawem antykartelowym, a także zasadami Światowej Organizacji
Handlu.
Strategia unii energetycznej nie wspomina też o możliwości
finansowania infrastruktury nuklearnej ze środków UE. Jak informowały
brukselskie media, domagało się tego osiem krajów unijnych. Wśród nich
była Polska, która ma w planach budowę elektrowni jądrowej.
KE
proponuje za to rozwiązania zmierzające do lepszego przepływu energii
elektrycznej. Według Komisji odpowiednio połączona europejska sieć
energetyczna mogłaby przynieść konsumentom oszczędności wynoszące do 40
mld euro rocznie.
KE chce też pracować z krajami członkowskimi, by
umożliwiać dostęp do alternatywnych dostawców. W tym kontekście
wymieniony jest południowy korytarz, którym ma popłynąć gaz do UE z
regionu Morza Kaspijskiego.
Państwa takie jak Algieria, Turcja,
Azerbejdżan, Turkmenistan, kraje Bliskiego Wschodu i Afryki mają się
stać "strategicznymi partnerami" UE w dziedzinie energii. Z kolei Rosja
nie jest już uznawana za takiego partnera. Dopiero gdy "okoliczności
będą właściwe", UE ma rozważyć ukształtowanie na nowo relacji
energetycznych z tym krajem. "Chcemy mieć jak najlepsze relacje z Rosją,
ale chcemy tez zdywersyfikować naszych dostawców gazu do UE" -
tłumaczył komisarz Canete.
www.cire.pl