Uczestnicy debaty dyskutowali o wskazanych kierunkach
inwestycji, możliwych do sfinansowania ze specjalnego funduszu
modernizacji energetyki, na który trafią środki ze sprzedaży specjalnej
puli uprawnień do emisji CO2.
Jednym z założeń polityki
klimatycznej UE jest wzrost cen tych uprawnień, tak by wymóc inwestycje w
niskoemisyjne technologie. Prezes Domu Maklerskiego Consus Maciej
Wiśniewski oceniał, że realna jest cena uprawnienia rzędu 25 euro po
roku 2020 i 100 euro po 2030. Jego zdaniem może do tego doprowadzić
powołany mechanizm rezerwy stabilizacyjnej, który ma zdejmować z rynku
nadwyżki uprawnień.
Wiśniewski przypomniał, że dziś, przy
nadwyżce rzędu 2 mld uprawnień, kosztują one na rynku ok. 7 euro,
natomiast dzięki rezerwie KE dostała instrument, mogący ograniczyć
nadwyżkę do 400 mln. "Wpływ działania rezerwy na rynek może być bardzo
duży" - podkreślał.
Wiśniewski mówił, że z wyliczeń Consusa
wynika, że ceny uprawnień w latach 2012-2030 powinny wynosić 10-12 euro,
ale "KE ma pewne niestandardowe możliwości" i jest "realne
niebezpieczeństwo gwałtownego wzrostu". Najbardziej rozsądne jest
doprowadzenie do wzrostu cen dopiero pod koniec okresu rozliczeniowego,
ale już dziś są pomysły, które od razu podbiłyby je gwałtownie - mówił.
Oceniając
możliwe kierunki działań wiceminister środowiska Marcin Korolec
przypomniał, że polityka klimatyczna nie zniknie po 2030 r., zatem
wcześniej podjęte inwestycje powinny Polskę chronić przed zapisami
kolejnych pakietów. Bezemisyjna energetyka w Polsce jest niemożliwa, ale
korzystając z funduszu i darmowych uprawnień do emisji możemy iść w
kierunku mniej emisyjnym - mówił z kolei dyrektor departamentu
energetyki w ministerstwie gospodarki Tomasz Dąbrowski.
Jeden z
możliwych kierunków wskazywał wiceprezes Taurona Stanisław Tokarski.
Według niego, należałoby sporządzić na poziomie kraju listę inwestycji,
koniecznych do dostosowania bloków węglowych do coraz ostrzejszych
przepisów środowiskowych, odnoszących się do czystości spalin. Inaczej
te bloki będą wyłączane, a cena energii wzrośnie - przestrzegał.
Podobnego
zdania był dyrektor ds. strategii Enei Arkadiusz Zdulski. Jego zdaniem,
na potrzeby funduszu należy zidentyfikować potencjalne możliwości
inwestycji. Jak mówił, że perspektywy jego spółki wskazane byłyby by
znaczące środki na dystrybucję, źródła małe i średnie oraz
kogeneracyjne, oparte o węgiel i gaz.
Natomiast zdaniem dyrektor Departamentu Strategii PGE Moniki
Morawieckiej lepszym kierunkiem jest bezemisyjny atom. W praktyce do
2030 r. musimy produkować więcej energii, ograniczając jednocześnie
emisje o ok. 30 proc., co oznacza, że więcej elektrowni węglowych
wybudować nie możemy - mówiła. Zdaniem Morawieckiej, właściwym
kierunkiem użycia środków na modernizację byłoby przeznaczenie ich na
energetykę jądrową, trwale obniżającą emisje.
Nie uciekniemy od
pytania, czy całej puli darmowych uprawnień nie dać konsorcjum, które
będzie budowało energię jądrową - dodał Korolec.
Wiceprezes
Tokarski podkreślił jednak, że może się na to nie zgodzić KE, bo atomu w
Polsce nie da się wybudować bez wsparcia w postaci kontraktu
różnicowego. Pomocy nie można dublować - mówił. Morawiecka wyraziła
jednak opinię, że KE nie zezwala jedynie na nadmierne wsparcie, a gdyby
móc sięgnąć do funduszu, do kontrakt różnicowy dla atomu zakładałby
odpowiednio mniejszą możliwość wsparcia.
"Idealnym kierunkiem
inwestycyjnym wydają się też sieci dystrybucyjne, które wymagają
ogromnych pieniędzy" - dodała Monika Morawiecka. Jak wyjaśniła,
inwestycje w sieć od razu obniżą cenę energii, bo natychmiast da się
obniżyć opłaty dystrybucyjne.
Z kierunkiem inwestowania w sieci
dystrybucyjne zgodził się prof. Krzysztof Żmijewski - Sekretarz Rady ds.
Zrównoważonego Rozwoju Energetyki. Sieci trzeba dostosować do źródeł
prosumenckich, gdyby fundusz na to wystarczył, byłaby to absolutna
rewolucja - ocenił. "Energia z własnego dachu nie kosztuje, więc nie
może zdrożeć" - dodał.
Wiceminister gospodarki Jerzy Pietrewicz
oceniał z kolei, że najtrudniejsze będzie przekonanie społeczeństwa i
sektora energetycznego, że musimy przechodzić do energetyki
rozproszonej, do ograniczeniu popytu i wzrostu efektywności. "Za 10 lat
struktura właścicielska energetyki może być całkiem inna, dlatego raczej
nie powinno być centralnej listy inwestycji" - mówił Pietrewicz.
www.cire.pl