Stellarator W7-X, czyli urządzenie, które służy do badania
plazmy, niezbędnej do przeprowadzenia fuzji termojądrowej, otwarto z
udziałem strony polskiej w Instytucie Fizyki Plazmy Max Planck w
Greifswald.
"Chcemy mieć prąd, czerpiemy go z różnych źródeł.
Energia odnawialna w najbliższej przyszłości będzie stanowić margines.
Trzeba też pamiętać, że energie odnawialne będą dość nieprzewidywalne i
nie będzie można się na nich bezpiecznie oprzeć, dopóki ktoś nie
wynajdzie metody akumulowania gigantycznej ilości energii, np. zasobu
energetycznego dla kraju na kilka tygodni. Na razie nikt nie ma na to
pomysłu" - zauważył zaangażowany we współpracę nad budową W7-X prof.
Jagielski, dyrektor Departamentu Fizyki Materiałów w Narodowym Centrum
Badań Jądrowych w Świerku. Przypomniał, że na pewien czas wystarczą
paliwa kopalne, a jednocześnie w niektórych krajach budowane są reaktory
rozszczepieniowe IV generacji, które zaczną pracować za ok. 30-40 lat.
"Te
kraje, które myślą także o pojutrze, starają się opanować fuzję
jądrową. Oznaczałaby ona niesamowite powiększenie dostępnych dziś
zasobów energetycznych i dałaby ilość energii trudną do wyobrażenia" -
podkreślił.
Fuzja termojądrowa to proces połączenia dwóch atomów,
np. deuteru z deuterem (D-D) albo deuteru i trytu (D-T), które tworzą
inny atom - hel, przy okazji wydziela się energia. Ponieważ jądra atomów
mają ładunek dodatni - odpychają się. Do zderzenia można je jednak
zmusić, np. kompresując plazmę impulsem laserowym, albo rozpędzając
atomy przez podgrzewanie gazu do bardzo wysokiej temperatury, sięgającej
80 albo 100 mln stopni. "Im większa temperatura, tym większa prędkość i
szansa, że atomy zdążą się zderzyć" - tłumaczył prof. Jagielski.
Plazmę
można podgrzewać mikrofalami, przepuszczając przez nią prąd, albo za
pomocą iniektorów, wstrzeliwujących w obszar plazmy rozpędzoną wiązkę
atomów deuteru. Po podgrzaniu, plazma zaczyna produkować energię.
Podobnie jak w elektrowni węglowej czy atomowej, ciepło odbierane jest
za pomocą wody, którą podgrzewa - albo zamienia w parę.
Fuzja odbywa się w zbiorniku w kształcie obwarzanka (torusa),
gdzie panuje bardzo niskie ciśnienie. Całe urządzenie jest narażone na
bardzo wysoką temperaturę. Plazma jest tak gorąca, że nie może mieć
bezpośredniego kontaktu ze ściankami zbiornika - na właściwym miejscu
utrzymuje ją pole magnetyczne. Plazma przyjmuje tam kształt sznura, a
właściwie kilkakrotnie zwiniętej wstęgi o obwodzie 10 m i ok. metra
szerokości.
Jak tłumaczył prof. Jagielski, fuzję można
przeprowadzać w różnych urządzeniach - bardziej popularnych tokamakach,
lub stellaratorach. "Na razie zakłada się, że planem A na fuzję jądrową
jest tokamak. Stellarator jest drugim rozwiązaniem, które jest dopiero
testowane" - mówił.
Wtorkowe otwarcie stellaratora W7-X w
Niemczech jest jednym z wielu kroków do celu - podkreślił profesor.
Zastrzegł, że choć mechanizm reakcji termojądrowej jest znany, to
pracujący nad fuzją naukowcy muszą pokonać wiele problemów, np.
ustabilizować plazmę w reaktorze, podgrzać ją, a potem odprowadzić
energię z reakcji. "Wciąż potrzebna jest diagnostyka plazmy i nowe
teorie opisujące zachowanie plazmy w źródłach ujemnie naładowanych
jonów. Pewne jest jednak to, że każda kolejna generacja urządzeń jest
coraz bardziej sprawna, coraz lepsza i bliższa urządzeniom, które będą
produkowały energię" - powiedział.
Dodał, że choć docelowo chodzi
o budowę reaktora (który wyprodukuje energię dopiero za kilkadziesiąt
lat, a dominującym źródłem energii może się stać za wiek lub dwa), to
prace z tym związane "już dziś generują postęp techniczny we wszystkich
dziedzinach, które wykonują elementy takich reaktorów".
Na
rozwoju badań korzystają też naukowcy, w tym z Polski. "Mogliśmy
doczepić się jak zwykle dotychczas do eksperymentów, które wymyślił ktoś
inny. Teraz wchodzimy do Komitetu Eksperymentalnego. Możemy proponować
własne doświadczenia i mieć wpływ na kierunek badań" - podkreślił prof.
Jagielski.
www.cire.pl