Putin wystosował w czwartek list do przywódców 18 krajów
europejskich, w tym prezydenta Bronisława Komorowskiego, w którym
zwrócił uwagę na krytyczną sytuację powstałą w wyniku skumulowania przez
Ukrainę długu za gaz sprowadzany z Rosji. Prezydent Rosji ostrzegł, że
Gazprom może być zmuszony do przejścia na system przedpłat w handlu
gazem z Ukrainą, a w przypadku naruszenia warunków płatności, całkowicie
lub częściowo przerwać dostawy gazu.
Zdaniem Woźniaka list
Putina, to kolejny dowód na to, że gaz jest narzędziem politycznym
Kremla. "Gazprom jest instrumentem polityki zagranicznej Rosji, dodajmy -
polityki imperialnej. Ci, którzy przez lata usiłowali przypisywać
Gazpromowi wyłącznie funkcje gospodarcze, teraz nie mogą mieć
wątpliwości, że to nieprawda. Gazprom jest instrumentem politycznym, a
przy okazji zarabia duże pieniądze" - powiedział PAP.
Jak dodał,
"w oświadczeniu Putina pojawia się oskarżenie, że Ukraińcy ukradną gaz
przesyłany przez terytorium swojego kraju na Zachód. To przerzucenie
odpowiedzialności za ewentualne braki surowca w UE na Ukrainę. Co jest
ciekawe i nowe? Po raz pierwszy Rosja ostrzega swoich unijnych odbiorców
o możliwości odcięcia dostaw gazu. Dotychczas, choćby w 2009 r.,
Rosjanie odcinali gaz bez ostrzeżenia. Cel, to oczywiście destabilizacja
Ukrainy i eskalacja działań zaborczych" - zaznaczył.
Jego
zdaniem Unia Europejska powinna być przygotowana, że część krajów
odczuje problemy w dostawach rosyjskiego gazu, niektóre z nich - bardzo
poważne. "Unia musi być przygotowana, że może dojść do trwałych
problemów z dostawami surowca, bo sytuacja gospodarcza Ukrainy nie
poprawi się w krótkim terminie znacząco, a nawet jeśli się trochę
poprawi, to i tak nie musi to Rosji wystarczyć do przywrócenia dostaw na
Ukrainę" - powiedział.
Woźniak podkreśla, że wśród krajów
zagrożonych jest też Polska. "Jeśli wstrzymane zostaną dostawy przez
Ukrainę, znajdziemy się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Teoretycznie
moglibyśmy ten gaz otrzymywać przez terytorium Białorusi, ale na pewno
nie w wystarczających ilościach. Oczywiście, w obecnej sytuacji,
Rosjanie mogą się nie zgodzić na zmiany punktu dostaw (z ukraińskiego na
białoruski) lub zażądać zmiany kontraktu, w którym znajdzie się np.
jeszcze wyższa cena. Rewersem wirtualnym na gazociągu jamalskim
teoretycznie moglibyśmy odbierać 5,5 mld metrów sześciennych , jednak
wymagałoby to uzgodnień z dotychczasowymi odbiorcami z zachodu. Jeśli
Rosjanie zakręcą kurek przez Ukrainę, obawiam się w Polsce ograniczenia
dostaw dla przemysłu" - powiedział.
Rewers wirtualny polega na zawarciu transakcji z kontrahentem zachodnim, towar jednak zostanie odebrany z Rosji.
Jak
dodał, polski rząd powinien mieć scenariusz postępowania na wypadek
trwałych braków dostaw ze Wschodu. "W krótkim okresie zabezpieczają nas
zapasy gazu zgromadzone w magazynach, ale oczywiście tylko do ich
wyczerpania. Mamy niewiele czasu, bo wszystko wskazuje, że strona
rosyjska zamierza działać szybko" - dodał.
Jak podaje PGNiG, w jego magazynach znajduje się teraz 1,25
mld m. sześć. gazu. Rocznie nasz kraj zużywa ok 15 mld m. sześć.
Woźniak
podkreślił, że oprócz Polski spadek dostaw gazu odczują też inne kraje
europejskie. "Przede wszystkim wschodnia rubież Unii Europejskiej. Unia
Europejska dysponuje wprawdzie instytucją wspólnotową tzw. Gas
Coordination Group, ale jak dotąd posiedzenie tej grupy nie zostało
zwołane przez Komisję Europejską. A przecież stoimy wobec realnego
ryzyka kryzysowego. Grupa ta ma opracowywać plany na wypadek zagrożenia
dostaw gazu ziemnego rurociągami. Polska powinna naciskać na KE, by
pilnie zwołać jej posiedzenie. UE powinna szybko zareagować. Jak? Przede
wszystkim skoordynować dostawy gazu z Zachodu na Wschód, wspierając
kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Innego rozwiązania nie ma" -
powiedział.
Zdaniem ekspertów, UE będzie trudno uniezależnić się
gazowo od Rosji. "Dla Europy fundamentalne znaczenie mają relację z
Rosją. Jeśli wyobrazić sobie całkowite zerwanie tych stosunków z powodu
Ukrainy, Europa znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji. Bardzo ciężko
byłoby zastąpić rosyjski gaz. Coś takiego zajmuje bardzo dużo czasu" -
ocenił w rozmowie z PAP szef zespołu długoterminowych analiz rynku w BP
Paul Appleby.
Podobnie uważa Katja Yafimava, ekspertka Oxford
Institute for Energy Studies. "Wzajemna zależność pomiędzy Rosją a UE w
sektorze gazu jest znacząca, a całkowita niezależność wydaje się nie do
osiągniecia przez każdą ze stron przynajmniej w krótkim i średnim
terminie" - powiedziała PAP.
Putin skierował list do 18 krajów
importujących surowiec z Rosji. Te kraje to: Austria, Bośnia i
Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Francja, Grecja, Macedonia,
Mołdawia, Niemcy, Polska, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia, Turcja,
Węgry i Włochy. Krajem najbardziej uzależnionym od tranzytu rosyjskiego
gazu przez Ukrainę jest Bułgaria, która sprowadza 100 proc. gazu z Rosji
przez Rumunię. Słowacja sprowadza tą drogą dwie trzecie gazu, Grecja
ponad połowę, a Czechy 80 proc. - ale Czesi mają już możliwości
odebrania gazu z Rosji, który płynie Nord Stream, z pominięciem Ukrainy.
System
gazociągów przez Ukrainę to jedna z trzech dróg dostaw gazu rosyjskiego
do Europy. Surowiec jest też przesyłany gazociągiem jamalskim przez
Białoruś, Polskę, w stronę Niemiec, oraz Nord Streamem, z Rosji do
Niemiec po dnie Morza Bałtyckiego.
W piątek unijne źródła
dyplomatyczne poinformowały PAP, że Unia Europejska zamierza
odpowiedzieć na list Putina. Odpowiedzieć rosyjskiemu prezydentowi chcą
zarówno szef Komisji Europejskiej Jose Barroso, jak i przewodniczący
Rady Europejskiej Herman Van Rompuy. W poniedziałek m.in. o tym
rozmawiać mają unijni ministrowie spraw zagranicznych, którzy spotkają
się w Luksemburgu.
www.cire.pl