Projekt nowelizacji ustawy o zapasach paliw jest na etapie
pierwszego czytania w sejmowej komisji. Główną konsekwencją będą zmiany w
sposobie kalkulowania obowiązkowych zapasów, które w przypadku Polski
pociągną zmiany w całym systemie zapasów. Zmiana w sposobie kalkulowania
wynika z potrzeby dostosowania polskiego prawa do unijnego.
Zgodnie
z obecnym prawem, zapasy ropy i paliw (bez gazu LPG) muszą odpowiadać
90-dniowemu średniemu dziennemu zużyciu a zapasy LPG - 30-dniowemu
średniemu dziennemu zużyciu tego gazu. Zapasy dzielą się na obowiązkowe -
tworzone i utrzymywane przez producentów paliw i handlowców, czyli
przez podmioty sprowadzające ropę naftową lub paliwa oraz państwowe -
utrzymywane przez Agencję Rezerw Materiałowych (ARM).
Projekt,
wdrażając nową europejską dyrektywę 2009/119/WE nakłada obowiązek
utrzymywania zapasów odpowiadających co najmniej 90 dniom średniego
dziennego przywozu ropy naftowej i produktów naftowych lub 61 dniom
średniego dziennego zużycia krajowego, w zależności od tego, która
wartość jest wyższa. W przypadku Polski wyższą wartość stanowi 90 dni
średniego dziennego przywozu. Zasadnicza zmiana dotyczy sposobu
obliczania - ze średniego zużycia na średni przywóz.
"Biorąc pod
uwagę obecne rozwiązania (obowiązek tworzenia 30-dniowych zapasów w
zakresie LPG przez producentów i podmioty sprowadzające LPG oraz
pokrycie przez ARM 14-dniowej produkcji lub przywozu LPG), istnieje
konieczność wprowadzenia rozwiązania zapewniającego utworzenie
brakującego wolumenu zapasów odpowiadającego 46-dniowemu przywozowi
netto LPG do kraju" - informują autorzy projektu.
Tworzenie tej
rezerwy ARM sfinansuje z oddzielnej dla płynnego gazu opłaty zapasowej,
której przełożenie na cenę detaliczną rząd oszacował na 5-6 groszy na
litrze LPG.
Tym zapisom sprzeciwia się branża LPG. Argumentuje, że
obecnie LPG tankuje 1,7 mln kierowców, a na co dzień wykorzystuje to
paliwo 5 mln gospodarstw rolnych i to oni najbardziej odczują te zmiany.
"Uważamy, że te przepisy są krzywdzące dla naszych konsumentów. W
sposób nieuzasadniony podnoszą koszty, które ponosi branża, a co za tym
idzie - konsumenci. Te koszty mogą wzrosnąć, jeśli chodzi o autogaz o
9-11 groszy za litr oraz o około 2 złotych w przypadku 11-kg butli z
gazem" - mówił w piątek na konferencji prasowej prezes rady PIGP Paweł
Bielski. Dodał, że opłata będzie uderzała szczególnie w tych, którzy
gazu płynnego używają do celów produkcyjnych, m.in. w branży rolniczej.
Jak
dodał, branża postuluje pozostawienie tych zapasów na dotychczasowym,
30-dniowym poziomie. "Na tle Europy gromadzimy tego produktu dużo - poza
Polską LPG gromadzą jeszcze tylko: Hiszpania i Portugalia. Niemcy,
Holandia i Włochy, kraje o dużym zużyciu gazu płynnego, zarówno w ujęciu
tonażowym, jak i na jednego mieszkańca, takich zapasów nie robią.
Argumenty, jakich używa Ministerstwo Gospodarki, jakoby było to
wykonanie dyrektywy europejskiej, są w tym wypadku głęboko chybione" -
dodał Bielski.
Powiedział, że magazynowanie gazu jest niezwykle
kosztowną rzeczą. "Wybudowanie jednego metra sześciennego zbiornika na
gaz, w porównania z paliwem tradycyjnym, benzyną lub olejem napędowym,
to 6-krotnie wyższe koszty. (...) LPG jest de facto produktem ubocznym
wydobycia gazu ziemnego i rafinacji ropy naftowej. Żaden producent, ani
rosyjski, ani polski nie magazynuje tego produktu, ponieważ jest to
drogie. Zaopatrzenie na tym rynku jest realizowane na bieżąco -
produkujemy i wysyłamy" - powiedział.
Polska Izba Gazu Płynnego
jest ogólnopolską organizacją zrzeszającą firmy zajmujące się produkcją,
zakupem i dystrybucją gazu płynnego oraz produkcją i obrotem
urządzeniami związanymi z gazem.
www.cire.pl