Jak relacjonowały media po ogłoszeniu w tym tygodniu decyzji
rządu, jeden z wodzów indiańskich, Stewart Phillip, ostrzegł podczas
manifestacji w Vancouver: "W związku z faktem, że w naszej opinii Harper
wypowiedział wojnę mieszkańcom Kolumbii Brytyjskiej i Pierwszym
Narodom, nie będzie on mile widziany w prowincji". Indianie już
zapowiadają protesty wszędzie tam, gdzie pojawiłby się premier Harper;
mają też znacznie skuteczniejszą broń - sądy.
Northern Gateway
ma być liczącym prawie 1,2 tys. km rurociągiem, którym ropa z piasków
bitumicznych Alberty płynęłaby do zachodnich wybrzeży Kanady i następnie
byłaby eksportowana do Azji. Wartość tego projektu, który chce
realizować firma Enbridge, szacuje się na prawie 8 mld dolarów
kanadyjskich.
W grudniu 2013 roku grupa doradców rządu
zaopiniowała pozytywnie ten projekt, opatrując go jednak ponad 200
warunkami związanymi z bezpieczeństwem i respektowaniem praw Indian.
Problem
jednak polega na tym, że Indianie, przez których tereny miałby
przebiegać rurociąg, w większości nie chcą tego projektu. Ponad 130
plemion już w ubiegłym roku podpisało deklarację przeciw ropociągowi.
Indianie odwołują się do haseł ekologicznych, a - jak wskazują badania
socjologów - takie argumenty znajdują duży oddźwięk wśród Kanadyjczyków.
Indianie otwarcie mówią po decyzji rządu federalnego, że będą walczyć o
zatrzymanie budowy Northern Gateway zarówno w sądach, jak i organizując
protesty i blokady. Niektórzy z nas pójdą do więzienia, bo tak będzie
trzeba" - uważa wódz Phillip.
Pozytywna dla Northern Gateway
decyzja nikogo nie zdziwiła. Jak można przeczytać w komentarzu Marilyn
Slett, przywódczyni Indian Heiltsuk, na stronach Coastal First Nations,
Indian z wybrzeża Kolumbii Brytyjskiej, "rząd jasno od początku projektu
deklarował, że wyrazi zgodę nawet bez poparcia Pierwszych Narodów". Z
drugiej strony Indianie uważają, że projekt i tak nie zostanie
zrealizowany, ponieważ firmie Enbridge nigdy nie uda się sprostać
nałożonym na nią warunkom.
Kontrowersyjny projekt nie ma żadnego wsparcia opozycji.
Thomas Mulcair, lider NDP - głównej partii opozycyjnej w federalnym
parlamencie, zapowiedział, że w razie wygranych wyborów wstrzyma budowę
Northern Gateway. Podobną deklarację złożył Justin Trudeau, przywódca
federalnych Liberałów. Zaś według doniesień mediów, wśród 21
konserwatywnych deputowanych z Kolumbii Brytyjskiej nie ma jedności w
poparciu dla rurociągu. Co prawda Enbridge chciałby rozpocząć pracę w
przyszłym roku, ale opozycyjni politycy uważają, że nie będzie to
możliwe przed październikowymi wyborami.
Ponadto nawet rząd
Kolumbii Brytyjskiej nie jest przekonany do bezpieczeństwa projektu,
czemu wielokrotnie dawał wyraz. Minister środowiska prowincji Mary Polak
powiedziała, że "stanowisko rządu się nie zmieniło i brzmi: nie".
Eksperci
zwracają uwagę, że kanadyjskie organizacje ekologiczne mają korzenie w
Kolumbii Brytyjskiej, więc ochrona środowiska nie jest dla mieszkańców
prowincji pojęciem abstrakcyjnym. Tym bardziej, że to właśnie na
pobliskim wybrzeżu Alaski w 1989 roku doszło do katastrofy tankowca
Exxon Valdez. Według sondaży dwie trzecie mieszkańców prowincji jest
przeciwnych nowemu ropociągowi. Zaś mieszkańcy Kitimat, gdzie miałby
znajdować się port dla tankowców, w niedawnym referendum sprzeciwili się
budowie terminalu przeładunkowego.
Kanadyjscy komentatorzy już
wskazują, że sprawa Northern Gateway może stać się jedną z kluczowych
kwestii w wyborach federalnych w 2015 roku, zaś organizacja Greenpeace
skomentowała w swoim blogu: Harper wybrał walkę, której nie może wygrać.
www.cire.pl