Stan 18 górników leczonych w CLO - bez zmian (08 Oct 2014)
Stan 18 górników leczonych w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich po katastrofie w kopalni Mysłowice-Wesoła nie zmienił się, jest bardzo poważny. W kopalni ratownicy nadal czekają na warunki umożliwiające próbę dotarcia do zaginionego górnika.
Jak poinformował PAP w środę rano lekarz dyżurny siemianowickiej oparzeniówki, wszyscy górnicy przebywający na oddziałach, jak i na oddziale intensywnej opieki medycznej, żyją. Wszyscy są nadal w ciężkim stanie.

Związany najprawdopodobniej z zapaleniem metanu wypadek w kopalni Mysłowice-Wesoła miał miejsce w poniedziałek ok. godz. 20.55 na głębokości 665 m. W rejonie zagrożenia znajdowało się 37 górników. Część z nich wyjechała na powierzchnię samodzielnie, kolejni z pomocą ratowników. Do godz. 1.30 odnaleziono i wydobyto 36 pracowników.

31 z nich trafiło do szpitali w Sosnowcu, Katowicach i Siemianowicach Śląskich. Do Centrum Leczenia Oparzeń przewieziono 18 górników w stanie zagrażającym życiu - w wieku od 23 do 50 lat. 7 z nich, nieprzytomnych, umieszczono na oddziale intensywnej terapii, gdzie byli mechanicznie wentylowani.

Według wtorkowej relacji lekarzy CLO, u pacjentów, którzy tego wymagali, przeprowadzono zabiegi operacyjne, część poddano terapii tlenowej w komorze hiperbarycznej. U wszystkich przeprowadzono badanie potwierdzające lub wykluczające oparzenia dróg oddechowych. Większość górników ma takie oparzenia.

W środę rano ratownicy pracujący w kopalni Mysłowice-Wesoła nadal nie mogli wejść do rejonu, gdzie powinien znajdować się poszukiwany od poniedziałkowego wypadku górnik. Uniemożliwia im to stan kopalnianej atmosfery - w nocy ponownie podniósł się poziom niebezpiecznych gazów.

Jak relacjonował szef sztabu akcji ratowniczej i główny inżynier energomechaniczny kopalni Grzegorz Standziak, choć około stężenia gazów spadły poniżej granicy wybuchowości, ratownicy nadal nie mogli wyruszyć w kierunku zaginionego - ze względu na zbyt niski poziom bezpieczeństwa.
Ratownicy będą mieli do pokonania ok. 700 metrów w bardzo ciężkich warunkach - w zadymieniu i w otoczeniu prawdopodobnie zniszczonym przez pożar. Jak informowali we wtorek przedstawiciele Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach, atmosfera w rejonie poniedziałkowej katastrofy była wybuchowa i niezdatna do oddychania. Poszukiwany górnik mógł schować się w lutniociągu, czyli doprowadzającym świeże powietrze przewodzie.

Według pełniącego obowiązki prezesa KHW Zygmunta Łukaszczyka, w kopalni "mogło dojść do zapłonu metanu". Za najbardziej prawdopodobną przyczynę Łukaszczyk uznał wypływ metanu z pustek po wcześniejszej eksploatacji tzw. zrobów.

Łukaszczyk odnosił się też do pogłosek o zwiększonym na dzień przed wypadkiem zagrożeniu metanowym. We wtorek mówił, że kopalnia Mysłowice-Wesoła to kopalnia wysokometanowa, gdzie stopień zabezpieczenia i monitoringu "jest bezwzględny i praktycznie posunięty do maksimum ostrożności. Potem zaznaczył, że nie jest sobie w stanie wyobrazić, by w takiej kopalni mogło dochodzić do łamania zasad bezpieczeństwa. Dodał, że w takiej sytuacji wyciągnie konsekwencje wobec osób, które mogłyby się przyczynić do katastrofy - o ile będą na to dowody.

We wtorek z poszkodowanymi górnikami i ich rodzinami spotkała się w szpitalach w Siemianowicach Śląskich i Sosnowcu premier Ewa Kopacz. Potem w Mysłowicach-Wesołek rozmawiała też z biorącymi udział w akcji ratownikami, a także ze specjalistami i przedstawicielami branży górniczej. Zapewniła m.in., że poleci wicepremierowi Januszowi Piechocińskiemu położenie nacisku na standardy bezpieczeństwa w kopalniach.

Śledztwo ws. zdarzenia wszczęli prokuratorzy Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Przyczyny i okoliczności bada Okręgowy Urząd Górniczy w Katowicach pod nadzorem WUG. We wtorek premier zaznaczyła, że od komisji WUG będzie oczekiwała "obiektywnej, ale szybkiej i sprawnej odpowiedzi", kto zawinił lub czytelnego sygnału, jeżeli zawiniła natura.

www.cire.pl