Blok jądrowy Flamanville 3: budżet przekroczony o ponad pięć miliardów euro i cztery lata opóźnienia (27 Jul 2014)
Czy według podobnego scenariusza będziemy budować elektrownię jądrową w Polsce?
Energetyka jądrowa w Unii Europejskiej nie ma dobrej prasy. Jednym ze źródeł argumentów używanych przez przeciwników energetyki jądrowej jest budowa bloku Flamanville 3, który zostanie wyposażony w reaktor EPR. Znacząco wzrosły koszty budowy bloku (pierwotnie prognozowano je na 3,3 mld euro), mocno został wydłużony też termin jego oddania - pierwszy planowany termin to rok 2012. Od 2012 r. francuski koncern EdF, do którego należy elektrownia Flamanville, podaje bardziej realistyczne prognozy.

- Blok jądrowy Flamanville 3 zostanie oddany w 2016 r. Jego koszt wyniesie ok. 8,5 mld euro - zapewnia Antoine Ménager, dyrektor budowy Flamanville 3.

Więcej betonu

Antoine Ménager wskazuje na trzy główne przyczyny przekroczenia terminu i kosztów inwestycji.

- W chwili podejmowania decyzji o budowie Flamanville 3 minęło kilkanaście lat od zakończenia budowy poprzedniego bloku jądrowego we Francji. W tym czasie doszło do utraty kompetencji i doświadczeń przy budowie i projektowaniu bloków jądrowych - wskazuje Antoine Ménager.

Drugą ważną przyczyną opóźnień jest to, że Flamanville 3 jest pierwszym modelem, mającym stanowić podstawę produkcji kolejnych tego typu jednostek. Antoine Ménager przekonuje, że w projektach realizowanych pierwszy raz zawsze występują trudności i nieprzewidziane zdarzenia, które opóźniają budowę.

Kolejny powód opóźnień to niedoszacowanie złożoności projektu i ilości prac. Przy bloku wyposażonym w reaktor EPR potrzeba dwa razy więcej betonu i rur i cztery razy więcej zbrojeń niż w konwencjonalnych jednostkach. Na budowę Flamanville 3 zużyto ok. 400 tys. metrów sześc. betonu, 1800 kilometrów przewodów elektrycznych i 400 kilometrów rur.

Niedoszacowany został także poziom wymagań bezpieczeństwa, który jest znacznie wyższy niż w obiektach konwencjonalnych. Kopuła reaktora EPR ma wytrzymać uderzenie samolotu pasażerskiego, elektrownie węglowe czy gazowe takich wymogów nie spełniają... Przedstawiciele EdF zapewniają, że wysoki poziom zabezpieczeń reaktora EPR był już planowany przed awarią w elektrowni jądrowej Fukushima. Po jej wystąpieniu projekt bloku w Flamanville 3 zmieniono tylko w stosunkowo niewielkich elementach.

Budowę bloku rozpoczęto w grudniu 2007 r. (wtedy wylano pierwszy beton), wówczas podawano, że blok zostanie oddany po 58 miesiącach. Dla porównania, ostatnią podpisaną w Polsce umową na budowę bloku konwencjonalnego jest dokument o powstaniu bloku 910 MW w Elektrowni Jaworzno III. Proces inwestycjny ma potrwać 59 miesięcy, a jest ona blisko dwukrotnie mniejsza (moc) niż blok Flamanville 3.

Wnioski dla Polski?

Budowa Flamanville 3 to obserwacja, jak może przebiegać budowa pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce. Na początku to, co prawie wszystkich najbardziej interesuje, czyli koszty. Skoro blok Flamanville 3 ma pochłonąć 8,5 mld euro i ma mieć moc 1650 MW, oznacza to, że 1 MW mocy zainstalowanej kosztuje 5,1 mln euro, czyli w zaokrągleniu ponad 20,6 mln zł. Oczywiście ostateczne koszty budowy zależą od wielu czynników, a wśród nich są takie, które działają na korzyść Polski, jak i takie, które przynoszą negatywne skutki.

Przy budowie bloku jądrowego w Polsce z pewnością koszty pracy byłyby niższe niż we Francji, gdzie minimalna płaca od 1 stycznia 2014 r. wynosi 1445 euro brutto. W Polsce jest ona na nieco wyższym poziomie, ale w złotówkach...

Przy budowie Flamanville 3 przepracowano łącznie (stan na dzień 1 czerwca br.) około 25 mln roboczogodzin. Na początku czerwca 2014 r. zatrudnionych tam było 2880 pracowników. Zakładając, że koszty pracy w Polsce będą 3-4 razy niższe niż we Francji, przynosi to niemałe oszczędności.

