Wspólne zakupy gazu przez firmy europejskie, dywersyfikacja dostaw,
rozwój rodzimych źródeł energii, w tym gazu z łupków, i rehabilitacja
węgla, rozbudowa infrastruktury przesyłowej, magazynowej i wzajemnych
połączeń oraz polityka solidarności energetycznej członków UE w ramach
Wspólnoty Energetycznej – to główne elementy projektu unii energetycznej
przedstawionego przez premiera Tuska.
Dziś już wiadomo, że w takim kształcie pomysł nie ma szans na
realizację, ponieważ koncepcja wspólnych zakupów gazu z miejsca została
odrzucona przez partnerów europejskich. Twardo wyartykułowała to
kanclerz Angela Merkel, przypominając polskiemu premierowi, że zakupami
gazu zajmują się prywatne firmy, a nie rządy czy Bruksela. Przy czym
firmy niemieckie płacą Gazpromowi znacznie niższą cenę za dostawy gazu
niż Polska w ramach kontraktu jamalskiego.
Opinię niemieckiej kanclerz powtórzył komisarz UE ds. energii
Guenther Oettinger. – Ceny gazu nie mogą być ustalane odgórnie i
politycznie, lecz musi je regulować rynek – oznajmił. Pomysł został
także źle przyjęty przez środowiska eksperckie. Postulat „kartelu
zakupów gazu”, zdaniem specjalistów Instytutu Kościuszki, nie wytrzyma w
zderzeniu z realiami biznesowymi i politycznymi. Sektor energetyczny
jest bowiem w większości prywatny, a biznes dla pięknych haseł nie
zrezygnuje z zysku. Wiele europejskich firm ma długoterminowe, korzystne
umowy gazowe ze stroną rosyjską, a ponadto część z nich jest
bezpośrednio i pośrednio uzależniona od rosyjskiego kapitału – wskazują
eksperci think tanku. – W zrównaniu cen we Wspólnocie bardziej pomoże
ściślejsza integracja unijnego rynku energetycznego, większa konkurencja
na tym rynku i odejście od powiązania z ropą cen gazu – stwierdził
Oettinger. Krótko mówiąc, unia energetyczna – tak, ale bez wspólnych
zakupów gazu, za to ze zintegrowanym unijnym rynkiem energii.
Rosyjski gaz – niemiecki prąd
Przemodelowanie koncepcji unii energetycznej rodzi nowe ryzyka dla
Polski. Według Izabeli Albrycht, prezesa Instytutu Kościuszki, zachodzi
obawa, że koncepcja unii energetycznej przyspieszy realizację
wewnętrznego rynku energii elektrycznej, co może wpłynąć na zwiększenie
importu prądu z Niemiec do Polski i w efekcie zrujnować polski sektor
energetyczny i górnictwo. Import prądu z Niemiec rośnie już trzeci rok z
rzędu. – Premier Tusk powinien w tej sytuacji przedstawić nową rządową
strategię bezpieczeństwa energetycznego, opartą na produkcji prądu z
polskiego węgla oraz zmniejszeniu importu gazu ziemnego na rzecz
własnego wydobycia gazu konwencjonalnego oraz gazu z łupków – postulują
eksperci. Należy dokonać rehabilitacji węgla w UE jako surowca
podnoszącego niezależność energetyczną.
Instytut Kościuszki kładzie nacisk na to, że niezależnie od
europejskiej kampanii energetycznej premiera Tuska bezpieczeństwo
energetyczne Polski rozstrzygnie się w kraju. „Od woli politycznej i
realnych działań, które rząd powinien podjąć niezwłocznie, zależy, czy
Polska uratuje swoje kopalnie węgla, zwiększy wydobycie gazu
konwencjonalnego i gazu z łupków, wybuduje nowoczesne bloki węglowe” –
czytamy w stanowisku opracowanym przez Instytut.
