– Europa nie będzie bezpieczna, jeśli nie wejdziemy na wyższy stopień
solidarności energetycznej – powiedział premier Donald Tusk w
Bratysławie na szczycie GLOBSEC. – Kryzys na Ukrainie wymaga testu
solidarności, w jeszcze większym stopniu niż dotychczas – podkreślał
polski premier. W tegorocznym szczycie GLOBSEC (Bratislava Global
Security Forum) bierze udział ponad 800 gości z 65 krajów – wśród nich
m.in. premierzy Polski, Ukrainy, Słowacji, Czech, Węgier i Czarnogóry,
sekretarz generalny NATO, a także ministrowie spraw zagranicznych
Szwecji, Litwy, Łotwy, Mołdawii i Egiptu. Zdaniem premiera, solidarność
to jedyna, skuteczna zasada, która może połączyć państwa UE wtedy, kiedy
trzeba podjąć decyzje, które nie respektują wszystkich indywidualnych
interesów. Jak ocenił, Unia potrafiła działać solidarnie, „ze zdolnością
poświęcenia części swojego interesu na rzecz interesu wspólnoty”.
Niemcy mówią „nie”
Tymczasem
z takim postawieniem sprawy nie zgadzają się niemieccy przedstawiciele w
Brukseli. Według dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung” komisarz UE
ds. energii Guenther Oettinger odrzuca polski pomysł unii
energetycznej. – Dla UE gaz jest towarem, a nie polityczną bronią –
zaznaczył unijny komisarz w wywiadzie, o którym „FAZ” informuje na
swojej stronie internetowej. – Nie zgodzę się też na wyznaczoną
politycznie jednolitą cenę – dodał. Polityk niemieckiej CDU
zapowiedział, że przedstawi w czerwcu na szczycie UE propozycję
zapewnienia Europie bezpieczeństwa dostaw źródeł energii. Wypowiedzi
Oettingera gazeta traktuje jako „wyraźne odrzucenie” pomysłu premiera
Donalda Tuska dotyczącego budowy unii energetycznej, by zmniejszyć
zależność od rosyjskich dostaw surowców energetycznych.
Artykuł
skomentowała rzecznik Oettingera Sabine Berger. Zaznaczyła, że podczas
spotkania w Warszawie 2 maja komisarz Oettinger i premier Donald Tusk
wyrazili tylko wspólny pogląd, że potrzebne są dalsze kroki, by wzmocnić
bezpieczeństwo energetyczne UE.
Komisarz UE wezwał Ukrainę do
uregulowania rachunków za gaz, co zmusi Rosję do kontynuowania dostaw
gazu bez przedpłat. Jego zdaniem, Ukraina powinna płacić od 350 do 380
dolarów za 1000 m sześc. gazu – tyle, ile płacą średnio kraje UE. – Cena
485 dolarów, jakiej domaga się Gazprom, jest nieuzasadniona –
powiedział.
Gazprom pod ochroną
Ten rozdźwięk wśród
poszczególnych przedstawicieli Zachodu to nie jedyne osiągnięcie
rosyjskiego lobby gazowego działającego na terenie UE. Jak podał
moskiewski dziennik „Wiedomosti”, pewne wpływowe koncerny energetyczne
wymusiły na unijnych politykach wykreślenie nazwiska szefa rosyjskiego
Gazpromu Aleksieja Millera z listy przedstawicieli Rosji objętych
sankcjami przez Unię Europejską. Gazeta powołuje się na bankiera
zaznajomionego z szefami koncernów europejskich i rosyjskich,
przedstawiciela jednej z firm europejskich i na źródło zbliżone do
Gazpromu.
Według „Wiedomosti” wśród firm, które broniły Millera,
były przedsiębiorstwa niemieckie, francuskie i włoskie. „Listy osób
objętych sankcjami na etapie przygotowań trafiły do kompanii
naftowo-gazowych. A one wymusiły na politykach w swych krajach, by
Millera wykreślić z listy. Uzasadniały to faktem, że sankcje znacznie
utrudnią współpracę z rosyjskim partnerem” – piszą „Wiedomosti”.
Europejscy potentaci oczywiście zaprzeczają takim doniesieniom. Rzecznik
francuskiej firmy Total oświadczył, że nic mu nie wiadomo, by koncern
prosił któregoś z polityków o nieobejmowanie Millera sankcjami.
Przedstawiciele Shella, E.On, BP, Enela i Gazpromu, a także UE, odmówili
komentarzy.
To, jak prowadzi się interesy gazowe na wschodzie
Europy, pokazuje przykład byłego prezydenta RP Aleksandra
Kwaśniewskiego, który pracuje dla spółki należącej do ukraińskiego
biznesmena i polityka Mykoły Złoczewskiego, jednego z zaufanych
ministrów obalonego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza. Kwaśniewski
przekonywał, że „nie był to człowiek Janukowycza”. O tym, że były
prezydent Polski zasiada we władzach ukraińskiej spółki gazowej Burisma
Holdings napisał amerykański portal BuzzFeed.com. Podał on, że firma
należy do Złoczewskiego, który był ministrem energetyki za prezydentury
Janukowycza. Wspólnie z polskim politykiem – według portalu – dla spółki
pracuje też syn wiceprezydenta USA Joe Bidena – Hunter.
Kwaśniewski
pytany o sprawę powiedział, że w skład niezależnej rady dyrektorów
spółki, która ma zadania doradcze, wszedł w styczniu tego roku. – Moje
zadanie to mówienie o prognozach politycznych, analizach politycznych, a
więc o czymś, na czym się znam – wyjaśnił. W ocenie byłego szefa
państwa, działalność zależnej od Janukowycza spółki jest ważna, bo to
największy wydobywca gazu ukraińskiego na potrzeby tego kraju. – Im
spółka będzie mogła wydobywać więcej gazu i w ten sposób uniezależnić
Ukrainę od Rosji, tym lepiej – argumentował. Obrońcy Kwaśniewskiego
twierdzą, że jego obecność w niezależnej Radzie Dyrektorów nie tworzy
jakiegokolwiek konfliktu interesów. Jak zaznaczono, nie ma sprzeczności w
analizach, które były prezydent przedstawia publicznie na różnych
forach i tych, które są materiałem do dyskusji dla władz Burismy.
Jednak
informacje na temat Kwaśniewskiego postawiły też pod znakiem zapytania
wiarygodność polityki polskich władz wobec Ukrainy. Tym bardziej że były
prezydent ukrywał ten fakt i opinia publiczna dowiedziała się o tym
dopiero po kilku miesiącach z amerykańskiego portalu.
www.naszdziennik.pl