Na czwartkowym posiedzeniu komisje przyjęły poprawki
porządkujące i redakcyjne i przez trzy godziny wysłuchiwały zwolenników i
przeciwników taryf gwarantowanych dla mikroinstalacji OZE, które do
ustawy trafiły jako przyjęty przez Sejm wniosek mniejszości. Zapis ten
gwarantuje posiadaczom instalacji o mocy do 10 kW odkup od nich energii
po cenie gwarantowanej i znacznie wyższej od rynkowej.
Przedstawiciele
ministerstwa gospodarki argumentowali, że jeżeli takie rozwiązanie
pozostanie, nastąpi gwałtowny rozwój mikroinstalacji, co pociągnie za
sobą dodatkowe koszty. MG przygotowało prezentację, z której wynikało,
że dzięki taryfom gwarantowanym oraz innym preferencjom z ustawy zakup
instalacji spłaci się w 6-8 lat, a w efekcie będą one służyć celom
zarobkowym - czyli produkcji energii na sprzedaż, a nie na własne
potrzeby. Resort prognozuje tak szybki wzrost liczby prosumentów, że już
w 2016 r. koszt dopłat dla nich tytułem taryf przekroczyłby 350 mln zł,
a płacona przez wszystkich odbiorców opłata OZE wzrosłaby z 2,51 zł za
MWh do 5,68 zł/MWh.
Wyliczenia te kwestionowali jednak zwolennicy
energetyki prosumenckiej. Wskazywali, że korzystając z taryf, nie można
dostać dotacji z NFOŚ, więc cała inwestycja i tak będzie mało rentowna,
a prosumenci będą w stanie produkować marginalne ilości energii w skali
kraju.
B. minister gospodarki Waldemar Pawlak szacował, że
prosumentów będzie maksymalnie 300 tys. i będą wytwarzać 0,8 proc.
energii. A same straty na przesyle energii w skali kraju to 6-7 proc. -
zauważył. To decyzja wyłącznie polityczna - dodał.
Obok rządu
uchylenia taryf domagali się przedstawiciele sektora energetycznego. Ich
zdaniem, wzrost cen energii będzie jeszcze wyższy niż oszacowało MG. Co
to jest 350 mln zł rocznie, skoro w jedną noc daliście górnikom 2,5 mld
- pytał rząd jeden z prosumentów.
Specjalny list do komisji skierował Marek Woszczyk - prezes
PGE, największej polskiej spółki energetycznej. Napisał m.in., że
dynamiczny rozwój sektora OZE, zapoczątkowany przyjętym przez Sejm
zapisem oznaczałby "drastyczny" spadek zużycia węgla kamiennego i
"dramatyczne" pogorszenie sytuacji górnictwa w momencie jego
restrukturyzacji.
Przy bardzo prawdopodobnym scenariuszu objęcia
tymi taryfami instalacji o mocy 10 GW, spadek zużycia węgla wyniósłby 5
mln ton rocznie - argumentował w liście Woszczyk. Uruchomienie
budowanych bloków na węgiel w Kozienicach, Jaworznie i Opolu, dzięki ich
wyższej sprawności zredukuje zużycie węgla o 7 mln ton rocznie -
odpierał ten argument prezesa PGE Pawlak.
Woszczyk napisał też,
że nie dość, iż po wprowadzeniu taryf gwarantowanych ceny energii
wzrosną, to wsparcie z nich trafi do chińskich producentów paneli
fotowoltaicznych, nie przyczyniając się do rozwoju rodzimych technologii
i tworzenia miejsc pracy. Dopłaty do OZE obciążające wszystkich
odbiorców trafią do relatywnie wąskiej i zamożnej grupy właścicieli
nieruchomości, których stać na wydatek kilkunastu czy więcej tys. zł na
instalację OZE - argumentuje w liście prezes PGE.
Tymczasem w
sondażu z 2014 r. na zlecenie koncernu RWE najwięcej zainteresowanych
zakupem instalacji OZE było w grupie o dochodach 2,5-4 tys. zł netto, w
grupie o dochodach wyższych było ich już ponad dwukrotnie mniej. 40
proc. zainteresowanych mieszkało w bloku lub budynku jednorodzinnym, a
60 proc. - we własnym domu czy bliźniaku.
W badaniu 21 proc.
respondentów odpowiedziało twierdząco na pytanie czy w ramach domowych
inwestycji, kupiliby panel fotowoltaiczny wart ok. 10 tys. zł. Główną
motywacją ankietowanych była chęć obniżenia rachunków za energię,
najwięcej - 46 proc. potencjalnych mikroproducentów znalazło się w
grupie osób o dochodach 2,5-4 tys. zł netto, odsetek zainteresowanych o
dochodach powyżej 4 tys. netto wyniósł 17 proc.
www.cire.pl