Szef Rady Europejskiej
Herman Van Rompuy przekazał informację dotyczącą ograniczenia emisji
dwutlenku węgla. Plany zakładają ograniczenie emisji CO2 o 40% do roku
2030.
- To
nie było łatwe, ale udało nam się osiągnąć sprawiedliwą decyzję. Jest
ambitna dla Europy, ale efektywna w kosztach i z punktu widzenie
energetycznego. Zmiany klimatyczne to jedno z największych wyzwań
ludzkości. Ostatecznie walczymy o przeżycie. To przykład długoterminowej
polityki – mówił Herman Van Rompuy.
Czterdziesto-procentowe ograniczenie
emisji do 2030 roku to wyrok przede wszystkim dla odbiorców energii w
Polsce. Eksperci nie mają wątpliwości, że unijne restrykcje przyczynią
się do wzrostu cen.
- Ten
pakiet jest dyskryminacją polskiego przemysłu. Ten pakiet to blokowanie
polskich zasobów energetycznych i uzależnianie polski od obcych źródeł
energii oraz obcych technologii. To wzrost bezrobocia, w szczególności
na Śląsku i wzrost cen energii. Ten pakiet jest dyskryminujący dla
polskiej gospodarki – alarmuje prof. Jan Szyszko, były minister środowiska.
Paradoksalnie polityka klimatyczna jest niekorzystna dla całej Unii.
-
Pogarsza konkurencyjność całej Europy i powoduje emigracje przysłów
energochłonnych. To nie tylko jest energetyka oparta o węgiel, ale to
także hutnictwo, cementownie, przepis papierniczy, drzewny. Jest to w
pewnym sensie zbiorowe harakiri – powiedział Tomasz Chmal, ekspert do spraw energetycznych.
Jednak premier Ewa Kopacz wciąż
przekonuje, że Polacy nie odczują zmian. Tłumaczenia Pani premier
pozostają w cieniu zapowiadanego wcześniej zdecydowanego weta Polski w
tej sprawie.
- Mój
rząd nie zgodzi się na zapisy oznaczające dodatkowe koszty dla naszej
gospodarki oraz wyższe ceny energii dla konsumentów – mówiła Ewa Kopacz.
Na otarcie łez może pozostać informacja o
dodatkowym wsparciu w realizacji celów klimatycznych dla biedniejszych
krajów, do których Polska bez wątpienia się zalicza. Nie podano jednak
szczegółów, jak to wsparcie miałoby wyglądać.
www.radiomaryja.pl