We wtorkowym liście do szefowej MSW Kolorz napisał m.in., że w
imieniu wszystkich członków śląsko-dąbrowskiej Solidarności, górników
jastrzębskich kopalń domaga się "natychmiastowej interwencji" resortu w
związku "z brutalną akcją policji wobec uczestników demonstracji przed
siedzibą JSW" oraz "wyciągnięcia konsekwencji wobec osób
odpowiedzialnych".
"Brak reakcji MSW może doprowadzić do tego, że
podczas kolejnego +zabezpieczania+ demonstracji w taki sposób, jak w
Jastrzębiu-Zdroju, dojdzie do tragedii" - ocenił związkowiec.
Pytana
o to rzeczniczka MSW Małgorzata Woźniak powiedziała PAP, że działania
podjęte przez policję były spowodowane agresywnym zachowaniem
protestujących.
"Grupa agresywnych osób próbowała przedostać się
do budynku. Widać było to także na przekazach w mediach. W stronę
policjantów poleciały kamienie, śruby i fragmenty płyt chodnikowych.
Gdyby nie było takiego ataku na policję, to policja nie użyłaby armatek
wodnych, gazu czy broni gładkolufowej. Policja nie jest absolutnie żadną
stroną tego konfliktu, natomiast rzucanie w policjantów kamieniami,
śrubami, fragmentami płyt chodnikowych, musi spotkać się z odpowiednim
działaniem" - zaznaczyła rzeczniczka MSW.
Woźniak podkreśliła, że
obowiązkiem policjantów jest zapewnienie bezpieczeństwa. "Policja
szanuje prawo do demonstrowania, ale na łamanie prawa jest odpowiednia
reakcja; policjanci muszą podejmować działania adekwatne do sytuacji.
Pozostaje też pytanie i stawiamy je publicznie: co by się stało, gdyby
ta agresywna grupa ludzi wdarła się do środka? Prawdopodobnie
ucierpiałyby niewinne osoby, bo doszłoby do eskalacji konfliktu" -
powiedziała.
Rzecznik komendanta głównego policji Mariusz
Sokołowski podkreślił, że "działanie policyjne nie są wymierzone w osoby
protestujące, a w tych, którzy złamali prawo, popełniają przestępstwo.
"My
szanujemy prawo do manifestowania, które przysługuje każdemu w
demokratycznym państwie. Manifestowanie nie może jednak objawiać się
rzucaniem kamieniami, kawałkami płyt chodnikowych, śrubami w
policjantów. Policjanci są pomiędzy jedną, a drugą stroną konfliktu i
wobec nich kierowany jest fizyczny atak, który nie rozwiązuje problemu
jednej ani drugiej strony" - podkreślił Sokołowski.
"Mamy trudną
rolę, bo stoimy między jednymi a drugimi. Rzucenie w policjanta
kamieniem nie poprawia sytuacji negocjacyjnej" - dodał.
Rzecznik
zaapelował do protestujących, by nie łamali prawa. "Jeśli prawo jest
łamane, jeśli życie i zdrowie funkcjonariuszy jest zagrożone,
policjanci, zgodnie z prawem, mają możliwość używania środków przymusu
bezpośredniego. Wszystkie osoby, które zatrzymano (podczas protestów
przed spółką - PAP), to osoby zatrzymane w związku z przestępstwami,
jakimi jest atakowanie funkcjonariuszy oraz niszczenie mienia" -
powiedział.
Kolorz w piśmie do szefowej MSW zaznaczył, że
"podczas brutalnych działań policji w trakcie demonstracji górników
przed siedzibą Jastrzębskiej Spółki Węglowej rannych zostało ponad 20
ludzi".
"Próba bagatelizowania tego faktu nowomową oficjalnych
komunikatów mówiących, że +nie są to poważne obrażenia+, powoduje, że
wśród górników, którzy byli świadkami policyjnych działań, jeszcze
bardziej rośnie oburzenie i frustracja. Jak poważne muszą być
+obrażenia+ ofiar policyjnej interwencji, żeby MSW zareagowało w
odpowiedni sposób? Czy sygnałem do reakcji będzie trwałe kalectwo
postrzelonego czy pobitego? A może dopiero, +obrażenia+ śmiertelne?" -
pyta w liście Kolorz.
