Kontrolą objęto inwestycje wiatrakowe prowadzone w latach 2009-2013.
Inspektorzy Izby sprawdzili 66 różnych urzędów (gminy, starostwa,
inspekcje nadzoru budowlanego). NIK przeprowadziła te badania po wielu
skargach, jakie otrzymała od posłów, senatorów, zwłaszcza od mieszkańców
i organizacji społecznych.
Raport NIK okazał się druzgocący. Izba
bardzo negatywnie oceniła proces powstawania farm wiatrowych,
stwierdzono, że władze gmin decydowały o lokalizacji wiatraków,
ignorując najczęściej społeczne sprzeciwy. Budową wielu elektrowni
zainteresowane były osoby zatrudnione w urzędach, na których ziemi
stawiano wiatraki. Potwierdziły się też informacje z poprzednich
kontroli mówiące o tym, że zgody lokalnych władz na lokalizację siłowni
wiatrowych były w większości przypadków uzależnione od przekazania na
rzecz gminy darowizn przez inwestorów.
Kontrolerzy Izby
stwierdzili, że proces instalacji farm był często mało przejrzysty, a
nawet korupcjogenny. – Niedookreślone dla tego rodzaju działalności
gospodarczej prawodawstwo, a także niejednolita doktryna i orzecznictwo,
nie gwarantowały w dostatecznym stopniu lokalizowania i budowy
elektrowni wiatrowych w sposób bezpieczny dla środowiska i zarazem
ograniczający uciążliwość farm dla osób zamieszkałych w ich sąsiedztwie –
stwierdziła NIK.
Ludzie są ignorowani
Na krytykę zasłużył
fakt, że żadna ze skontrolowanych gmin mimo licznych protestów
miejscowej ludności nie zorganizowała referendum w tej sprawie, choć
taką formę rozstrzygnięcia ewentualnych sporów dopuszcza prawo. Decyzje
podejmowali więc wyłącznie radni. Samorządy umożliwiły wprawdzie
mieszkańcom wyrażenie swoich opinii i stanowisk, niemniej jednak ich
argumenty z reguły nie były uwzględniane. Aż w jednej trzeciej
skontrolowanych przez NIK gmin wiatraki wytwarzające prąd znajdowały się
na gruntach wójta, burmistrza, radnych czy ich rodzin. Albo na terenach
należących do pracowników urzędów gmin, które w imieniu samorządów
uczestniczyły w podejmowaniu decyzji co do miejsca inwestycji. Sytuacje
takie wskazują na konflikt interesów, mają charakter korupcjogenny i
noszą znamiona niedopuszczalnego lobbingu.
– Zielona energia
powinna wiązać się z przejrzystością w działaniach samorządów i
precyzyjnym prawem, a nie z korupcją i prywatą – ocenił prezes NIK
Krzysztof Kwiatkowski. – Czysta energia musi być wytwarzana na czystych
zasadach. Jest rzeczą niedopuszczalną, że dziś w jednej trzeciej gmin,
które skontrolowaliśmy, wiatraki powstawały na terenach samorządowców,
którzy podejmowali decyzje o lokalizacji tej inwestycji poprzez zmianę
planu zagospodarowania przestrzennego, czy też członków ich rodzin. To
musi budzić uzasadnione wątpliwości –powiedział Kwiatkowski.
Niejasne przepisy
Ponadto
NIK stwierdziła, że turbiny wiatrowe były zlokalizowane w różnej
odległości od budynków mieszkalnych, w tym wypadku zawiniły luki prawne –
polskie prawo nie określa bowiem bezpiecznego usytuowania elektrowni
wiatrowych. W Polsce odległość elektrowni wiatrowej od zabudowań, w
szczególności tych zamieszkałych przez ludzi, warunkowana jest przede
wszystkim dopuszczalnym poziomem hałasu, emitowanym przez turbiny.
Jednak przepisy regulujące metodologię pomiaru emisji hałasu nie
gwarantują ich miarodajnej oceny. Przepisy prawa nie definiują również
dopuszczalnych norm dotyczących innych potencjalnych zagrożeń, takich
jak chociażby wytwarzane przez turbiny infradźwięki oraz efekty
stroboskopowe. Brak stosownych dookreśleń prawnych w konsekwencji
prowadził np. do lokalizacji elektrowni wiatrowych na obszarach o
istotnych walorach krajobrazowych i przyrodniczych, jak choćby Dolina
Rospudy na Suwalszczyźnie.
Ponadto – oceniła Izba – służby dozoru
technicznego nie interesowały się bezpieczeństwem funkcjonowania
urządzeń technicznych elektrowni. Powiatowi inspektorzy nadzoru
budowlanego skontrolowali tylko elementy konstrukcji budowlanej farm:
fundamenty, maszty. Działo się tak dlatego, że obowiązujące przepisy o
dozorze technicznym nie definiują, jakie elementy mechaniczne
(generatory, rotory z gondolą, wirniki, skrzynie biegów, transformatory
czy łopaty śmigła) miałyby podlegać kontroli. – W konsekwencji kwestia
zapewnienia bezpiecznego użytkowania zasadniczej, technicznej części
elektrowni wiatrowych pozostawała i pozostaje poza zainteresowaniem
jakichkolwiek organów inspekcyjnych państwa – oceniła NIK.
www.naszdziennik.pl