|
W najbliższych miesiącach Francja zadecyduje o przyszłości energetyki
jądrowej i wszystko wskazuje, że wydłuży czas działania reaktorów do 50,
a nawet 60 lat. Obietnice prezydenta Hollande'a ograniczania energetyki
nuklearnej mogą okazać się wyborczą kiełbasą.
Większość z 58 francuskich reaktorów atomowych powstała w latach 70. i
80. ubiegłego wieku i wkrótce kończy się ich okres eksploatacji
przewidziany na 40 lat. Wszystkie należą do państwowego koncernu
Electricite de France (EDF), który chce jednak, żeby działały 50, a
nawet 60 lat, bo wymiana na nowe sporo kosztuje. Najbliższe miesiące
pokażą, czy francuski nadzór jądrowy zgodzi się na to, ale
zdaniem ekspertów to najbardziej prawdopodobny scenariusz. Tym bardziej,
że dzięki reaktorom ceny energii elektrycznej nad Sekwaną są niskie.
Katastrofa w japońskiej Fukushimie nie pchnęła Francuzów w stronę tak
radykalnej decyzji, jak rezygnacja z energetyki nuklearnej w Niemczech,
ale tuż po niej debata na temat ograniczenia energii
jądrowej w produkcji prądu stała się żywsza, niż kiedykolwiek. Podczas
prawyborów prezydenckich w Partii Socjalistycznej w 2011 kandydatka
Martine Aubry zaapelowała do Francuzów, by wspólnymi siłami
doprowadzić do całkowitej rezygnacji z energetyki nuklearnej, w
perspektywie 25-30 lat. Było to pierwsze pękniecie w pronuklearnym
stanowisku wszystkich głównych partii politycznych. W odpowiedzi jej
rywal Francois Hollande zaproponował ograniczenie energii nuklearnej w
mixie energetycznym z obecnych 70 proc. do 50 proc. do 2025 roku i
zamknięcie najstarszej elektrowni Fessenheim.
Hollande pokonał Aubry w prawyborach, a następnie ówczesnego prezydenta
Sarkozy w głównych wyborach i utworzył koalicję z Zielonymi. W 2013 r.
rozpoczął ogólnonarodową debatę nad nowa strategią
energetyczną. Propozycja nowych ustaw ma być przedstawiona parlamentowi
wiosną, a od końca tego roku mają być przyjęte. Szczegółów jak dotąd
brak.
Analityk Oxford Institute for Energy Studies David Buchan jest jednak
przekonany, że zapowiedzi Hollande dotyczące energetyki nuklearnej były w
większości pustymi obietnicami wyborczymi. "Myślę, że
nowe prawo energetyczne będzie dotyczyć zmian klimatu i planów redukcji
emisji, ponieważ Paryż będzie gospodarzem konferencji klimatycznej w
2015 r. Ale główną ambicją będzie utrzymanie, a nie
ograniczanie energetyki nuklearnej" - powiedział PAP.
W cieniu tej debaty trwają przygotowania do wyłączenia najstarszej
elektrowni nuklearnej w kraju - Fessenheim. Jak podkreśla Buchan,
zamknięcie Fessenheim nie zmniejszy jednak udziału energii
nuklearnej w mixie energetycznym do 50 proc. "To oczywisty gest Hollande
w stronę partii Zielonych oraz Niemiec, gdzie zapowiedź wyłączenia
reaktora została powitana z radością. Blok położony jest w
pobliżu kanału, który ma bezpośrednie połączenie z Renem, w regionie
lekkiej aktywności sejsmicznej, co wzbudzało obawy mieszkańców" - mówi
PAP.
Ekspert uważa, że Fessenheim będzie jedyną elektrownią jądrową w
Francji, którą Hollande "wyłączy" w upływające w 2017 roku kadencji, a w
przypadku reelekcji nie spodziewa się, że będą kolejne.
Nie wszyscy są jednak pewni, że dojdzie do zamknięcia najstarszej
elektrowni atomowej, wśród nich ekspert OECD Nuclear Energy Agency Henri
Paillere. "Rząd poinformował, że zamierza zamknąć Fessenheim
pod koniec 2016 r., ale nie jest pewne, czy tak się stanie. EDF wydało
dużo pieniędzy, żeby elektrownia była bardzo bezpieczna i jest
bezpieczna. To może zadecydować o przedłużeniu cyklu życia tej
siłowni" - powiedział PAP. Wtóruje temu prof. Francois Leveque z
paryskiej uczelni technicznej Mines ParisTech. "Jak ekonomista mogę
powiedzieć, że to kompletnie bezsensowne zamykać elektrownię za
wcześnie, to jak wyrzucanie pieniędzy w błoto" - mówi.
Równolegle w Normandii w pobliżu Flamanville trwa budowa reaktora nowej
generacji - EPR. To flagowa technologia francuskiego koncernu Areva.
Jego konstrukcja - według zapewnień producenta - jest
całkowicie odporna na uderzenie pasażerskiego samolotu czy zdarzenia,
które doprowadziły do awarii w Fukushimie. Projekt wzbudza jednak wiele
kontrowersji - szacuje się, że będzie kosztował nawet 8
mld euro - a to ponad dwa razy więcej, niż pierwotnie zakładano - i że
będzie gotowy pod koniec 2016 roku, cztery lata po zaplanowanym
terminie. Cena Flamanville pozwala sobie wyobrazić, jak
horrendalne mogą być koszty wymiany starych bloków na nowe.
Nawet jeśli francuskie reaktory będą działały 10-20 lat dłużej, koszty
wymiany na nowe będą wyzwaniem dla EDF-u, który boryka się z dużym
zadłużeniem. Władze zdają sobie sprawę, że kraj czekają
ogromne inwestycje w nowe bloki jądrowe. Dlatego część ekspertów uważa,
że strategia energetyczna Francji powinna uwzględniać ograniczanie
udział energii nuklearnej w produkcji prądu.
W teorii, ten spadek udziału reaktorów atomowych w wytwarzaniu prądu
powinien zostać zrównoważony poprzez wzrost udziału zielonych energii -
cel Francji to 23 proc. w 2020 r. udział OZE w całkowitej
konsumpcji energii. Obecnie to ok. 16 proc. Wzrost udziału OZE oznacza
jednak wzrost cen energii i spadek konkurencyjności francuskiej
gospodarki. Tego obawiają się rządzący.
"Francuskie firmy energetyczne chcą, żeby elektrownie działały bardzo
długo. Bedzie to jednak zależało od politycznych decyzji i rozwoju
alternatywnych źródeł energii elektrycznej. Obecnie trudno
powiedzieć, jak będzie wyglądała przyszłość francuskiej energetyki.
Myślę jednak, że w krótkim terminie przeważy pragmatyczne podejście i
elektrownie będą mogły działać 50,60 lat" - podsumowuje
Paillere. Podobnie uważa Buchan. "To rozwiązania jest satysfakcjonujące
dla wszystkich, z wyjątkiem Zielonych i być może Hollande'a oraz części
socjalistów. Francuscy konsumenci będą opłacać niskie
rachunki za energię, a EDF odsunie w czasie ból głowy, jakim jest
wymiana reaktorów na nowe" - mówi.
Łukasz Osiński (PAP)
www.wnp.pl
|