|
22 maja minister skarbu, Włodzimierz Karpiński zapowiedział w zakładach
azotowych w Policach, że rząd chce dokonać operacji, które doprowadzą do
zwiększenia wartości Grupy Azoty. To niezwykle interesująca deklaracja w
kontekście olbrzymiego zakupu około 1,2 mln akcji tej spółki o wartości
91 mln zł do jakiego doszło 16 maja, dzień po ogłoszeniu przez nią
kwartalnych wyników finansowych. Czy nabywcą był Wiaczesław Kantor? Nie
można tego potwierdzić, choć wszystko na to wskazuje.
Wiaczesław Kantor kontroluje dziś oficjalnie 15,3% udziałów Grupy Azoty a
nabycie każdych kolejnych 2% akcji powinno zgodnie z obowiązującym
prawem zostać zgłoszone. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by
realizował on swoje zakupy przez wynajęte fundusze inwestycyjne. I
zapewne tak właśnie się dzieje biorąc pod uwagę, że jesienią ubiegłego
roku rosyjski biznesmen i jego syn informowali, że będą dążyć do
uzyskania poziomu przynajmniej 20% akcji polskiego potentata
chemicznego. W tym kontekście warto wspomnieć, że akcjonariat
rozproszony Grupy jest szacowany na około 19%. Pole do popisu jest więc
spore...
Jeśli przyjmiemy, że to Rosjanin zwiększył 16 maja swój stan posiadania w
Azotach to jak powinniśmy tłumaczyć asekuracyjne działanie ministra
Karpińskiego, który zamierza zwiększyć ich wartość (na marginesie warto
wspomnieć, że analogiczny zabieg już raz ograniczył apetyt Kantora-
chodzi o konsolidację polskiej chemii)? Teoretycznie uprzywilejowaną
pozycję skarbu państwa zabezpiecza tzw. złota akcja, zatem zakupy
powiązanego z Putinem biznesmena nie powinny być szczególnie groźne.
Tyle tylko, że przy kontrolowaniu przez niego odpowiedniego poziomu
akcji może on ubiegać się o swoje prawa np. w Trybunale Sprawiedliwości
UE. Nie brakuje spraw, które mogłyby posłużyć Kantorowi za precedens w
walce o zniesienie niekorzystnych dla niego zapisów w statucie Grupy
Azoty.
Idealnym przykładem, który to obrazuje jest sprawa niemieckiej ustawy o
prywatyzacji Volkswagena. Komisja Europejska zaskarżyła do Europejskiego
Trybunału Sprawiedliwości (dziś Trybunału Sprawiedliwości UE) jej
zapisy mówiące o tym, że żaden inwestor nie może wykonywać więcej niż
20% głosów na walnym zgromadzeniu nawet jeżeli ma ich więcej oraz o
wprowadzaniu dwóch członków do rady nadzorczej firmy przez rządy Niemiec
i landu Dolnej Saksonii dopóki mają one choć jedną akcję koncernu
(chyba coś nam to przypomina?). Berlin został ostatecznie zmuszony do
zmiany swojej ustawy o prywatyzacji Volkswagena jednak grając na czas i
wykazując się sporą dozą sprytu usunął z niej jedynie zapisy o członkach
rady nadzorczej. Sprawa znów trafiła przed Trybunał Sprawiedliwości UE i
niechybnie skończyłaby się klęską Niemiec, gdyby nie została uchylona z
przyczyn proceduralnych.
Innym przykładem, na który mógłby się powołać Kantor w swojej batalii o
Azoty jest orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie złotej
akcji zastosowanej przez rząd Portugalii w energetycznej spółce GALP. TS
orzekł, że KE słusznie zarzuciła Portugalii, iż wskutek ustanowienia
uprawnień złotej akcji w GALP państwo stworzyło przeszkodę dla
inwestycji bezpośrednich i portfelowych w kapitał zakładowy spółki. A to
oznacza, że powstały ograniczenia swobodnego przepływu kapitału i
działania Lizbony były niezgodne z prawem UE.
Jak widać rosyjski plan uzyskania wpływu na Grupę Azoty nie jest
pozbawiony szans na powodzenie. W przypadku sukcesu Kantor mógłby liczyć
na gigantyczne zyski, dzięki skierowaniu taniego, rosyjskiego gazu z
pominięciem ograniczeń nałożonych na Rosję przez WTO do zakładu
produkcyjnego na terenie UE (to prosta droga do uzyskania produktów,
które można sprzedawać po cenach dumpingowych). Przy okazji ucierpiałyby
polskie łupki, co ucieszyłoby jego przyjaciela- Władimira Putina. Grupa
Azoty to przecież największy konsument gazu w Polsce.
www.cire.pl
|