A. Sekściński, PSEW: nadpodaż zielonych certyfikatów jest monstrualna (28 May 2014)
Oceniamy, że gdyby w tym roku znalazła się na rynku pula zielonych certyfikatów związana z nierozstrzygniętymi wnioskami o ich wydanie, a dotyczącymi głównie produkcji energii ze współspalnia, to mogłoby dojść do załamania się cen zielonych certyfikatów tak jak pod koniec 2012 roku - mówi dr Arkadiusz Sekściński, wiceprezes zarządu Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.
Mimo pewnego pesymizmu co do dalszego rozwoju energetyki wiatrowej w Polsce wynikającego z niepewności regulacyjnej w I kwartale 2014 moc zainstalowana elektrowni wiatrowych w Polsce wzrosła o kolejne prawie 300 MW. W następnych kwartałach br. będzie podobnie?

- Trudno powiedzieć, bo nie mamy w tej sprawie dokładnych analiz. Przypuszczam, że drugi kwartał br. może być równie dobry jak miniony, ale kolejne już raczej nie, bo drugą połowę roku ze względu na warunki pogodowe charakteryzuje zwykle spowolnienie prac budowlanych. Obecnie - w obliczu zmian regulacyjnych czekających rynek OZE - inwestorzy farm wiatrowych posiadający finansowanie i niezbędne pozwolenia starają się kończyć inwestycje pod rządami obecnego systemu wsparcia. To wynika między innymi z tego, że nie wiadomo jaka pula energii będzie przeznaczana w aukcjach dla energetyki wiatrowej, a pierwsza może się odbędą dopiero w 2016 roku lub nawet na początku 2017. Przy tym przynajmniej część inwestorów bierze pod uwagę, że rozwój OZE w obecnym systemie wsparcia będzie na tyle duży, iż pozwoli w znacznej mierze na realizację celu na rok 2020.

Taki scenariusz oznaczałby, że na aukcjach dla energetyki wiatrowej może być faktycznie niewiele miejsca, a więc lepiej teraz uruchamiać farmy niż czekać na aukcje. Mimo puli przygotowanych projektów, ich realizacja nie jest jednak pewna. Większość inwestorów martwi nadpodaż zielonych certyfikatów.

Nie widać oznak wskazujących, że powoli nadpodaż zielonych certyfikatów jest redukowana?

- Nadpodaż zielonych certyfikatów jest monstrualna. Z danych Urzędu Regulacji Energetyki na koniec marca b.r. wynikało, że jest to już ponad 5 TWh nadpodaży wynikającej z wydanych zielonych certyfikatów i jeszcze kolejne około 5 TWh związanych z nierozstrzygniętymi wnioskami o wydanie zielonych certyfikatów. Oceniamy, że gdyby w tym roku znalazła się na rynku pula zielonych certyfikatów związana z nierozstrzygniętymi wnioskami o ich wydanie, a dotyczącymi głównie produkcji energii ze współspalnia, to mogłoby dojść do załamania się cen zielonych certyfikatów tak jak pod koniec 2012 roku.

Dla naszej branży sprawy nadpodaży zielonych certyfikatów i korekty tej nadpodaży to tematy fundamentalne, bo od rozwoju sytuacji w tym obszarze zależy po prostu rentowność projektów, a zatem także możliwość spłaty zaciągniętych zobowiązań finansowych. Z lekcji załamania cen zielonych certyfikatów w 2012 roku decydenci w praktyce nie wyciągnęli żadnych wniosków. Było dużo debat i dyskusji na temat tego jak ustabilizować rynek zielonych certyfikatów, ale nie poszły za tym żadne działania i nadwyżka zielonych certyfikatów jak ciążyła nad rynkiem tak ciąży.

To znaczy, że apele branży do władz o skup interwencyjny , czy wprowadzenie mechanizmu prawnego każącego interweniować w przypadku spadku cen zielonych certyfikatów poniżej 75 proc. opłaty zastępczej, a w każdym razie o regulacje zapobiegające nadmiernemu spadkowi cen certyfikatów są aktualne?

- Z powodu nadpodaży zielonych certyfikatów bieżący rok oceniamy jak bardzo ryzykowny finansowo. Spodziewamy się, że URE będzie stopniowo wydawał zielone certyfikaty z puli zawartej w tzw. wnioskach w toku, a doświadczenie wskazuje, że to może się bardzo źle skończyć. Dotychczasowa historia pokazuje, że jeśli nadwyżka zielonych certyfikatów wynosi około 5 TWh to jeszcze nie powoduje to gwałtownej korozji ich cen, ale są już dalekie od opłaty zastępczej. Natomiast nadwyżka rzędu 7 TWh, a musimy się liczyć ze znacznie większą, powoduje gwałtowny spadek cen.

Decydenci nie robią nic, absolutnie nic, żeby zapobiec kolejnemu krachowi na rynku zielonych certyfikatów. Jasne jest, że największą odpowiedzialność za nadpodaż ponosi branża współspalnia , od lat mówi się o skorygowaniu wsparcia dla niej, ale w tej sprawie nie stało się nic. Podobna sytuacja dotyczy dużej energetyki wodnej. Nie raz władze przyznawały, że jej wspieranie nie ma sensu, ale nadal jest utrzymywane.

Naszym zdaniem jak najszybciej, bez czekania na nowy system wsparcia OZE, wsparcie dla współspalania i dużej energetyki wodnej powinno zostać obniżone. Powinno to się stać najpóźniej z dniem wejścia w życie ustawy o OZE czy poprzez nowelizację Prawa energetycznego, z wyeliminowaniem w tym zakresie okresu przejściowego. Drugie rozwiązanie to istotne podniesienie obowiązku umarzania zielonych certyfikatów, co jest o tyle zasadne, że nadpodaż została skumulowana także wskutek utrzymywania przez trzy lata obowiązku umorzenia na stałym poziomie 10,4 proc. Teraz ten obowiązek wynosi 13 proc., w projekcie ustawy o OZE jest mowa o przejściu na poziom 20 proc. , ale z projektu odpowiedniego rozporządzenia wynika, że miałby obowiązywać tylko przez rok, a później miałby nastąpić powrót do obowiązującej ścieżki wzrostu obowiązku umarzania.

Naszym zdaniem 20 proc. obowiązek umarzania certyfikatów pozwoliłby na redukcję nadpodaży zielonych certyfikatów, ale musiałby trwać dłużej niż rok. Reasumując, sytuację na rynku zielonych certyfikatów można poprawić przez szybkie ograniczenie wsparcia dla wskazanych wcześniej technologii lub poprzez znaczne zwiększenie obowiązku umorzenia. Obydwa rozwiązania są prawdopodobnie politycznie trudne, ale jeśli żadne nie zostanie wprowadzone to rynek zielonych certyfikatów nie odzyska równowagi.

www.wnp.pl