Petrodolary ponad jedność (16 May 2014)
Interesy gazowych potentatów sprawiają, że polityka Unii wobec Ukrainy przestaje być całkowicie jednomyślna.

– Europa nie będzie bezpieczna, jeśli nie wejdziemy na wyższy stopień solidarności energetycznej – powiedział premier Donald Tusk w Bratysławie na szczycie GLOBSEC. – Kryzys na Ukrainie wymaga testu solidarności, w jeszcze większym stopniu niż dotychczas – podkreślał polski premier. W tegorocznym szczycie GLOBSEC (Bratislava Global Security Forum) bierze udział ponad 800 gości z 65 krajów – wśród nich m.in. premierzy Polski, Ukrainy, Słowacji, Czech, Węgier i Czarnogóry, sekretarz generalny NATO, a także ministrowie spraw zagranicznych Szwecji, Litwy, Łotwy, Mołdawii i Egiptu. Zdaniem premiera, solidarność to jedyna, skuteczna zasada, która może połączyć państwa UE wtedy, kiedy trzeba podjąć decyzje, które nie respektują wszystkich indywidualnych interesów. Jak ocenił, Unia potrafiła działać solidarnie, „ze zdolnością poświęcenia części swojego interesu na rzecz interesu wspólnoty”.

Niemcy mówią „nie”

Tymczasem z takim postawieniem sprawy nie zgadzają się niemieccy przedstawiciele w Brukseli. Według dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung” komisarz UE ds. energii Guenther Oettinger odrzuca polski pomysł unii energetycznej. – Dla UE gaz jest towarem, a nie polityczną bronią – zaznaczył unijny komisarz w wywiadzie, o którym „FAZ” informuje na swojej stronie internetowej. – Nie zgodzę się też na wyznaczoną politycznie jednolitą cenę – dodał. Polityk niemieckiej CDU zapowiedział, że przedstawi w czerwcu na szczycie UE propozycję zapewnienia Europie bezpieczeństwa dostaw źródeł energii. Wypowiedzi Oettingera gazeta traktuje jako „wyraźne odrzucenie” pomysłu premiera Donalda Tuska dotyczącego budowy unii energetycznej, by zmniejszyć zależność od rosyjskich dostaw surowców energetycznych.

Artykuł skomentowała rzecznik Oettingera Sabine Berger. Zaznaczyła, że podczas spotkania w Warszawie 2 maja komisarz Oettinger i premier Donald Tusk wyrazili tylko wspólny pogląd, że potrzebne są dalsze kroki, by wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne UE.

Komisarz UE wezwał Ukrainę do uregulowania rachunków za gaz, co zmusi Rosję do kontynuowania dostaw gazu bez przedpłat. Jego zdaniem, Ukraina powinna płacić od 350 do 380 dolarów za 1000 m sześc. gazu – tyle, ile płacą średnio kraje UE. – Cena 485 dolarów, jakiej domaga się Gazprom, jest nieuzasadniona – powiedział.

Gazprom pod ochroną

Ten rozdźwięk wśród poszczególnych przedstawicieli Zachodu to nie jedyne osiągnięcie rosyjskiego lobby gazowego działającego na terenie UE. Jak podał moskiewski dziennik „Wiedomosti”, pewne wpływowe koncerny energetyczne wymusiły na unijnych politykach wykreślenie nazwiska szefa rosyjskiego Gazpromu Aleksieja Millera z listy przedstawicieli Rosji objętych sankcjami przez Unię Europejską. Gazeta powołuje się na bankiera zaznajomionego z szefami koncernów europejskich i rosyjskich, przedstawiciela jednej z firm europejskich i na źródło zbliżone do Gazpromu.

Według „Wiedomosti” wśród firm, które broniły Millera, były przedsiębiorstwa niemieckie, francuskie i włoskie. „Listy osób objętych sankcjami na etapie przygotowań trafiły do kompanii naftowo-gazowych. A one wymusiły na politykach w swych krajach, by Millera wykreślić z listy. Uzasadniały to faktem, że sankcje znacznie utrudnią współpracę z rosyjskim partnerem” – piszą „Wiedomosti”. Europejscy potentaci oczywiście zaprzeczają takim doniesieniom. Rzecznik francuskiej firmy Total oświadczył, że nic mu nie wiadomo, by koncern prosił któregoś z polityków o nieobejmowanie Millera sankcjami. Przedstawiciele Shella, E.On, BP, Enela i Gazpromu, a także UE, odmówili komentarzy.

To, jak prowadzi się interesy gazowe na wschodzie Europy, pokazuje przykład byłego prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego, który pracuje dla spółki należącej do ukraińskiego biznesmena i polityka Mykoły Złoczewskiego, jednego z zaufanych ministrów obalonego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza. Kwaśniewski przekonywał, że „nie był to człowiek Janukowycza”. O tym, że były prezydent Polski zasiada we władzach ukraińskiej spółki gazowej Burisma Holdings napisał amerykański portal BuzzFeed.com. Podał on, że firma należy do Złoczewskiego, który był ministrem energetyki za prezydentury Janukowycza. Wspólnie z polskim politykiem – według portalu – dla spółki pracuje też syn wiceprezydenta USA Joe Bidena – Hunter.

Kwaśniewski pytany o sprawę powiedział, że w skład niezależnej rady dyrektorów spółki, która ma zadania doradcze, wszedł w styczniu tego roku. – Moje zadanie to mówienie o prognozach politycznych, analizach politycznych, a więc o czymś, na czym się znam – wyjaśnił. W ocenie byłego szefa państwa, działalność zależnej od Janukowycza spółki jest ważna, bo to największy wydobywca gazu ukraińskiego na potrzeby tego kraju. – Im spółka będzie mogła wydobywać więcej gazu i w ten sposób uniezależnić Ukrainę od Rosji, tym lepiej – argumentował. Obrońcy Kwaśniewskiego twierdzą, że jego obecność w niezależnej Radzie Dyrektorów nie tworzy jakiegokolwiek konfliktu interesów. Jak zaznaczono, nie ma sprzeczności w analizach, które były prezydent przedstawia publicznie na różnych forach i tych, które są materiałem do dyskusji dla władz Burismy.

Jednak informacje na temat Kwaśniewskiego postawiły też pod znakiem zapytania wiarygodność polityki polskich władz wobec Ukrainy. Tym bardziej że były prezydent ukrywał ten fakt i opinia publiczna dowiedziała się o tym dopiero po kilku miesiącach z amerykańskiego portalu.

www.naszdziennik.pl