W ocenie posłanki PiS Anny Zalewskiej projektowi należy się
przyjrzeć, by ustawa o OZE była gwarancją bezpiecznych interesów każdego
z obywateli, wytwórców i inwestorów zajmujących się energią odnawialną.
"Ta ustawa (o OZE) ma zdecydować o przyszłości, o naszym
bezpieczeństwie energetycznym i o kilkudziesięciu miliardach, które mogą
trafić do kieszeni obywateli lub do wielkiego biznesu, który w dodatku
nie jest biznesem polskim" - mówiła posłanka.
Krytykowała
projekt, który w jej ocenie pisali lobbyści, a konsultacje w jego
sprawie były fikcją. "Nie ma miksu energetycznego. Utrwalamy energię
wiatrową, nie porządkujemy absolutnie niczego. Rezygnujemy z mikro
instalacji, nie ma tam wsparcia dla geotermii, dla energii wodnej
powyżej 5 MW" - powiedziała.
O wysłuchaniu publicznym ws.
projektu ustawy o OZE zdecydowała na czwartkowym posiedzeniu Komisja
Nadzwyczajna ds. energetyki i surowców energetycznych.
OZE to jeden z priorytetów polityki energetyczno-klimatycznej
Unii Europejskiej, a jeden z jej celów to 20-proc. udział tych źródeł w
finalnym zużyciu energii. Dla Polski ten cel jest nieco niższy -
średnio 15,5 proc.
Źródła odnawialne na razie są droższe od
konwencjonalnych i aby się rozwijały - trzeba je wspierać, czyli
dotować. Ustawa o OZE ma m.in. kompleksowo uregulować te kwestie.
Dzisiejszy system wsparcia branża OZE powszechnie uważa za
nieprzystający do rozwoju technologii i zmieniającej się rzeczywistości.
Od dłuższego czasu branża konsekwentnie wzywa do uchwalenia stabilnego
prawa, które pozwoli jej się rozwijać.
www.cire.pl