Będzie to spowodowane zaostrzeniem polityki klimatycznej i szybszym zmniejszaniem emisji CO2 - napisała gazeta.
–
Dzięki temu, co uzyskaliśmy na szczycie, ceny energii wzrosną do 2020
r. o 20 proc., a nie 45 czy 50 proc. – powiedział rozmówca "DGP" z
rządu, który zakłada realizację wariantu optymistycznego. Skala wzrostów
będzie zależała od trzech czynników. Oddziaływanie każdego z nich
trudno obecnie ocenić.
Po pierwsze polskie firmy energetyczne
będą musiały liczyć się z dużymi nakładami inwestycyjnymi rzędu 60 - 80
mld zł, które przynajmniej w części spróbują pokryć ze wzrostu cen
energii: Agencja Rynku Energii szacuje, że do 2030 r. zapotrzebowanie na
energię elektryczną zwiększy się w Polsce o 36 proc., ale jednocześnie
konieczne będzie wyłączenie starych bloków o mocy 12 GW które trzeba
będzie albo zmodernizować, albo zastąpić nowymi - poinformował dziennik.
Jak
przypomina gazeta, wprawdzie Polsce udało się wywalczyć darmowe
uprawnienia emisji CO2 dla energetyki, ale zyski z nich muszą zostać
przeznaczone na inwestycje, bo tylko wtedy można będzie z nich
skorzystać.
Drugi powód wzrostu cen to potencjalne działania
Komisji Europejskiej, która zapewne będzie próbowała narzucić rodzaje
elektrowni, na jakie będzie przeznaczana pomoc pochodząca ze sprzedaży
lub przekazywania darmowych uprawnień - uważa "Dziennik Gazeta Prawna".
– KE będzie określała standardy emisyjne na tyle wyśrubowane,
że tanie elektrownie węglowe nie przejdą. To będą albo elektrownie
węglowe z bardzo zawyżonymi normami emisji, albo jądrowe lub wiatrowe. A
to wszystko inwestycje kapitałochłonne – zauważa Maciej Bukowski z SGH w
rozmowie z dziennikiem.
Ostatni powód wzrostu cen, to wartość
samych uprawnień do emisji CO2, których cena do 2030 roku powinna
wzrosnąć do 40–50 euro - poinformowała "DGP".
– Obecnie emitujemy
1 tonę CO2 na 1 MWh, która kosztuje w hurcie 160 zł, czyli gdyby cena
uprawnień wzrosła do 40 euro, to mamy podwojenie ceny energii
elektrycznej – podkreśla Janusz Stainhoff, były wicepremier w rządzie
Jerzego Buzka w rozmowie z gazetą.
Na szczęście, jak konkluduje
dziennik, wzrost cen wcale nie musi oznaczać większego obciążenia
domowych budżetów, ponieważ jednocześnie rosła będzie siła nabywcza i
Polska będzie szybko doganiać Zachód w tym czasie.
www.cire.pl