W Polsce z pewnością można liczyć także na niższe ceny betonu, konstrukcji stalowych i zbrojenia.

Dostawcy technologii jądrowej, którzy są zainteresowani udziałem w budowie polskiej elektrowni, w innych częściach świata realizują swoje projekty. Doświadczenie zdobyte na tamtych budowach mogłoby przełożyć się na niższe koszty oraz na krótszy okres przygotowań i samej inwestycji.

Ale są także i argumenty wskazujące, że koszty w Polsce mogłyby być wyższe. Blok Flamanville 3 powstaje w elektrowni, gdzie już pracują dwa reaktory jądrowe (oddane w latach 80. XX w.). Nie trzeba było więc budować od podstaw wielu urządzeń energetycznych i infrastruktury towarzyszącej. Na terenie Flamanville istniał już też plac pod nowy blok (po wybudowaniu bloku trzeciego wciąż pozostanie miejsce na ewentualną budowę bloku czwartego). W Polsce elektrownia jądrowa powstanie w miejscu, gdzie wszystko trzeba będzie przygotować i zbudować "od zera" - co niewątpliwie pociągnie za sobą dodatkowe koszty.

Brakuje także u nas doświadczenia w przygotowaniu i budowie elektrowni jądrowej. Co prawda polskie przedsiębiorstwa pracowały przy budowie bloku Flamanville 3 oraz bliźniaczego projektu Olkiluoto 3 w Finlandii, ale zazwyczaj były to firmy podwykonawcze, odpowiadające tylko za wybrany fragment prac. Rzecz jasna, polski inwestor będzie miał pomoc ze strony dostawcy technologii oraz inżyniera kontraktu, ale musi się też uczyć - niewykluczone, że na własnych błędach.

Po co to wszystko?

Polska Grupa Energetyczna (PGE), która ma być odpowiedzialna za budowę pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce, planuje, że podjęcie decyzji inwestycyjnej i wystąpienie o wydanie "decyzji zasadniczej" będzie możliwe w 2017 r. na podstawie kształtu systemu wsparcia i wyniki postępowania zintegrowanego.

Rozpoczęcie budowy pierwszego bloku jądrowego PGE planuje ok. roku 2020. Gdyby jego budowa miała trwać tyle, ile w przypadku Flamanville 3, to zostałby on oddany w okolicach 2029 r.

Powstaje pytanie, po co Polska ma decydować się budowę elektrowni jądrowej, która będzie droga, a jej budowa potrwa niemal na pewno dłużej niż przewidywania.

- Energetyka jądrowa doskonale wpisuje się w trzy filary polityki energetycznej UE: zrównoważony rozwój, konkurencyjność i bezpieczeństwo energetyczne - przekonuje Tomasz Nowacki, zastępca dyrektora Departamentu Energii Jądrowej w Ministerstwie Gospodarki. Zwraca uwagę na szczególne znaczenie elektrowni jądrowych jako gwaranta bezpieczeństwa energetycznego.

- Można Ukrainie odciąć gaz i ropę, ale nie można odciąć energii z elektrowni jądrowych, ponieważ Ukraina zgromadziła zapas paliwa jądrowego do 2020 r. Na Ukrainie są elektrownie jądrowe, które nie pracują na paliwie rosyjskim, tylko na paliwie dostarczonym przez koncern Westinghouse - wskazuje jako przykład Tomasz Nowacki.

I podkreśla, że elektrownie jądrowe to jedyne bezemisyjne źródło energii elektrycznej mogące pracować w podstawie obciążenia systemu elektroenergetycznego.

Przypomina również, że większość państw w UE wykorzystuje energię jądrową. Ostatnio dołączyła do tego grona Chorwacja, która co prawda na swoim terytorium nie ma elektrowni jądrowej, ale ma 50 proc. udziałów w elektrowni jądrowej Krško w Słowenii.

- Musimy zwrócić uwagę na specyfikę elektrowni jądrowej, która jest bardzo różna od elektrowni konwencjonalnych. Paradoksalnie, jest ona trochę podobna do źródeł odnawialnych: jest duży wydatek na początku i niskie koszty eksploatacji - mówił Dariusz Marzec, wiceprezes zarządu ds. rozwoju PGE Polska Grupa Energetyczna.

Jak wyjaśnia, w przypadku elektrowni konwencjonalnej ok. 60 proc. kosztów operacyjnych stanowią koszty paliwa. W przypadku elektrowni jądrowej niezbędny jest duży wydatek na początku, ale w okresie eksploatacji koszty spadają. Stosunkowo niewielkie są koszty zakupu paliwa jądrowego, przy jego dość dużej dostępności - paliwo jądrowe można kupić niemal w 20 krajach świata, nie ma również problemów z jego transportem.

www.wnp.pl