Jak mówił szef Rady Gospodarczej przy Premierze Jan Krzysztof
Bielecki, w trzech głównych wymiarach konkurencyjności - koszcie i
dostępności kapitału, elastyczności rynku pracy i cenach energii - UE
przegrywa z USA. Zdaniem Bieleckiego, sytuacja UE będzie się
komplikować, jeśli Unia będzie kontynuować bez zmian "zieloną rewolucję"
energetyczną. Wtedy - wzorem Niemiec - stanie przed dylematem, co
subsydiować - gospodarstwa domowe kosztem przemysłu czy odwrotnie, bo ta
rewolucja polegająca na rozbudowie odnawialnych źródeł energii wymaga
olbrzymich kosztów - mówił.
Zdaniem Bieleckiego, pewną szansą
byłoby budowanie zalążków wspólnej polityki energetycznej UE i stąd
kwietniowa propozycja "unii energetycznej", zgłoszona przez Donalda
Tuska. Wydaje się, że kontrowersje budzą tylko dwie kwestie - mechanizmy
solidarnościowe i polityka wspólnych zakupów - dodał.
Jednak
zdaniem b. dyrektora wykonawczego Międzynarodowej Agencji Energetycznej
Claude`a Mandila, który doradza KE, pomysł centrali zakupowej autorstwa
Tuska jest bardzo zły. "Potrzebujemy elastyczności, różnych dróg,
możliwości zmiany dostawcy, a centralny system zakupowy gazu z monopolem
- Gazpromem - po drugiej stronie to dokładne zaprzeczenie tego" -
mówił. Podkreślał też, że Gazpromowi zarzuca się, iż jest zbyt blisko
Kremla, a unijna centrala zakupowa jeszcze podnosi rangę rosyjskiego
koncernu - ocenił.
Według Mandila, centralne zakupy gazu
zniszczą wewnętrzny unijny rynek, a najlepszy sposób zbicia cen to
pokazanie Gazpromowi, że jest tańsza alternatywa, jak LNG.
W
kwestii gazu sytuacja UE jest nawet lepsza niż sama Unia mówi, tylko
jedna czwarta gazu pochodzi z Rosji, jest własne wydobycie, Norwegia,
LNG, Algieria - mówił Mandil. Natomiast, jego zdaniem, dla regionów
znacznie bardziej uzależnionych od Gazpromu najważniejsza jest
wewnątrzunijna solidarność.
Aby żadne państwo członkowskie nie czuło się zagrożone,
potrzeba interkonektorów i woli politycznej, co do której nie jestem do
końca przekonany, że istnieje - ocenił. "Mam wrażenie, że Niemcy nie
mają poczucia solidarności, bo uważają, że za solidarność zawsze płacą
oni" - powiedział Mandil.
Poseł Piotr Naimski mówił z kolei, że
surowca energetycznego w postaci węgla Polska ma tyle, że może być
niezależna od perturbacji za granicą. Zdaniem Naimskiego, Polska powinna
oszacować, ile węgla będzie potrzebować w przewidywalnej przyszłości i
tylko tyle przygotować do eksploatacji, natomiast ochrona środowiska nie
powinna sprowadzać się do walki z emisją CO2. Łączenie klimatu i
energii to droga do katastrofy, wydaje się, że dowodów na to, iż powodem
zmian klimatycznych jest emisja CO2 jest za mało, by zmieniać politykę
gospodarczą, bezpieczeństwa i stosunki międzynarodowe - mówił.
Mandil
wyraził jednak opinię, że wśród naukowców panuje konsensus co do zmian
klimatycznych i żadne państwo nie może się uchylać przed walką z ich
przyczynami. Co nie oznacza walki z węglem - zastrzegł. Jego zdaniem
olbrzymią porażką polityki klimatycznej UE było wyznaczenie sztywnego 20
proc. celu udziału źródeł odnawialnych (OZE) na rok 2020, bo w
rezultacie, chcąc go osiągnąć energię ze źródeł odnawialnych produkuje
się za każdą cenę, a nie najtaniej. To zabiło rynek, bo produkcja OZE
jest kupowana nawet wtedy, gdy nie ma popytu - wskazał.
Jego
zdaniem, rezygnując z taryf gwarantowanych dla OZE i zbyt drogich
źródeł, używając danego źródła tam, gdzie się to opłaca - np. słońca na
południu, a nie na północy Europy - można pozbyć się w dużym stopniu
problemu subwencji, psujących rynek energii elektrycznej i podnoszącej
jej ceny.
www.cire.pl