- Tego typu instalacje działają już w całej Europie. Dzięki
nowoczesnym piecom i filtrom nie są szkodliwe dla środowiska. Pozwalają
ograniczyć liczbę tradycyjnych wysypisk, które są bombą ekologiczną z
opóźnionym zapłonem – przekonuje Stanisław Homa, dyrektor Wydziału
Ochrony Środowiska i Rolnictwa Urzędu Miasta Rzeszowa.
W Rzeszowie rocznie produkuje się ok. 70 tysięcy ton śmieci. Do
powtórnego przetworzenia lub spalenia nadaje się tylko część z nich.
Reszta – ok. 25 tysięcy ton trafia na wysypisko w Kozodrzy. Zgodnie z
unijnym prawem, co roku limity składowania odpadów będą zaostrzane, a
gminy, które nie znajdą innego sposobu na zagospodarowanie śmieci będą
płaciły wysokie kary. Dlatego w całej Polsce trwają gorączkowe
poszukiwania innych sposobów na pozbycie się śmieci. W Rzeszowie zakład
termicznej utylizacji odpadów chciały budować trzy instytucje: Miejskie
Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej, Miejskie Przedsiębiorstwo
Wodociągów i Kanalizacji oraz Elektrociepłownia Rzeszów. Pierwsza miała
dostarczać odpady, druga osady z oczyszczalni ścieków, a trzecia chciała
się zaangażować w przedsięwzięcie finansowo, a potem czerpać z niego
zyski.
Ostatecznie MPGK i MPWiK zrezygnowały z udziału w konsorcjum, a Elektrociepłownia zbuduje zakład na własną rękę.
Jak potwierdziła nam wczoraj Iwona Paziak, rzecznik PGE Górnictwo i
Energetyka Konwencjonalna, firma złożyła już wniosek o pozwolenie na
budowę zakładu. Prace chce zacząć jeszcze w tym roku.
Susz ze śmieci
Rzeszowski zakład produkcji ciepła i energii ze śmieci powstanie
od strony ul. Ciepłowniczej, w miejscu dawnego zaplecza EC. W piecach
osiągających temperatury do 1000 stopni Celsjusza inwestor będzie mógł
unieszkodliwiać ok. 180 tys. ton odpadów rocznie. Moc zakładu nie będzie
duża – ok. 14 MW pod względem cieplnym i 7 MW pod względem
elektrycznym. Tyle ciepła i energii pozwoli zasilić np. średnie osiedle
mieszkaniowe, albo zakład przemysłowy.
– Jako paliwo do takich
instalacji stosuje się susz zrobiony z rozdrobnionych odpadów
komunalnych. Wcześniej wydziela się z nich surowce wtórne, które nadają
się do powtórnego przetworzenia – mówi Stanisław Homa, który podpisał
Elektrociepłowni decyzję środowiskową, dającą inwestycji zielone
światło. Plany zaakceptowały także Sanepid i Regionalna Dyrekcja Ochrony
Środowiska. – Mieszkańcy nie muszą się obawiać, że ktoś będzie tu
spalał odpady niebezpieczne. W takim celu buduje się specjalne spalarnie
plazmowe. Na Podkarpaciu taki zakład działa np. w Rogoźnicy – dodaje
dyrektor Homa.
Specjaliści od ochrony środowiska w budowie
zakładu upatrują jeszcze jedną korzyść. Badania naukowe dowodzą, że gazy
emitowane do atmosfery podczas produkcji ciepła ze śmieci są mniej
szkodliwe, niż te powstające w wyniku spalania węgla kamiennego. Ale
firma nie zamierza wydawać 300 mln zł wyłącznie z pobudek ekologicznych.
- Ze względu na coraz większe ograniczenia w składowaniu odpadów tego
typu zakłady będą powstawały coraz częściej, a my chcemy uprzedzić ruch
konkurencji. Rzeszów ma dużą sieć ciepłowniczą, do której będzie łatwo
sprzedać wyprodukowane ciepło. Inwestując w zakład chronimy własny rynek
i dbamy o środowisko naturalne – powiedział Nowinom niedawno Tadeusz
Kępski, zastępca dyrektora EC Rzeszów.
O śmieciach na sesji
Rzeszowscy radni są przekonani, że budowa zakładu przełoży się na
obniżkę cen wywozu śmieci z miasta. – MPGK nie tylko nie będzie musiało
płacić za składowanie odpadów, ale jeszcze dostanie za nie pieniądze od
EC. To oznacza, że koszty systemu odbioru odpadów spadną, a dzięki temu
będzie można obniżyć rachunki mieszkańców miasta – przekonuje Jolanta
Kaźmierczak, szefowa klubu radnych PO.
Już podczas wtorkowej
sesji temat zamierza poruszyć Jerzy Cypryś, szef klubu radnych PiS.
Ostrożnie na temat kosztów wypowiada się na razie Juliusz Sieczkowski,
prezes MPGK Rzeszów. – Dla nas taki zakład to przede wszystkim
gwarancja, że będziemy w stanie wywiązać się z coraz bardziej
restrykcyjnych limitów składowania odpadów. Tym samym unikniemy wysokich
kar, które podniosłyby koszty zagospodarowania odpadów. W tej sytuacji,
chociaż spalanie jest wyjściowo nieco droższe od składowania,
faktycznie będzie nas kosztować mniej. Ale ile w tej sytuacji zapłacą
mieszkańcy, nie da się w tej chwili przewidzieć – mówi prezes MPGK.