W przyszłym tygodniu w Brukseli obędzie się szczyt
klimatyczny, na którym unijni przywódcy mają uzgodnić nowy cel redukcji
emisji gazów cieplarnianych po 2020 r.
Projekt porozumienia na to
spotkanie, który widziała PAP, zakłada utrzymanie 40-procentowego celu
redukcji emisji CO2 do 2030 r. (w stosunku do emisji w 1990 r.), jaki na
początku roku zaproponowała Komisja Europejska.
Takie stanowisko
od samego początku nie podobało się w Warszawie. Polski rząd mówił, że
nie możemy się na nie zgodzić, bo spowoduje ogromny wzrost cen energii
dla Polaków. Powtarzano argument, że biedne państwa nie mogą płacić za
klimatyczne ambicje bogatych.
Propozycja, jaka pojawiła się na
stole na ostatniej prostej negocjacji, ma w jakimś stopniu odpowiadać na
te obawy. Kluczem, który ma sprawić, że państwa niechętne porozumieniu
będą na nie patrzeć przychylniej, ma być zarządzanie unijnym systemem
handlu pozwoleniami na emisję gazów cieplarnianych (ETS).
Dzięki
niemu kraje takie jak Polska, które opierają swoją energetykę na węglu,
mają dostać rekompensaty za konieczność zmodernizowania przemysłu
energetycznego.
Projekt porozumienia przewiduje, że 10 proc.
pozwoleń na emisje zostanie rozdystrybuowanych pomiędzy państwa
członkowskie, których PKB na głowę nie przekracza 90 proc. średniej UE
(rok referencyjny 2013). Dokument nie wyjaśnia, jakie to będą sumy,
jednak eurokraci przekonują, że każdy procent pozwoleń to bardzo
znaczące kwoty.
Zdaniem wyliczeń ekspertów KPP Lewiatan i
Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych, aby pokryć
zapotrzebowanie na dodatkowe inwestycje modernizacyjne w polskiej
energetyce, nasz kraj musiałby dostać 6-7 proc. pozwoleń ETS na lata
2021-2030.
Redystrybucja środków na potrzeby projektów
modernizacyjnych ma też być się odbywać poprzez program NER400, który
będzie miał do dyspozycji 400 mln pozwoleń na emisję. Dzięki obecnemu
programowi NER300 udało się sprzedać pozwolenia i osiągnąć ponad 2 mld
euro na inwestycje.
Propozycje na szczyt przewidują, że sektory objęte systemem
handlu pozwoleniami na emisję (energetyka, ciepłownictwo, przemysł
przetwórczy) mają zredukować emisje o 43 proc. do 2030 r. (w stosunku do
2005 r.). Z kolei sektory nieobjęte systemem ETS (np. transport,
rolnictwo) mają być zobowiązane do redukcji emisji o 30 proc. do 2030 r.
Metodologia ustalania narodowych celów ma pozostać niezmieniona i
wiązać się z wysokością PKB na głowę mieszkańca.
Projekt
porozumienia przewiduje też (zgodnie z tym co zaproponowała KE), że
nastąpią zmiany w systemie handlu emisjami. Aby zapobiegać przenoszeniu
się energochłonnych sektorów gospodarki poza UE po 2020 r., utrzymany ma
być system darmowych pozwoleń, "przynajmniej tak długo, jak inne duże
gospodarki nie dokonają porównywalnych wysiłków, do tych, UE".
Przewiduje
się też utworzenie specjalnej rezerwy wynoszącej 1 lub 2 proc. pozwoleń
(decyzja nie została jeszcze podjęta) dla krajów, których PKB na głowę
jest niższe niż 60 proc. średniej UE.
Jeśli przywódcy osiągną
porozumienie, coroczna redukcja liczby pozwoleń na emisję byłaby
zwiększona z 1,74 proc. do 2,2 proc. po 2020 r. Ceny pozwoleń do emisji
CO2 są bardzo niskie, przez co wielu firmom nie opłaca się inwestować w
zwiększanie efektywności i bardziej przyjazne środowisku rozwiązania.
Wycofywanie części pozwoleń z rynku na emisje ma to zmienić.
Projekt
porozumienia na szczyt nie zmienia europejskiego celu udziału energii
ze źródeł odnawialnych. Ma on wynosić 27 proc. w 2030 r. (nie będzie
rozbijany na cele dla poszczególnych państw, ale dotyczyć będzie UE jako
całości). Zaproponowano również "orientacyjny", unijny cel dot.
zwiększenia efektywności energetycznej o 30 proc. do 2030 r.
W
projekcie porozumienia jest też fragment, który dotyczy bezpieczeństwa
energetycznego. UE ma zgodnie z nim zmniejszać swoją zależność
energetyczną zarówno jeśli chodzi o energię elektryczną jak i gaz. W
budowie unii energetycznej służyć ma rozbudowa połączeń między krajami.
Do 2030 r. ma być zwiększona możliwość wymiany energii elektrycznej do
15 proc.
Projekt wniosków nie wspomina nic o postulacie wspólnych
zakupów gazu przez UE, który proponował były premier Donald Tusk.
Podkreślono jednak, że aby zwiększać siłę negocjacyjną w rozmowach
energetycznych, państwa unijne powinny używać instrumentów polityki
zagranicznej i mechanizmu wymiany informacji. W propozycji
zapowiedziano, że Rada Europejska wróci do kwestii bezpieczeństwa
energetycznego w 2015 r.
W obowiązującym do 2020 r. pakiecie
klimatycznym założono trzy cele: redukcji emisji CO2 o 20 proc.,
zwiększenia udziału energii ze źródeł odnawialnych (OZE) do 20 proc. i
zwiększenia efektywności energetycznej o 20 proc. Dwa pierwsze cele są
prawnie wiążące.
www.cire.pl