|
Oceniamy, że gdyby w tym roku znalazła się na rynku pula zielonych
certyfikatów związana z nierozstrzygniętymi wnioskami o ich wydanie, a
dotyczącymi głównie produkcji energii ze współspalnia, to mogłoby dojść
do załamania się cen zielonych certyfikatów tak jak pod koniec 2012 roku
- mówi dr Arkadiusz Sekściński, wiceprezes zarządu Polskiego
Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.
Mimo pewnego pesymizmu co do dalszego rozwoju energetyki wiatrowej w
Polsce wynikającego z niepewności regulacyjnej w I kwartale 2014 moc
zainstalowana elektrowni wiatrowych w Polsce wzrosła o
kolejne prawie 300 MW. W następnych kwartałach br. będzie podobnie?
- Trudno powiedzieć, bo nie mamy w tej sprawie dokładnych analiz.
Przypuszczam, że drugi kwartał br. może być równie dobry jak miniony,
ale kolejne już raczej nie, bo drugą połowę roku ze względu na
warunki pogodowe charakteryzuje zwykle spowolnienie prac budowlanych.
Obecnie - w obliczu zmian regulacyjnych czekających rynek OZE -
inwestorzy farm wiatrowych posiadający finansowanie i niezbędne
pozwolenia starają się kończyć inwestycje pod rządami obecnego systemu
wsparcia. To wynika między innymi z tego, że nie wiadomo jaka pula
energii będzie przeznaczana w aukcjach dla energetyki
wiatrowej, a pierwsza może się odbędą dopiero w 2016 roku lub nawet na
początku 2017. Przy tym przynajmniej część inwestorów bierze pod uwagę,
że rozwój OZE w obecnym systemie wsparcia będzie na tyle
duży, iż pozwoli w znacznej mierze na realizację celu na rok 2020.
Taki scenariusz oznaczałby, że na aukcjach dla energetyki wiatrowej może
być faktycznie niewiele miejsca, a więc lepiej teraz uruchamiać farmy
niż czekać na aukcje. Mimo puli przygotowanych
projektów, ich realizacja nie jest jednak pewna. Większość inwestorów
martwi nadpodaż zielonych certyfikatów.
Nie widać oznak wskazujących, że powoli nadpodaż zielonych certyfikatów jest redukowana?
- Nadpodaż zielonych certyfikatów jest monstrualna. Z danych Urzędu
Regulacji Energetyki na koniec marca b.r. wynikało, że jest to już ponad
5 TWh nadpodaży wynikającej z wydanych zielonych
certyfikatów i jeszcze kolejne około 5 TWh związanych z
nierozstrzygniętymi wnioskami o wydanie zielonych certyfikatów.
Oceniamy, że gdyby w tym roku znalazła się na rynku pula zielonych
certyfikatów
związana z nierozstrzygniętymi wnioskami o ich wydanie, a dotyczącymi
głównie produkcji energii ze współspalnia, to mogłoby dojść do załamania
się cen zielonych certyfikatów tak jak pod koniec 2012
roku.
Dla naszej branży sprawy nadpodaży zielonych certyfikatów i korekty tej
nadpodaży to tematy fundamentalne, bo od rozwoju sytuacji w tym obszarze
zależy po prostu rentowność projektów, a zatem także
możliwość spłaty zaciągniętych zobowiązań finansowych. Z lekcji
załamania cen zielonych certyfikatów w 2012 roku decydenci w praktyce
nie wyciągnęli żadnych wniosków. Było dużo debat i dyskusji na
temat tego jak ustabilizować rynek zielonych certyfikatów, ale nie
poszły za tym żadne działania i nadwyżka zielonych certyfikatów jak
ciążyła nad rynkiem tak ciąży.
To znaczy, że apele branży do władz o skup interwencyjny , czy
wprowadzenie mechanizmu prawnego każącego interweniować w przypadku
spadku cen zielonych certyfikatów poniżej 75 proc. opłaty
zastępczej, a w każdym razie o regulacje zapobiegające nadmiernemu
spadkowi cen certyfikatów są aktualne?
- Z powodu nadpodaży zielonych certyfikatów bieżący rok oceniamy jak
bardzo ryzykowny finansowo. Spodziewamy się, że URE będzie stopniowo
wydawał zielone certyfikaty z puli zawartej w tzw. wnioskach
w toku, a doświadczenie wskazuje, że to może się bardzo źle skończyć.
Dotychczasowa historia pokazuje, że jeśli nadwyżka zielonych
certyfikatów wynosi około 5 TWh to jeszcze nie powoduje to
gwałtownej korozji ich cen, ale są już dalekie od opłaty zastępczej.
Natomiast nadwyżka rzędu 7 TWh, a musimy się liczyć ze znacznie większą,
powoduje gwałtowny spadek cen.
Decydenci nie robią nic, absolutnie nic, żeby zapobiec kolejnemu
krachowi na rynku zielonych certyfikatów. Jasne jest, że największą
odpowiedzialność za nadpodaż ponosi branża współspalnia , od lat
mówi się o skorygowaniu wsparcia dla niej, ale w tej sprawie nie stało
się nic. Podobna sytuacja dotyczy dużej energetyki wodnej. Nie raz
władze przyznawały, że jej wspieranie nie ma sensu, ale nadal
jest utrzymywane.
Naszym zdaniem jak najszybciej, bez czekania na nowy system wsparcia
OZE, wsparcie dla współspalania i dużej energetyki wodnej powinno zostać
obniżone. Powinno to się stać najpóźniej z dniem wejścia
w życie ustawy o OZE czy poprzez nowelizację Prawa energetycznego, z
wyeliminowaniem w tym zakresie okresu przejściowego. Drugie rozwiązanie
to istotne podniesienie obowiązku umarzania zielonych
certyfikatów, co jest o tyle zasadne, że nadpodaż została skumulowana
także wskutek utrzymywania przez trzy lata obowiązku umorzenia na stałym
poziomie 10,4 proc. Teraz ten obowiązek wynosi 13 proc.,
w projekcie ustawy o OZE jest mowa o przejściu na poziom 20 proc. , ale z
projektu odpowiedniego rozporządzenia wynika, że miałby obowiązywać
tylko przez rok, a później miałby nastąpić powrót do
obowiązującej ścieżki wzrostu obowiązku umarzania.
Naszym zdaniem 20 proc. obowiązek umarzania certyfikatów pozwoliłby na
redukcję nadpodaży zielonych certyfikatów, ale musiałby trwać dłużej niż
rok. Reasumując, sytuację na rynku zielonych
certyfikatów można poprawić przez szybkie ograniczenie wsparcia dla
wskazanych wcześniej technologii lub poprzez znaczne zwiększenie
obowiązku umorzenia. Obydwa rozwiązania są prawdopodobnie
politycznie trudne, ale jeśli żadne nie zostanie wprowadzone to rynek
zielonych certyfikatów nie odzyska równowagi.
www.wnp.pl
|