Oznacza to, że w ustawie pozostał zapis tzw. prosumencki -
wprowadzony nieoczekiwanie przez Sejm przy uchwalaniu ustawy o OZE -
który gwarantuje posiadaczom przydomowych mikroinstalacji (np. solarów) o
mocy do 10 kW odkup od nich "zielonej" energii po cenie gwarantowanej i
wyższej niż rynkowa.
Za odrzuceniem poprawki głosowało 227
posłów (PiS-122, PSL-37,SLD-33, Niezależni -16, KPSP-9, TR-10),
przeciwko - 200 (PO-198, Niezależni -2), a 9 (PO- 1, PiS-1, PSL-1,
Niezależni -1, KPSP-4, TR-1) posłów się wstrzymało od głosu.
Tzw.
zapis prosumencki dzieli prosumentów (czyli jednoczesnych producentów i
konsumentów energii) na dwie grupy - najmniejsze instalacje do 3 kW i
te od 3kW do 10 kW. W przypadku tych pierwszych wsparcie miałoby wynieść
ok. 75 gr na kWh w ciągu piętnastu lat, w przypadku drugiej 40 - 70 gr/
kWh.
Zdaniem autorów propozycji prosumenckiej wprowadzenie tych
zachęt pozwoli rozruszać segment mikroinstalacji, co w efekcie umożliwi
obniżenie ich ceny i doprowadzi do spopularyzowania takich instalacji w
Polsce. Dzięki temu kolejnym prosumentom miałoby się już opłacać
inwestowanie w takie urządzenia bez specjalnej taryfy.
Komisja
nadzwyczajna ds. energetyki i surowców energetycznych rekomendowała
jednak posłom przyjęcie poprawki Senatu, która - według senatorów -
miała być kompromisem między stanowiskiem rządu a zapisem prosumenckim.
Zapisowi temu sprzeciwia się rząd, który uważa, że nastąpi gwałtowny
rozwój mikroinstalacji, co pociągnie za sobą dodatkowe koszty. Resort
gospodarki, z którego wyszedł projekt ustawy o OZE, przekonuje, że
dzięki taryfom gwarantowanym instalacje będą służyć celom zarobkowym -
czyli produkcji energii na sprzedaż, a nie na własne potrzeby, jak
zakłada idea prosumenckości.
Szef komisji nadzwyczajnej ds.
energetyki i surowców energetycznych Andrzej Czerwiński (PO) przekonywał
w wystąpieniu przed głosowaniem, że zapis prosumencki "może pomóc"
grupie 200 tys. właścicieli mikroinstalacji, jednak - jak zaznaczył - na
tę pomoc "ma się złożyć" ogół obywateli. Według niego "pytanie
podstawowe" dotyczy roli, jaką powinno w tej sytuacji odgrywać państwo.
Czy "parlament ma bronić Bogu ducha winnych ludzi", czy ma tworzyć
warunki dla 200 tys. osób, które "będą robić interes dlatego, że wszyscy
się na to złożą" - pytał.
Przeciwne stanowisko zajął Jacek Najder (TR), który
przekonywał, że zapis prosumencki oznacza walkę o "prosumencką
energetykę obywatelską". Jego zdaniem taka energetyka to jedna z recept
na bezpieczeństwo energetyczne państwa i sposób na realizację hasła
"bliżej ludzi" z expose rządu Ewy Kopacz.
"Dzięki temu energetyka
będzie bliżej ludzi. Nie tam, gdzie są wielkie korporacje, tylko tam
gdzie ludzie produkują prąd i go zużywają" - przekonywał.
Ustawa o
OZE została zaakceptowana przez Sejm w połowie stycznia. Jedną z
podstawowych zmian wobec obecnie obowiązujących przepisów dot.
wspierania OZE jest zmiana systemu świadectw pochodzenia energii na
system aukcyjny. System wyboru najlepszej oferty w tych samych warunkach
ma być tańszy dla budżetu państwa o ponad 7 mld zł. Po zmianach do 2020
r. w budżecie ma pozostać 20 mld zł.
- Dzięki zaangażowaniu
wielu tysięcy osób udało się przekonać posłów do energetyki
obywatelskiej. Cieszymy się, że parlamentarzyści, ponad podziałami
partyjnymi, stanęli po stronie obywateli i umożliwili co najmniej 200
tysiącom rodzin inwestycje w przydomowe mikroelektrownie - powiedziała
Anna Ogniewska, ekspertka Greenpeace ds. energetyki odnawialnej.
Greenpeace
zwraca uwagę, że wprowadzenie taryf gwarantowanych dla obywateli
produkujących energię to jedyne sensowne rozwiązanie w ustawie o OZE.
Sama ustawa pozostawia wiele do życzenia.
- Dzięki taryfom
gwarantowanym szanse na zakup mikroinstalacji zostały wyrównane, a
koszty ograniczone i bardziej sprawiedliwe rozłożone. To istotna, ale - z
perspektywy rozwoju całego sektora OZE - drobna zmiana, która dotyczy
bardzo niewielkiej części rynku. Nie wystarczy, by rozwiązać problemy
energetyki odnawialnej w Polsce – dodaje Anna Ogniewska
www.cire.pl