Potencjalne korzyści z rozpowszechnienia biowęgla -
kompozytowego paliwa biomasowo-węglowego - prezentował prof. Krzysztof
Żmijewski - szef zespołu ds. rozwoju gospodarki niskoemisyjnej na
obszarach wiejskich przy ministrze rolnictwa.
Jak wskazywał, w
skład biowęgla wchodzi węglowy miał energetyczny niskiej jakości, który
polskie górnictwo produkuje w nadmiarze. Tymczasem dziś na wsi czy
generalnie w gospodarstwach domowych, używa się węgla grubszego, który
nie dość, że jest znacznie droższy, to musi być częściowo importowany,
bo Polska nie produkuje go dość. Gospodarstwa, drobni odbiorcy i małe
ciepłownie zużywają rocznie 12 mln ton węgla grubego, zastąpienie go
częściowo miałem nie tylko ograniczyłoby import, ale i umożliwiło
eksport najbardziej opłacalnych węgli - przekonywał Żmijewski.
Biowęgiel
powstaje już na AGH. Jak mówił pracujący nad nim dr Tomasz Dzik,
docelowo miałby się składać w 30 proc. z węgla i w 70 proc. z biomasy.
"Mamy już sukcesy, po dodaniu uszlachetniaczy zmniejszyliśmy o 60 proc.
emisję chloru z biomasy, siarki z zanieczyszczeń węgla - o połowę,
niewielka jest też emisja pyłów" - powiedział.
Pozostaje
dopracowanie technologii i logistyki, aby rolnik mógł przywieźć do
lokalnej wytwórni biomasę, a odebrać paliwo kompozytowe - mówił
Żmiejewski. Korzyści to zbyt dla miałów węglowych i biomasy rolniczej,
potencjalny eksport węgla, miejsca pracy, wszystko to bez konieczności
importu np. technologii - wymieniał.
Atutem biowęgla jest to, że
stanowi bezpośrednią konkurencję dla importu - wskazywał dyrektor ds.
strategii sprzedaży Katowickiego Holdingu Węglowego Leon Kurczabiński.
Przypomniał, że odbiorcy komunalni potrzebują rocznie ok. 12 mln ton
węgla w gatunkach, których produkujemy jedynie 6-7 mln i stąd ich
import. A najlepszy węgiel gruby eksportujemy do Austrii czy Wielkiej
Brytanii, gdzie końcowa cena sięga nawet 500 euro za tonę - podkreślił. Z
kolei na przykopalnianych hałdach leży 6-7 mln ton miałów, na które nie
ma nabywcy.
Zdaniem Kurczabińskiego, polski rynek odbiorców komunalnych
wchłonął by 4-5 mln ton kompozytu, choć - jak zaznaczył - sytuacja na
nim zmienia się wraz z cenami nośników energii. Jak mówił, gdy
zgazyfikowano podgórskie tereny wiejskie, problem zanieczyszczeń
powietrza wrócił bardzo szybko, bo mieszkańcy po pierwszym sezonie
wrócili do tańszego ogrzewania węglem i palenia śmieci. Dlatego
podstawowym problemem jest zapewnienie opłacalności biowęgla -
podkreślił Kurczabiński, a inni uczestnicy przypomnieli, że z powodu
notorycznego przekraczania norm zanieczyszczenia powietrza Polska ma już
problemy z Komisja Europejską.
Opłacalność zależy natomiast od
wsparcia przez państwo stosowania danej technologii, np. wynikającego z
ustawy o OZE. Piotr Czopek z departamentu OZE ministerstwa gospodarki
zauważył jednak, że mimo wszystko biowęgiel to współspalanie biomasy z
węglem, a w czasie prac nad ustawą o OZE społeczna presja na odejście od
wspierania współspalania była bardzo silna.
Rząd częściowo ją
uwzględnił, w ustawie wsparcie będzie redukowane dla spalania dodatku
biomasy w dużych węglowych blokach energetycznych. Żmijewski podkreślał,
że takie zastosowanie tej technologii praktycznie nie wymaga żadnych
inwestycji, a wsparcie dla niej nie generuje żadnej wartości dodanej i
sprzeciw społeczny był słuszny.
Natomiast w przypadku biowęgla w
grę wchodzi lokalna biomasa, lokalnie wykorzystana, powstają trwałe
rozwiązania logistyczne i inwestycje generujące wartość dodaną -
przekonywał Żmijewski. Przypomniał jednocześnie, że w danych
statystycznych wynika, iż dziś użycie biomasy rolniczej do produkcji
ciepła jest praktycznie pomijalne, a projekt ma szansę ta sytuację
zmienić.
www.cire.pl