Pomysł wspólnych zakupów gazu przez UE zgłaszał po wybuchu
konfliktu na Ukrainie premier Donald Tusk jako remedium na niepewność
dostaw gazu do poszczególnych krajów Unii. Argumentował, że działając
razem, kraje UE mogłyby wynegocjować lepsze warunki dostaw.
Prezes
PGE Marek Woszczyk mówił, że w idei unii energetycznej chodzi o wspólne
myślenie, skąd brać nośniki energii i po jakiej cenie. Jeśli ktoś ma
niską cenę w kontrakcie długoterminowym, po co miałby wchodzić do takiej
grupy - wskazywał. Jak dodał, oczekiwałby raczej uporządkowanego
sposobu podejścia do polityki energetycznej w całej UE, bo np. obecnie z
jednej strony, państwa członkowskie mają prawo określać, z jakich
źródeł chcą produkować energię, ale jednocześnie przez wspólnotowe normy
utrudnia się korzystanie z własnych źródeł, jak choćby węgla.
Jego
zdaniem, nowe podejście powinno kapitalizować mocne strony wszystkich, a
nie tylko kilku krajów członkowskich. Woszczyk podkreślił, że dziś,
dzięki węglowi polska gospodarka ma najniższy stopień uzależnienia od
importu paliw i energii, rzędu 30 proc., podczas gdy średnia UE to ok.
50 proc., a Niemcy są uzależnione w 60 proc. Dlaczego UE miałaby zyskać
na wzroście tego uzależnienia w Polsce - pytał prezes PGE.
Według
niego, konflikt na Ukrainie jest okazją, by w polityce energetycznej
kwestie bezpieczeństwa "wróciły na swoje miejsce". "W trójkącie
klimat-bezpieczeństwo-konkurencja dominuje dziś klimat, a nowe myślenie
powinno przywrócić równowagę" - ocenił Woszczyk.
Prezes PGNiG
Mariusz Zawisza wskazywał z kolei na ujednolicenie i standaryzację
klauzul długoterminowych kontraktów jako metodę wyrównania szans dla
wszystkich odbiorców. W przyszłości można spróbować zbudować jakiś model
bezpieczeństwa energetycznego, a koszty tego bezpieczeństwa - urynkowić
- dodał.
Zawisza zauważył, że wraz z gazoportem roczne zdolności
importowe Polski z kierunków innych niż rosyjski, wyniosą 12,5 mld m
sześc. gazu przy zużyciu rzędu 16 mld. "Technicznie bezpieczeństwo się
rysuje, jednak handlowo sprawę komplikują kontrakty długoterminowe -
jamalski i katarski, które dają pewność dostaw, ale po wyższej cenie" -
podkreślił Zawisza.
Prezes PERN Marcin Moskalewicz wskazał z kolei na korzyść z
połączenia nowymi rurociągami europejskich rafinerii i basenu Morza
Północnego. Im bliżej do terminala, tym lepsza cena ropy - mówił,
przypominając, że prawdopodobnie wkrótce znaczącym eksporterem ropy
staną się USA.
Na potrzebę rozbudowy zdolności przesyłowych gazu
czy energii elektrycznej zwrócił uwagę dyrektor pionu energii firmy
doradczej McKinsey&Company Thomas Vahlenkamp. "Źródła odnawialne
powinno budować się tam, gdzie to korzystne, np. farmy wiatrowe na
morzu, tam gdzie wieje wiatr, a elektrownie słoneczne na południu, a nie
na północy - mówił, dodając, że tą energię trzeba jeszcze przesłać.
Ocenił jednak, że rozwój energetyki odnawialnej to potencjalnie bilion
euro oszczędności na zakupie energii w całej UE do 2050 r.
Natomiast
szef Rady Gospodarczej przy premierze Jan Krzysztof Bielecki ocenił, że
jeżeli chcemy powstania unii energetycznej, trzeba postawić przed nią
konkretne cele ilościowe, np. określić procent energii kupowany
wspólnie. "Bez takiego celu idea unii energetycznej nie wyjdzie poza
dyskusje bez konkluzji - mówił.
Zdaniem Bieleckiego na agendzie
dyskusji w UE powinien znaleźć się program inwestycji w infrastrukturę
energetyczną, zwłaszcza przesyłową. Interkonektory dla dostaw
podstawowych nośników energii mają znaczenie zasadnicze - zauważył.
"Uważam,
że jeśli w strefie euro utrzymają się tendencje stagnacyjne, trzeba
pomyśleć nad metodami niekonwencjonalnymi. Inwestycje w infrastrukturę
energetyczną wydają się dla Europy bardzo atrakcyjne - pobudzają wzrost i
budują lepsze podstawy dla konkurencyjności, bezpieczeństwa i jakości
życia" - mówił Bielecki.
www.cire.pl