– Pozwolenia na eksport gazu wydaje administracja USA, i to od układu
sił oraz bieżącej sytuacji zależy, czy pozwolenie zostanie wydane, czy
też nie. Kilka pozwoleń na eksport zostało już wydanych, np. dla
koncernu Cheniere, który ma m.in. dostarczać gaz do litewskiego
terminalu LNG. Terminal ten, według planów, ma zacząć funkcjonować pod
koniec tego roku. Ewentualna eskalacja konfliktu rosyjsko-ukraińskiego
będzie, obok presji amerykańskich koncernów wydobywczych, dodatkowym
czynnikiem wpływającym na podejmowanie przez administrację amerykańską
decyzji pozytywnych z punktu widzenia europejskich konsumentów. Wejście w
życie umowy TTIP [The Transatlantic Trade and Investment Partnership,
tj. umowa o współpracy handlowej i inwestycyjnej negocjowana obecnie
pomiędzy UE a USA – przyp. red.] może dodatkowo przyspieszyć ten proces,
nie będzie wtedy bowiem wymagane uzyskanie przez koncerny wydobywcze
pozwolenia eksportowego.
Sprowadzanie gazu zza oceanu wymaga dostosowania terminali amerykańskich i europejskich?
–
Terminale europejskie nie muszą być dostosowywane, gdyż są to terminale
do odbioru LNG, tzw. terminale regazyfikacyjne, do których mogą
przypływać metanowce z LNG z różnych kierunków, także z USA. Ponadto
rozwój infrastruktury do ewentualnego importu gazu z Ameryki Północnej
został wskazany jako priorytet w konkluzjach przyjętych przez Radę
Europejską w zeszłym tygodniu. Jeżeli chodzi o terminale w USA, to były
one pierwotnie budowane jako terminale regazyfikacyjne, przystosowane do
importu gazu. Jeśli obecnie mają być wykorzystywane do eksportu
surowca, to należy je przebudować. Zbiorniki na LNG mogą pozostać,
natomiast trzeba wybudować obok nich całą bardzo kosztochłonną część,
związaną z oczyszczaniem, schładzaniem i skraplaniem gazu ziemnego.
W jakim stopniu koszty transportu przez ocean będą wpływać na cenę gazu dla Europy?
–
Najogólniej rzecz ujmując, metanowce z LNG popłyną tam, gdzie będzie
wyższa cena. Gdy do ceny gazu na giełdzie w USA doliczyć koszt
skroplenia i transportu, otrzymujemy cenę w okolicach 350 USD/1000 m3.
Jeżeli na Starym Kontynencie cena będzie niższa, to w pewnym
uproszczeniu można powiedzieć, że amerykańskim eksporterom nie będzie
się opłacało sprzedawać gazu do Europy. Jak na razie cena rosyjskiego
gazu dla Polski wynosi ok. 450-500 USD/1000 m3, a cena zakontraktowanego
LNG z Kataru szacowana jest nawet jako o 25 proc. wyższa. Jednak duże
dysproporcje w cenach gazu ziemnego po obu stronach Atlantyku, boom
związany z wydobyciem gazu łupkowego w USA i budowa terminalu LNG w
Świnoujściu sprawiają, że w przypadku podjęcia decyzji politycznej o
eksporcie dużego wolumenu gazu ziemnego z USA na inne rynki, w tym rynek
europejski, cena tego surowca w Europie może ulec obniżeniu. Dodatkowym
efektem takiego trendu może być np. nieopłacalność komercyjnego
wydobycia surowców ze złóż niekonwencjonalnych w Europie. Potencjalny
import surowców energetycznych z Ameryki może mieć zatem różne skutki.
Należy zwrócić także uwagę, że eksport dotyczyć może nie tylko gazu, ale
również ropy naftowej. USA stają się światowym liderem produkcji tego
surowca. To może być kolejna energetyczna game changer [zmiana reguł
gry].
Konkurencja odbiorców z rynków wschodzących (zwłaszcza Chin) oraz Japonii może spowodować wzrost cen gazu dla Europy?
–
Konkurencja państw – odbiorców z Azji jest poważna, z uwagi na wielkość
tego rynku oraz fakt, że od wielu lat, a nawet dziesięcioleci
charakteryzuje się on wysokimi cenami gazu ziemnego, wyższymi niż w
Unii. Gaz, jak wspomniałam, popłynie tam, gdzie będzie lepsza cena, co
oczywiście nie oznacza, że tylko do Azji. Przykład niemieckiego koncernu
E.ON, który zawarł kontrakt na dostawy ze Stanów Zjednoczonych 10 mld
m3 gazu, jest tu symptomatyczny.
Czy flota cystern do przewodu i
dystrybucji surowca jest dostosowana do parametrów gazu łupkowego z USA?
Są głosy, że będzie potrzebowała wymiany.
– Gaz ziemny, nawet
jeżeli jest to gaz LNG, rzadko jest przewożony za pomocą transportu
kołowego, czy to w Polsce, czy w innych państwach UE. W Polsce park
autocystern LNG jest nowoczesny, a jeżeli będzie potrzeba, dość szybko
można go rozbudować, to tylko kwestia posiadanych środków.
Jaką
ilość gazu jest w stanie przyjąć Europa, a w szczególności Polska, przez
terminale gazowe i w jakim stopniu zaspokoi to nasze zapotrzebowanie na
gaz z importu?
– Jeśli chodzi o możliwości importu za pomocą
terminali LNG, to państwa UE dysponują mocami odbiorczymi na poziomie
180 mld m3 gazu rocznie, co pozwala zaspokoić 30 proc. popytu. Polska,
gdy zakończy się budowa terminalu w Świnoujściu, z 5 mld m3 rocznego
odbioru będzie mogła w pierwszym etapie odbierać tą drogą prawie połowę
gazu, jaki importuje obecnie, co zaspokoi około 33 proc. naszego popytu.
W drugim etapie, przy rozbudowie możliwości przeładunkowych do 7,5 mld
m3, będziemy mogli odbierać połowę naszego zapotrzebowania, zakładając,
że będzie ono na tym samym poziomie, co w 2013 roku. Gazoport będzie w
stanie przyjąć około 70 proc. importowanego przez Polskę paliwa.
W jaki sposób gaz będzie transportowany ze Świnoujścia do odbiorców – cysternami czy przez sieć gazociągów?
–
Cysternami kolejowymi lub autocysternami przewozi się gaz w relatywnie
małych ilościach. Terminal w Świnoujściu miał zaprojektowaną możliwość
wydania na autocysterny 95 tys. ton LNG (nie wiadomo, czy tak jest
nadal, gdyż sytuacja jest dynamiczna). Tymczasem w pierwszym etapie
terminal będzie mógł odbierać rocznie ponad 3,6 mln ton LNG. Ponad 95
proc. gazu, który przypłynie do Świnoujścia, będzie zatem transportowane
w głąb kraju za pomocą gazociągów. Jeżeli chodzi o sieć, jej budowa nie
jest jeszcze zakończona. Należy zakładać, że – w odróżnieniu od dróg –
zostanie skończona na czas, tj. przed oddaniem terminalu do użytku.
www.naszdziennik.pl