Ministerstwo Gospodarki stara się uspokajać, że na wypadek kryzysu
gazowego mamy zgromadzone w kraju pewne rezerwy, własne wydobycie, a
część transportu gazu importowanego z Rosji, zakładając dobrą wolę
Władimira Putina, można przekierować przez Białoruś.
Resort
poinformował wczoraj, że do tej pory nie zaobserwowano redukcji dostaw. –
Mimo tej politycznej niepewności, dyskusji i dużych emocji w chwili
obecnej wszystkie dostawy gazu z zagranicy, także z kierunku
wschodniego, są realizowane bez najmniejszych zakłóceń – stwierdził
wicepremier Janusz Piechociński.
Odcięcie dostaw rosyjskiego gazu
na Ukrainę zdaje się jednak tylko kwestią czasu. Nie tylko z powodów
ewentualnych, czysto politycznych sankcji Rosji wobec Ukrainy, ale
również dlatego, że pogrążona w kryzysie Ukraina nie jest w stanie
regulować zobowiązań za sprowadzany gaz. Zakręcenie kurka naszemu
wschodniemu sąsiadowi będzie oznaczać kłopoty także dla naszego kraju.
Przez Ukrainę z Rosji trafia bowiem do nas gaz odpowiadający blisko 24
proc. naszego rocznego zużycia. Kłopoty z dostawami, notowane w
poprzednich latach, wynikały właśnie m.in. z przykręcenia kurka z gazem
Ukra- inie. Nasze roczne zużycie gazu w ubiegłym roku wyniosło 16 mld
metrów sześciennych. Z Rosji sprowadzamy ok. 9 mld m sześć., czyli
blisko 56 proc. naszego rocznego zużycia. Produkcja krajowa gazu
pozwoliła dostarczyć w ubiegłym roku 4,3 mld m sześciennych.
–
Dzięki rozbudowanym w ostatnich dziesięciu latach połączeniom
transgranicznym pozostałe ilości uzupełniane są dostawami z terytoriów
Niemiec i Republiki Czeskiej. Często jest to ciągle ten sam gaz rosyjski
– stwierdził wicepremier Piechociński. W przypadku zakręcenia kurka z
gazem Ukrainie część gazu transportowanego do Polski, przyjmując, iż
rosyjskie sankcje miałyby dotyczyć jedynie Ukrainy, może zostać
przekierowana przez Białoruś. Obecnie przez punkt pod polsko-ukraińską
granicą w Drozdowiczach transportowanych jest 3,8 mld m sześc. gazu.
Według resortu gospodarki, istnieją możliwości przekierowania 2 mld m
sześc. przez punkt Wysokoje na polsko-białoruskiej granicy, a także
pozyskania rosyjskiego gazu z Niemiec w ilości 2,3 mld m sześc. rocznie.
–
Gdyby nastąpiło zakłócenie z kierunku ukraińskiego, bez nadmiernych
napięć, jeśli chodzi o naszą gospodarkę, jesteśmy w stanie te problemy
rozwiązać – starał się uspokajać Piechociński. Ponadto oprócz rodzimego
wydobycia przez pierwsze miesiące wstrzymania dostaw z Rosji moglibyśmy
się posiłkować zgromadzonymi zapasami. – Według stanu na 3 marca
magazyny gazu ziemnego w Polsce wypełnione są w blisko 70 proc. i
znajduje się w nich ok. 1,4 mld m sześc., z czego dwie trzecie stanowią
zapasy obowiązkowe – poinformował Piechociński. Zaznaczył, że naszemu
bezpieczeństwu energetycznemu sprzyjają warunki pogodowe wpływające na
obniżenie zapotrzebowania, które – jak wynika z informacji ministra
gospodarki – wynosi obecnie około 45 mln m sześc. dziennie, podczas gdy
np. okresie szczytu, odnotowanego 2 lutego 2012 r., potrzebowaliśmy
niespełna dwukrotnie więcej – 72,3 mln m sześciennych.
Solidarność czy biznes
Kwestia
rosyjskiego gazu i uzależnienia od niego państw europejskich stanowi
najmocniejszą kartę w ręku Władimira Putina w starciu z Europą. Z tego
powodu niezwykle istotna będzie decyzja Komisji Europejskiej, która na
jej podjęcie ma czas do poniedziałku, dotycząca sprawy wykorzystania
przez Rosjan gazociągu OPAL. Gazociąg ten łączy ze sobą Gazociąg
Północny na północy Niemiec i przebiegając przez Niemcy wzdłuż naszej
zachodniej granicy, pozwala transportować gaz do Czech, skąd dalej może
być przekazywany na Słowację czy do Austrii. OPAL kontrolowany jest
przez rosyjski Gazprom za pośrednictwem przejętej przez Rosjan
niemieckiej spółki. Do tej pory Rosjanie mogli wykorzystywać połowę mocy
przesyłowych tego gazociągu, uzyskali już jednak od Niemiec zgodę –
którą musi zatwierdzić Komisja Europejska – na skorzystanie ze
stuprocentowych możliwości przesyłowych rurociągu OPAL. W ten sposób,
dzięki następnemu rosyjsko-niemieckiemu biznesowi po np. Gazociągu
Północnym, Rosjanie kolejnym przedsięwzięciem ograniczaliby znaczenie
krajów tranzytowych dla rosyjskiego gazu – Polski i Ukrainy.
www.naszdziennik.pl