Koszty pakietu klimatycznego, jeśli wejdzie on w życie, są ogromne,
strukturalnie i trwale osłabią naszą gospodarkę. W ten sposób rząd po
cichu zrezygnował z własnej strategii polegającej na oczekiwaniu na
efekty globalnego porozumienia klimatycznego w Paryżu w 2015 r., na
którym spotkają się przeciwnicy oraz zwolennicy polityki klimatycznej, i
poparł absurdalnie ambitne plany polityki klimatycznej Brukseli. Należy
pamiętać, że UE emituje w skali globalnej zaledwie 11 proc. CO2, a
najwięksi „truciciele”: Indie, Rosja, USA, Chiny, Brazylia, ponad 50
proc. i nie ulegają histerii klimatycznej, bo nie chcą niszczyć swoich
gospodarek.
Redukcja emisji CO2 o 40 proc. do roku 2030 w ramach europejskiego
systemu handlu emisjami to radykalne zaostrzenie unijnej polityki
klimatycznej. Porozumienie przewiduje także, że udział energii ze źródeł
odnawialnych (OZE) w całkowitym zużyciu energii elektrycznej dla całej
UE wyniesie co najmniej 27 proc. w 2030 roku. Wszystko to razem oznacza
uderzenie w górnictwo węglowe w Polsce i energetykę opartą na węglu, a w
konsekwencji radykalną podwyżkę cen energii także dla wielu innych
energochłonnych branż naszej gospodarki. Według niektórych ekspertów,
ponad 50 proc. gospodarstw domowych w Polsce stanie w sytuacji ubóstwa
energetycznego, gdyż ponad 10 proc. wydatków budżetu domowego będzie
potrzebne na energię. Natomiast koszt modernizacji mocy w elektrowniach
to wydatki rzędu 250-420 mld zł do roku 2050. W efekcie spadek PKB
będzie 3-4 razy większy w Polsce niż w UE. To nieprawda, że rząd
wywalczył „darmowe” uprawnienia do emisji CO2 dla polskich elektrowni do
2030 roku. W rzeczywistości rzekomo „darmowe” uprawnienia polska
energetyka otrzyma tylko wtedy, kiedy wyda co najmniej te same środki na
zbyt kosztowną modernizację elektrowni z użyciem najdroższych
technologii zakupionych na Zachodzie. W negocjacjach konkluzji RE rząd
skupił się na uzyskaniu dodatkowych, darmowych uprawnień do emisji CO2,
które miałyby wyrównać sytuację konkurencyjną polskiej gospodarki wobec
tych, które są oparte na źródłach mniej emisyjnych niż węgiel. Tymczasem
nie jest prawdą, jakoby Polska uzyskała cokolwiek „darmowego”. Tak
naprawdę każde przedsiębiorstwo poddane reżimowi ETS, jak również poza
nim i tak będzie musiało ponieść koszt 40 proc. „darmowych” uprawnień
oraz wydatki na modernizację. Nieprawdą jest zatem, że zapłacimy za
politykę klimatyczną mniej niż przedsiębiorstwa w bardziej rozwiniętych
krajach UE. Zapłacimy dokładnie tyle samo: 60 proc. w postaci kosztów
bezpośrednich, a 40 proc. w postaci inwestycji w bardzo drogie zachodnie
technologie. Gdyby nie szczyt w Brukseli, polska energetyka wydawałaby
na modernizację tyle, ile dyktuje jej gospodarność i rachunek
ekonomiczny, a nie tyle, ile wymaga Bruksela. Im wyższe i wymuszone
przez Brukselę będą wydatki modernizacyjne w energetyce, tym wyższa
będzie cena prądu. Wydatki na najlepsze technologie wymagane przez
Brukselę z pewnością spowodują wzrost cen prądu. Tylko zatem groźba weta
mogła skutecznie ochronić polski interes. Dopiero po wecie można było
podjąć dalsze rozmowy dotyczące wyłączenia Polski z ograniczeń pakietu.
www.naszdziennik.pl