Krok pierwszy: rehabilitacja węgla (22 May 2014)
Kampania premiera Donalda Tuska na rzecz europejskiej unii energetycznej paradoksalnie może zwiększyć uzależnienie energetyczne Polski, jeśli nie zostanie poparta zwrotem w polityce krajowej w kierunku wykorzystywania własnych zasobów surowcowych.

Wspólne zakupy gazu przez firmy europejskie, dywersyfikacja dostaw, rozwój rodzimych źródeł energii, w tym gazu z łupków, i rehabilitacja węgla, rozbudowa infrastruktury przesyłowej, magazynowej i wzajemnych połączeń oraz polityka solidarności energetycznej członków UE w ramach Wspólnoty Energetycznej – to główne elementy projektu unii energetycznej przedstawionego przez premiera Tuska.

Dziś już wiadomo, że w takim kształcie pomysł nie ma szans na realizację, ponieważ koncepcja wspólnych zakupów gazu z miejsca została odrzucona przez partnerów europejskich. Twardo wyartykułowała to kanclerz Angela Merkel, przypominając polskiemu premierowi, że zakupami gazu zajmują się prywatne firmy, a nie rządy czy Bruksela. Przy czym firmy niemieckie płacą Gazpromowi znacznie niższą cenę za dostawy gazu niż Polska w ramach kontraktu jamalskiego.

Opinię niemieckiej kanclerz powtórzył komisarz UE ds. energii Guenther Oettinger. – Ceny gazu nie mogą być ustalane odgórnie i politycznie, lecz musi je regulować rynek – oznajmił. Pomysł został także źle przyjęty przez środowiska eksperckie. Postulat „kartelu zakupów gazu”, zdaniem specjalistów Instytutu Kościuszki, nie wytrzyma w zderzeniu z realiami biznesowymi i politycznymi. Sektor energetyczny jest bowiem w większości prywatny, a biznes dla pięknych haseł nie zrezygnuje z zysku. Wiele europejskich firm ma długoterminowe, korzystne umowy gazowe ze stroną rosyjską, a ponadto część z nich jest bezpośrednio i pośrednio uzależniona od rosyjskiego kapitału – wskazują eksperci think tanku. – W zrównaniu cen we Wspólnocie bardziej pomoże ściślejsza integracja unijnego rynku energetycznego, większa konkurencja na tym rynku i odejście od powiązania z ropą cen gazu – stwierdził Oettinger. Krótko mówiąc, unia energetyczna – tak, ale bez wspólnych zakupów gazu, za to ze zintegrowanym unijnym rynkiem energii.

Rosyjski gaz – niemiecki prąd

Przemodelowanie koncepcji unii energetycznej rodzi nowe ryzyka dla Polski. Według Izabeli Albrycht, prezesa Instytutu Kościuszki, zachodzi obawa, że koncepcja unii energetycznej przyspieszy realizację wewnętrznego rynku energii elektrycznej, co może wpłynąć na zwiększenie importu prądu z Niemiec do Polski i w efekcie zrujnować polski sektor energetyczny i górnictwo. Import prądu z Niemiec rośnie już trzeci rok z rzędu. – Premier Tusk powinien w tej sytuacji przedstawić nową rządową strategię bezpieczeństwa energetycznego, opartą na produkcji prądu z polskiego węgla oraz zmniejszeniu importu gazu ziemnego na rzecz własnego wydobycia gazu konwencjonalnego oraz gazu z łupków – postulują eksperci. Należy dokonać rehabilitacji węgla w UE jako surowca podnoszącego niezależność energetyczną.

Instytut Kościuszki kładzie nacisk na to, że niezależnie od europejskiej kampanii energetycznej premiera Tuska bezpieczeństwo energetyczne Polski rozstrzygnie się w kraju. „Od woli politycznej i realnych działań, które rząd powinien podjąć niezwłocznie, zależy, czy Polska uratuje swoje kopalnie węgla, zwiększy wydobycie gazu konwencjonalnego i gazu z łupków, wybuduje nowoczesne bloki węglowe” – czytamy w stanowisku opracowanym przez Instytut.