Pozostałe filary unii energetycznej nie budzą co do zasady
wątpliwości. Panuje zgoda co do potrzeby rozbudowy infrastruktury, od
której zależą techniczne możliwości dywersyfikacji dostaw i realnego
funkcjonowania mechanizmów solidarnościowych w ramach UE. Rozbieżności
pojawią się zapewne wtedy, gdy przyjdzie do konkretnych decyzji, które
inwestycje zasługują na unijne wsparcie.
Polska wciąż mocna
Uzależnienie Unii od importu energii wynosi ponad 53 procent. Jedynym
krajem Wspólnoty z dodatnim bilansem energetycznym jest Dania,
eksporter netto energii. W dalszej kolejności najmniej uzależniona od
importu jest Estonia, która sprowadza tylko 17 proc. energii, Czechy (25
proc.), Szwecja (29 proc.) oraz Polska i Holandia, które importem
zaspokajają 31 proc. zapotrzebowania na energię.
Tyle bilans energetyczny. Polska, co niejednego może zdziwić, wypada
na tle krajów Unii korzystnie. Nasz problem polega jednak na tym, że
niedostatki w zakresie gazu i ropy pokrywamy importem głównie z jednego
kierunku. Na 16 mld m sześc. gazu, który zużywamy rocznie, aż 12 mld
pochodzi z importu, w tym prawie 9 mld m sześc. z Rosji (około 77
proc.), a gdy chodzi o ropę, aż 95 proc. surowca sprowadzamy zza
wschodniej granicy. To naturalnie podbija stawkę cenową oraz wystawia
nas na dyktat polityczny, jako że Rosja jest krajem, gdzie biznes zlewa
się z polityką.
Zabójcze cele klimatyczne
Zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa energetycznego pogłębia
polityka klimatyczna Unii Europejskiej. Narzucone przez Brukselę cele
redukcji emisji CO2 ziszczą się w praktyce, gdy zlikwidujemy własną
energetykę węglową i zaczniemy sprowadzać prąd z zagranicy. To
wywróciłoby bilans energetyczny Polski do góry nogami.
Polska jest czwartym największym producentem energii w Unii
Europejskiej. Nasz wkład w unijną produkcję wynosi 9 procent.
Wyprzedzają nas tylko: „atomowa” Francja (17 proc. unijnej produkcji
energii), Niemcy (16 proc.) i Wielka Brytania (15 proc.). Dzięki własnym
zasobom węgla kamiennego i brunatnego jesteśmy bezapelacyjnie
największym w UE producentem paliw stałych. Polski wkład w unijną
produkcję tych paliw wynosi aż 35 procent.
– Unia Europejska powinna wycofać się z polityki klimatycznej, która
jest nie tylko fikcją, ale także przez wiele lat realizowana była w
oderwaniu od globalnej rzeczywistości gospodarczej, przez co niszczyła
europejską gospodarkę, jej konkurencyjność i bazę przemysłową. Jej
kontynuacja w postaci dodatkowych wydatków, które nie generują
oczekiwanych wyników dla globalnych celów klimatycznych i gospodarki UE,
jest po prostu głupotą – twierdzi Izabela Albrycht.
Konsumpcja energii w UE wskutek kryzysu zmniejszyła się o 8 proc., a
jej zużycie w 2012 r. praktycznie wróciło do poziomu z roku 1990 (choć
oczywiście zmienił się od tego czasu tzw. miks energetyczny). Kraje
najsilniej dotknięte kryzysem, takie jak Włochy, Hiszpania, Grecja,
odnotowały spadki dwucyfrowe, nawet w stabilnych Niemczech
zapotrzebowanie spadło o ponad 9 procent. Polska, która dzięki
elastyczności złotego zdołała szczęśliwie uniknąć recesji, odnotowała w
ostatnich latach niewielki, wynoszący 0,8 proc. wzrost potrzeb
energetycznych. Wraz z odbiciem gospodarczym w UE potrzeby energetyczne
Europy znów zaczynają rosnąć.
www.naszdziennik.pl