Gaz w łupkach
Uregulowanie wydobycia gazu w łupkach w Polsce to kompletna
kompromitacja. Mające regulować te kwestie projekty ustaw, które
ostatnio wpłynęły do Sejmu, liczą prawie 1100 stron (wraz z uwagami
etc.), tymczasem projekt zapisów regulujących sprawy wydobycia i
poszukiwania wszystkich surowców w wersji z 2007 roku liczył ok. 10
linijek (reszta znajdowała się w drobnych aktach wykonawczych).
Jeśli proponowane przez rząd zapisy będą przyjęte w tym kształcie, to spowodują rabunkową eksploatację i poważne problemy.
Ale na razie inwestorzy wstrzymują się z poszukiwaniami ze względu na
duże ryzyko, a to czynnik istotny. W USA każe ono wartość inwestycji
mnożyć razy trzy i jest to głównie ryzyko geologiczne. Oznacza to, że
gorsze złoża w USA mają większą wartość niż lepsze w Polsce, bo u nas
rząd PO – PSL wywindował ryzyko na wartość dwucyfrową. Do tego dochodzi
ryzyko nadregulacji UE blokującej poszukiwania – w tym przypadku Tusk
też wykazał totalną bierność. Na konferencji w Parlamencie Europejskim
wyprzedzającej pojawienie się projektu dyrektywy blokującej poszukiwania
gazu i ropy w łupkach nie było nikogo z rządu i ani jednego europosła z
Polski – byłem tam sam, bez najmniejszego wsparcia ze strony Sejmu.
Ostatecznie projekt dyrektywy antyłupkowej, który pojawił się w końcu
września ubiegłego roku, czasowo zablokował David Cameron, premier
Wielkiej Brytanii. W tej chwili Brytyjczycy już nas wyprzedzają w
kwestii poszukiwania gazu w łupkach. Mają organ państwa, jaki chciałem
utworzyć, będąc w rządzie PiS (w 2007 r. był gotowy projekt ustawy
powołujący Polską Służbę Geologiczną). Anglicy byli wówczas 6 lat za
nami, a dziś są przed nami, robią pierwsze wiercenia ze szczelinowaniem.
Bardzo prawdopodobne jest też, że kiedy Brytyjczycy rozpoznają złoża,
to zgodzą się, żeby dyrektywa weszła w życie, bowiem niewiążące dziś
zalecenia Komisji Europejskiej z 24 stycznia 2014 r., które zastąpiły
dyrektywę, mają klauzulę rewizji, która uprawnia KE do sprawdzania
państw członkowskich w zakresie wdrażania postanowień wyżej wymienionych
zaleceń do swoich systemów prawnych. Po 18 miesiącach obowiązywania
wspomniana dyrektywa będzie przedmiotem prac nowo wybranego Parlamentu
Europejskiego.
LNG z USA
Na przełomie kwietnia i maja odbyło się ważne spotkanie w Radzie
Atlantyckiej w Waszyngtonie. Szkoda, że znowu byłem tam sam – nikogo z
Polski – podobno miała być wiceminister spraw zagranicznych – ale jej
nie było. Z dyskusji wynikało, że przez kilka najbliższych lat gaz LNG z
USA do nas nie przypłynie. Po pierwsze dlatego, że Stany Zjednoczone
nie podjęły jeszcze decyzji o zgodzie na eksport, a nawet jeśli by ją
podjęto, to najpewniej gaz popłynie do Azji, ponieważ tam ten surowiec
jest droższy. Po drugie, Stany Zjednoczone nie są infrastrukturalnie
gotowe do tego, aby gaz wysyłać. Wszystko to wynikało z wypowiedzi
trzech kongresmanów i ekspertów.
Zresztą, gdyby dziś wypłynął do nas statek z LNG, to nie ma po co
płynąć, bo mamy 2-letnie opóźnienia, jeśli chodzi o budowę gazoportu. Na
terenie Europy Środkowej i Wschodniej nie ma żadnego gazoportu.
Pierwszy statek będzie mógł oddać gaz zapewne wiosną w przyszłym roku.
Co prawda w tej chwili budowany jest także gazoport na Litwie, ale nie
ma połączeń rurociągami. Wszystkie 23 działające gazoporty znajdują się
na terenie zachodniej części Unii Europejskiej, a kilkanaście jest tam
jeszcze w budowie. Co ważne, nie ma odpowiednich połączeń z Europy
Zachodniej do Europy Środkowej i Wschodniej.
Obecnie Polska ma możliwość przesyłu rzędu 2 mld m sześc. z Zachodu,
który jest już częściowo wykorzystywany do przesyłu gazu z Niemiec na
Dolny Śląsk i oczywiście to jest głównie gaz rosyjski z Nordstreamu.
Zresztą Rosjanie przejęli część rurociągów i magazynów w Niemczech.
Magazyny gazu
Tusk opowiadał ze trzy miesiące temu, że Polska ma bardzo dużą
pojemność magazynową, a magazyny są pełne. To bezczelne bzdury: Polska
ma bardzo trudną sytuację – trudniejszą niż którykolwiek naród UE.
Dlaczego? Proszę spojrzeć na załączony wykres, na którym widać, że
Polska ma w dyspozycji najmniejszą pojemność magazynową per capita
(także w stosunku do własnego zużycia). Jesteśmy na ostatnim miejscu w
Europie, w lepszej sytuacji są nawet Serbowie, ale oni i tak mają
specjalne relacje z Rosją, która nie zakręci im kurka z gazem. Nasze
relacje z Rosją bezpieczeństwa gazowego nam nie gwarantują. W każdej
chwili kurek z gazem może zostać zakręcony.
Kluczowe będzie kilka następnych miesięcy napełniania naszych
magazynów, ale i tak będziemy niemal bezbronni. Co prawda Łotwa ma
przeogromne możliwości magazynowe, ale nie mamy połączeń gazociągowych
umożliwiających przesył. Co zrobił Tusk przez ostatnie 7 lat? Jeśli mamy
zawierzać deklaratywnej unii energetycznej, o której bębni, to niech
taka wiara grzeje rząd. Polacy muszą się sami przygotować do zimy.
www.naszdziennik.pl