Pozostałe filary unii energetycznej nie budzą co do zasady wątpliwości. Panuje zgoda co do potrzeby rozbudowy infrastruktury, od której zależą techniczne możliwości dywersyfikacji dostaw i realnego funkcjonowania mechanizmów solidarnościowych w ramach UE. Rozbieżności pojawią się zapewne wtedy, gdy przyjdzie do konkretnych decyzji, które inwestycje zasługują na unijne wsparcie.

Polska wciąż mocna

Uzależnienie Unii od importu energii wynosi ponad 53 procent. Jedynym krajem Wspólnoty z dodatnim bilansem energetycznym jest Dania, eksporter netto energii. W dalszej kolejności najmniej uzależniona od importu jest Estonia, która sprowadza tylko 17 proc. energii, Czechy (25 proc.), Szwecja (29 proc.) oraz Polska i Holandia, które importem zaspokajają 31 proc. zapotrzebowania na energię.

Tyle bilans energetyczny. Polska, co niejednego może zdziwić, wypada na tle krajów Unii korzystnie. Nasz problem polega jednak na tym, że niedostatki w zakresie gazu i ropy pokrywamy importem głównie z jednego kierunku. Na 16 mld m sześc. gazu, który zużywamy rocznie, aż 12 mld pochodzi z importu, w tym prawie 9 mld m sześc. z Rosji (około 77 proc.), a gdy chodzi o ropę, aż 95 proc. surowca sprowadzamy zza wschodniej granicy. To naturalnie podbija stawkę cenową oraz wystawia nas na dyktat polityczny, jako że Rosja jest krajem, gdzie biznes zlewa się z polityką.

Zabójcze cele klimatyczne

Zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa energetycznego pogłębia polityka klimatyczna Unii Europejskiej. Narzucone przez Brukselę cele redukcji emisji CO2 ziszczą się w praktyce, gdy zlikwidujemy własną energetykę węglową i zaczniemy sprowadzać prąd z zagranicy. To wywróciłoby bilans energetyczny Polski do góry nogami.

Polska jest czwartym największym producentem energii w Unii Europejskiej. Nasz wkład w unijną produkcję wynosi 9 procent. Wyprzedzają nas tylko: „atomowa” Francja (17 proc. unijnej produkcji energii), Niemcy (16 proc.) i Wielka Brytania (15 proc.). Dzięki własnym zasobom węgla kamiennego i brunatnego jesteśmy bezapelacyjnie największym w UE producentem paliw stałych. Polski wkład w unijną produkcję tych paliw wynosi aż 35 procent.

– Unia Europejska powinna wycofać się z polityki klimatycznej, która jest nie tylko fikcją, ale także przez wiele lat realizowana była w oderwaniu od globalnej rzeczywistości gospodarczej, przez co niszczyła europejską gospodarkę, jej konkurencyjność i bazę przemysłową. Jej kontynuacja w postaci dodatkowych wydatków, które nie generują oczekiwanych wyników dla globalnych celów klimatycznych i gospodarki UE, jest po prostu głupotą – twierdzi Izabela Albrycht.

Konsumpcja energii w UE wskutek kryzysu zmniejszyła się o 8 proc., a jej zużycie w 2012 r. praktycznie wróciło do poziomu z roku 1990 (choć oczywiście zmienił się od tego czasu tzw. miks energetyczny). Kraje najsilniej dotknięte kryzysem, takie jak Włochy, Hiszpania, Grecja, odnotowały spadki dwucyfrowe, nawet w stabilnych Niemczech zapotrzebowanie spadło o ponad 9 procent. Polska, która dzięki elastyczności złotego zdołała szczęśliwie uniknąć recesji, odnotowała w ostatnich latach niewielki, wynoszący 0,8 proc. wzrost potrzeb energetycznych. Wraz z odbiciem gospodarczym w UE potrzeby energetyczne Europy znów zaczynają rosnąć.


www.naszdziennik.pl