‒ PGNiG realizując politykę bezpieczeństwa państwa, zawarło
kontrakty, przy których w wyniku zmian na rynku w ostatnim okresie i
spadającej cenie gazu ziemnego na rynku europejskim powstały tzw. nożyce
cenowe. PGNiG zostało więc z tymi kontraktami, natomiast cena taryfowa,
a w najbliższym czasie również w naszym przekonaniu cena rynkowa będą
istotnie poniżej ceny kontraktowej. PGNiG jeszcze przez wiele lat (w
okresie 2015-2022) będzie musiało ponosić koszty obydwu kontraktów –
ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Kamiński,
partner z EY.
PGNiG ma obecnie dwa kontrakty długoterminowe na
dostawę gazu z zagranicy. Na mocy podpisanego w 1993 r. i wielokrotnie
aneksowanego kontraktu jamalskiego spółka kupuje rocznie do 10,2 mld
metrów sześciennych gazu od Gazpromu. Minimalna ilość do odbioru to 8,7
mld metrów sześciennych. Choć cena jest tajemnicą handlową, wiadomo, że
Polska płaci za rosyjski gaz wysoką cenę. Kontrakt obowiązuje do 2022
r., ale już jesienią tego roku otwiera się możliwość negocjacji cen.
Mniej
elastyczny jest drugi duży kontrakt zagraniczny PGNiG, mający wzmocnić
bezpieczeństwo energetyczne kraju, czyli umowa z Qatargasem na dostawy
skroplonego gazu płynnego (LNG) do budowanego gazoportu w Świnoujściu.
Dostawy mają ruszyć po ukończeniu inwestycji w przyszłym roku i potrwać
do 2035 r. Z Kataru rocznie PGNiG kupi ok. 1,5 mld metrów sześciennych
LNG. Obydwa kontrakty razem zapewniają większość zapotrzebowania na gaz w
Polsce.
‒ Z punktu widzenia skali finansowej tego
przedsięwzięcia i szerszego kontekstu kontraktów długoterminowych
uważamy, że nie jest to tylko problem samego PGNiG, lecz także problem
tego, jak państwo chce realizować politykę bezpieczeństwa i jak powinno
zrównoważyć nałożenie obowiązków na PGNiG w zakresie realizacji tych
kontraktów, oraz tego, jak poradzi sobie z tym, że kontrakty swoją rolę w
zakresie bezpieczeństwa i stabilności dostaw spełniły, natomiast
istotnie odbiegają od rynku – zastanawia się Kamiński.
Podkreśla,
że rozwiązaniem mogłaby być tzw. socjalizacja kosztów, czyli
wprowadzenie rekompensat dla PGNiG przez urząd regulacyjny. Tak
postąpiono w sektorze energii elektrycznej, choć tam sytuacja różniła
się o tyle, że kontrakty długoterminowe zostały podpisane przed
liberalizacją rynku. Jak przypomina Kamiński, zagwarantowanie spółkom
zakupu energii elektrycznej było bodźcem do budowy przez nie nowych
mocy, które do dziś zapewniają stabilną podaż na rynku. Niemal 10 lat
temu rząd zdecydował się jednak wypłacić odszkodowanie w zamian za
zerwanie kontraktu i liberalizację rynku. Zdaniem Kamińskiego jeśli
rekompensaty będą uczciwie wyliczone i wprowadzone pod nadzorem Komisji
Europejskiej, powinny zostać zaakceptowane jako dozwolona pomoc
publiczna.
Ekspert podkreśla, że dodatkowym obciążeniem dla PGNiG, które
usprawiedliwia specjalne traktowanie przez państwo, jest postępująca
liberalizacja rynku gazowego. Zgodnie z obligiem gazowym spółka musi
sprzedawać dużą część gazu na Towarowej Giełdzie Energii. W tym roku
PGNiG powinno wprowadzić do obrotu w taki sposób 40 proc. produkcji.
‒
Mamy przyszłych beneficjentów liberalizacji, czyli cały rynek, i PGNiG,
które ponosi wszystkie koszty, natomiast żadnych korzyści z tej
liberalizacji. Tak naprawdę całość tych korzyści jest przesunięta na
rynek, więc uważamy, że równowaga została nieco zachwiana – ocenia
Kamiński. ‒ Inaczej niż przed laty na rynku energii elektrycznej na
rynku gazu mamy nierozwiązaną sytuację po stronie podaży, czyli sztywne,
długoterminowe kontrakty, a z drugiej strony wprowadzaną dość szybko
liberalizację rynku, rozumianą z jednej strony jako obowiązek giełdowy
dla PGNiG na poziomie 40 proc., w tym roku i 55 proc. w roku 2015, a z
drugiej strony presję Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na to,
żeby uelastycznić kontrakty po stronie popytu.
Kamiński zauważa,
że PGNiG jako dominujący podmiot na rynku musi być poddawany presji
obniżania cen dla odbiorców. Z drugiej strony z powodów politycznych
spółka nie ma jednak możliwości redukcji kosztów pozyskiwania gazu.
Podkreśla, że taka sytuacja tworzy koszty osierocone, czyli różnicę
pomiędzy kosztem zakupu a sprzedaży na niekorzyść PGNiG. Część z tych
kosztów można wprawdzie zredukować poprzez renegocjację umów, ale
pozostała różnica powinna być skompensowana modelem socjalizacji.
www.cire.pl