Jego zdaniem "brutalność, z jaką
postępowali policjanci" podczas poniedziałkowej demonstracji, "jest nie
do zaakceptowania w demokratycznym państwie prawa". "Strzelanie do ludzi
z broni gładkolufowej, brutalne pałowanie, używanie wobec demonstrantów
gazu pieprzowego, to nie jest metoda na zabezpieczanie demonstracji,
lecz prowokowanie do odwetu i do wzajemnej agresji" - uznał szef
śląsko-dąbrowskiej Solidarności.
Postawił przy tym pytanie, czy
"brutalne działanie oddziałów prewencji jest tylko efektem
incydentalnej, błędnej decyzji dowódców, czy też planowym, celowym
działaniem, mającym na celu nakręcanie spirali agresji i wywołanie
zamieszek?". Zasugerował, że "są grupy, którym zależy na przedstawianiu
górników z Jastrzębia-Zdroju jako agresorów i chuliganów". "Czy podległe
Pani Minister oddziały policji służą tym grupom czy społeczeństwu?" -
pytał Kolorz.
Związkowiec nawiązał też do żywej w regionie
pamięci wydarzeń stanu wojennego. "Ówczesna władza też prowadziła dialog
społeczny za pośrednictwem milicyjnych pałek, a następnie padł rozkaz
strzelania do strajkujących w kopalniach ludzi. Gdy dziś policja strzela
do jastrzębskich górników, to siłą rzeczy wracają wspomnienia o
tragedii sprzed 33 lat. Tłumaczenie, że dziś strzelający używają broni
gładkolufowej, a nie ostrej, w żaden sposób nie zmienia tego, iż
skojarzenia są jak najgorsze" - zaznaczył szef śląsko-dąbrowskiej
Solidarności.
Poniedziałkowa ponadczterogodzinna demonstracja
przed budynkiem spółki rozpoczęła się ok. godz. 12. Początkowo
przebiegała stosunkowo spokojnie - przed spółką wybuchały petardy, wyły
syreny, płonęły opony i race. Górnicy domagali się - głównie
niecenzuralnie - odejścia prezesa JSW Jarosława Zagórowskiego.
Z
czasem w kierunku budynku spółki rzucano coraz więcej ciężkich
przedmiotów, m.in. metalowe kulki z łożysk. Zniszczone zostały drzwi do
siedziby JSW i elementy elewacji. Gdy ochraniający budynek policjanci
wyszli na zewnątrz, część manifestantów zaczęła ich atakować.
Funkcjonariusze zaczęli używać gazu pieprzowego, potem też armatki
wodnej.
Manifestujący m.in. wyrywali słupki podtrzymujące
okoliczne drzewa i rzucali nimi oraz petardami w policjantów. Skandowali
"gestapo, gestapo" i "policja, zostaw górnika". Ok. godz. 15 policjanci
oddali salwy z broni gładkolufowej w powietrze, a potem również w
kierunku atakujących ich osób. Po pewnym czasie manifestanci zaczęli się
rozchodzić.
W poniedziałek po południu policjanci podawali
informacje o sześciu poszkodowanych funkcjonariuszach i sześciu
manifestujących, którym udzielono pomocy. Jak mówił rzecznik śląskiej
policji podinspektor Andrzej Gąska, nie mieli oni "poważnych obrażeń".
We
wtorek policja uściśliła w komunikacie, że rannych zostało czterech
policjantów (mieli stłuczenia i oparzenia po wybuchach petard), a
sześciu protestującym udzielono pomocy na miejscu - przemyto im oczy.
Zatrzymano osiem osób (w wieku od 23 do 41 lat) - za atak na policjantów
i zniszczenie mienia. Policjanci pracowali nad zatrzymaniem kolejnych
"sprawców zajść".
Śląska policja wskazała też, że "policjanci w
trakcie manifestacji dbali o bezpieczeństwo osób, które zgromadziły się
przed budynkiem spółki i pracowników przedsiębiorstwa". Zaakcentowała,
że po godzinie 14 "grupa agresywnych osób próbowała przedostać się do
budynku". "Policjanci ciągle apelują o zachowanie zgodne z prawem.
Atakowanie mundurowych i niszczenie mienia to przestępstwa i trudno je
uznać za formę protestu" - napisało biuro prasowe śląskiej policji.
www.cire.pl