Rozpoczęty
wczoraj w dziewięciu kopalniach Kompanii Węglowej przestój ekonomiczny
nie jest chyba jednak dobrym sposobem na rozwiązanie problemów branży.
– Na pewno taki przestój branży nie
uratuje. Nawet jeżeli popatrzymy na ewentualne oszczędności, które może
przynieść, jest to kwota rzędu dwudziestu paru milionów złotych, a to
zaledwie kropla w morzu potrzeb. Stąd nasuwa się zasadne pytanie, czy
jest to właściwy kierunek działań. W mojej ocenie – nie. Jesteśmy w dość
kuriozalnej sytuacji, bo niby budujemy nowe węglowe bloki energetyczne,
niby robimy miejsce dla polskiego węgla, a z drugiej strony coraz
częściej mamy do czynienia z taką sytuacją, że polską energię produkuje
się nie z polskiego węgla. Mam tu na myśli miliony ton węgla, które
napływają do nas z Rosji, a podobne ruchy zaczynają być widoczne ze
strony Stanów Zjednoczonych. Nie mamy też żadnych elementów osłonowych
dla naszego rynku. Mało tego, mamy do czynienia z kolejnym kuriozum, a
może i nawet sabotażem gospodarczym, bo importujemy z Niemiec energię
produkowaną z rosyjskiego węgla, i to droższą niż ta produkowana w
Polsce. Należałoby sobie zadać pytanie, czy ktokolwiek panuje nad naszym
systemem paliwowo-energetycznym i nad naszym bezpieczeństwem
energetycznym.
„Solidarność” rozmawiała z rządem. Bez efektów?
– Jeśli mówimy o ubiegłotygodniowym
spotkaniu, to panowie ministrowie nie mieli nam nic do powiedzenia.
Przedstawialiśmy różnego rodzaju koncepcje, propozycje działań, ale oni
nie byli w stanie się do nich odnieść. Nie przyjechali też z własnymi
pomysłami. Widać, że była to typowa wizyta „strażacka” przed planowanymi
akcjami protestacyjnymi. Wydawało się im, że jedną wizytą załatwią
problem i wszystko odwołamy.
Propozycje związku dotyczą problemu polskiego węgla w polskich elektrowniach czy szerszej perspektywy?
– Przede wszystkim musimy podejść do
bezpieczeństwa energetycznego kraju w sposób systemowy, bo każde państwo
inwestuje w swoje bezpieczeństwo energetyczne. To, że biorąc pod uwagę
sytuację geopolityczną w związku z wydarzeniami na Ukrainie, ktoś dziś
mówi o bezpieczeństwie energetycznym Europy, no to fajnie, tylko dzieje
się to za późno. Jako „Solidarność” mówiliśmy o tym pod koniec lat 90.
Zwracaliśmy uwagę, że jako Polska, a także Europa zaczynamy coraz
mocniej uzależniać się od dostaw energetycznych z jednego kierunku.
Wówczas zapewniano nas, że wszystko będzie dobrze. Dziś wyraźnie widać,
że Władimir Putin bez większych skrupułów jest w stanie zakręcać kolejne
kurki. A nam zostaną świeczki. Szczególnie jeśli dopuścimy do
zniszczenia naszych nośników. Polska naprawdę jest krajem, który może
być energetycznie samowystarczalny. Mamy swój węgiel kamienny i
brunatny, mamy własne zasoby gazu, mamy też łupki. Jeżeli te nośniki
energetyczne będziemy w umiejętny sposób wykorzystywać, to nie tylko
będziemy niezależni, ale będziemy w stanie eksportować energię do
krajów, w których jakiegoś nośnika energii zabraknie. Dlaczego do tego
nie dążymy? Nie wiem. Pewnie to efekt tego, że w UE dajemy się ogrywać.
Nie obawiacie się, że kilkudniowy przestój w kopalniach to tylko przygrywka do dłuższych przerw w wydobyciu?
– Nie daj Boże, by komuś przyszła do
głowy dłuższa przerwa techniczna w kopalniach, bo jej skutkiem będzie
likwidacja kopalń. Każdy, kto choć trochę zna się na górnictwie, wie, że
przestój dłuższy niż tygodniowy oznacza „zwalenie” ścian, w sensie
olbrzymich kosztów związanych ze wznowieniem wydobycia. Jeśli zatem ktoś
ostatecznie zdecyduje o miesięcznym postoju, to w zasadzie postawi
krzyżyk na takiej kopalni.
Te obawy mają swoje uzasadnienie.
Zacznijmy w końcu rozmawiać o bezpieczeństwie energetycznym, o
wykorzystaniu naszego potencjału energetycznego, naszych nośników
energetycznych, o importowanym węglu, o importowanej energii, o tym,
czemu górnictwo w Polsce jest tak mocno opodatkowane. Nie ma w świecie
drugiego takiego górnictwa, które płaci tyle podatków co nasze: to 23
podatki i parapodatki. Zatem chodzi tu o systemowe podejście nie tylko
do węgla, ale bezpieczeństwa energetycznego.
Będziecie protestować w Warszawie?
– Tego nie wiem. Z pewnością dzisiejsza
demonstracja w Katowicach pokaże naszą determinację i naszą liczbę.
Jeśli nie przyniesie ona wymiernych rezultatów, to nie wiem, czy skończy
się tylko na Warszawie.
W okresie kampanii wyborczej szanse na powodzenie rozmów chyba rosną.
– Nie ma tu reguły, ale rzeczywiście
czasem bywa tak, że nasi politycy tylko przy okazji wyborów zaczynają
mówić ludzkim językiem. Jednak często też są to tylko obietnice.
www.radiomaryja.pl