Rynek mocy jest uważany za jedną z recept na kłopoty
europejskiej energetyki, związane z brakiem środków na niezbędne
inwestycje z powodu niskich cen energii elektrycznej. Generalna zasada
rynku mocy polega na wynagradzaniu nie za wyprodukowaną energię, tylko
za udostępnienie mocy, czyli gotowość do jej wyprodukowania w razie
potrzeby.
Modele rynków mocy, wdrażanych w poszczególnych krajach
UE, znacznie się jednak różnią, różne państwa chcą za ich pomocą
osiągnąć różne cele, a współpraca transgraniczna - analogiczna do
dzisiejszych przepływów energii - jest dopiero w sferze rozważań -
wynika z poniedziałkowej dyskusji o projektach rynków mocy we Francji,
Niemczech i Polsce, zorganizowanej przez CSM i Fundację Adenauera.
Francja
zamierza przede wszystkim rozwiązać problem potężnego wzrostu zużycia
energii zimą, co jest efektem powszechności elektrycznego ogrzewania.
Niemcy chcą się zabezpieczyć przed niestabilnością dostaw energii ze
źródeł odnawialnych (OZE), których ma być coraz więcej. Z kolei Polska
elementami rynku mocy chce przede wszystkim zapewnić zastąpienie
zamykanych starych bloków, m.in. poprzez poprawę rentowności inwestycji w
nowe.
Francuski rynek mocy ma w pełni działać w 2017 r. Jak
mówiła Chloe Latour z francuskiego operatora systemu przesyłowego RTE,
rynek energii w obecnym kształcie nie gwarantuje pokrycia zimowego
wzrostu zużycia. Dlatego rynek mocy będzie oparty o powszechnie dostępne
specjalne certyfikaty. Ich sprzedawcy będą musieli gwarantować dostawę
energii w zimowym szczycie, kupujący - dostaną gwarancję, że prąd
będzie.
Certyfikaty będą mogli sprzedawać nie tylko producenci
energii, ale też oferenci usług typu DSR - polegających na zmniejszeniu
na żądanie własnego zużycia energii. Francuski model nie przewiduje na
razie wstępu zagranicznym oferentom, choć jak zastrzegła Latour -
docelowo ma być to możliwe.
Z kolei rząd Niemiec formalnie nie ma w planach wprowadzenia
rynku mocy, ale z propozycją taką wystąpił do władz BDEW - Federalne
Stowarzyszenie Przemysłu Energetycznego i Wodnego. Jak mówił dyrektor
ds. międzynarodowych BDEW Stephan Krieger, podstawowymi założeniami tego
projektu są: decentralizacja, brak subsydiów, czyli publicznych
pieniędzy, wolność działania na tym rynku i decydowanie przez klienta,
jakich gwarancji na moc potrzebuje.
Krieger podkreślił, że BDEW
pracuje też nad własnym wariantem rynku mocy dla całej Europy, ponieważ
różne jego modele w różnych krajach są "sprzeczne z ideą zintegrowanego
europejskiego rynku energii".
Potrzebujemy rynku mocy, bo w
następnej dekadzie w Niemczech zniknie ok. 8 GW mocy ze względu na
wyłączenie elektrowni jądrowych i najstarszych bloków konwencjonalnych -
powiedział PAP Krieger. Uruchomienie stojących dziś bezczynnie
elektrowni nie wystarczy, inwestycje w nowe będą konieczne, ale ze
względu na rosnącą rolę OZE te elektrownie nie będą pracować non stop,
tylko w szczytach zapotrzebowania - wyjaśnił. To oczywiście oznacza, że
trzeba zapewnić im rentowność z innego źródła niż tylko produkcja
energii - dodał.
Jan Rączka z organizacji doradczej RAP oceniał,
że umiejętna koordynacja krajowych polityk energetycznych może rozwiązać
część obecnych problemów europejskiej energetyki, jednak w tej chwili
widzi raczej tendencję do ograniczania współpracy transgranicznej.
Przypomniał, że obok Niemiec czy Francji zupełnie inny system z innymi
celami ruszył w Wielkiej Brytanii.
Rączka wyraził też opinię, że
rynki mocy muszą uwzględniać na równych zasadach usługi DSR. Zmniejszyć
zużycie można bardzo szybko, a budowa nowych elektrowni trwa lata -
argumentował. Jego zdaniem również energia z OZE powinna być różnie
wyceniana, w zależności od potrzeb systemu energetycznego, różnych w
różnych porach dnia. Byłoby to z korzyścią dla bezpieczeństwa całego
systemu, a przy okazji ludzie dostaliby zachętę do inwestycji w magazyny
energii - ocenił.
www.cire.pl