Większość bloków
powstających w Niemczech będzie spalać węgiel brunatny, określany jako
„najbrudniejszy” surowiec energetyczny. - Z moich informacji wynika, że u
naszych zachodnich sąsiadów w budowie lub w fazie planowania jest 20
bloków węglowych. To więcej niż połowa wszystkich tego typu bloków
energetycznych powstających w całej Unii Europejskiej. Pod względem
ilości spalanego węgla brunatnego Niemcy biją na głowę resztę Europy.
Zużywa się tam ok. 170 mln ton rocznie, czyli w prawie tyle samo, co w
pozostałych krajach UE razem wziętych i znacznie więcej na osobę niż w
Polsce. Przeciętny Niemiec spala 2,08, a Polak 1,46 tony. Kilka razy
więcej na osobę spalają też Serbowie, Grecy, Czesi, Bułgarzy. Oni bazują
na brudniejszym paliwie, my spalamy w wiekszości bardziej czyste
paliwo, jakim jest węgiel kamienny - mówi prof. Mariusz-Orion Jędrysek,
były Główny Geolog Kraju, poseł PiS i członek NSZZ Solidarność.
- To duży kraj z silną
gospodarką. Niemcy potrzebują ogromnej ilości energii, bo jako jedyni w
Europie zachowali własny przemysł wraz z branżami energochłonnymi -
dodaje Zbigniew Gidziński, ekspert Solidarności ds. polityki
klimatyczno-energetycznej.
Polski rząd nie ma strategii
Niemcy
rozwijają własną energetykę węglową, bo to leży w interesie ich
gospodarki. Węgiel jest i jeszcze na długo pozostanie najtańszym
nośnikiem energii. - Polska jest jednym z najbardziej bogatych pod
względem surowcowym krajem w Europie w tym w szczególności zasobnym w
klasyczne surowce energetyczne, czyli węgiel i węglowodory. Może tylko
dziwić, dlaczego nie wykorzystujemy tej przewagi do budowania pozycji
naszej gospodarki i konkurencyjności przemysłu. Samowystarczalność
energetyczna to dzisiaj ogromny atut - zaznacza Gidziński.
Problem jednak w tym,
że polski rząd nie prowadzi żadnej kompleksowej polityki energetycznej i
surowcowej. Przedstawiciele rządu z premierem Donaldem Tuskiem na czele
zmieniają koncepcję dotyczącą rozwoju energetyki co kilka miesięcy. Raz
mówią o gazie z łupków, innym razem zapowiadają budowę elektrowni
atomowych, a jeszcze innym snują wizję inwestycji w nowe bloki węglowe,
wiatraki czy ogniwa fotowoltaiczne. - Niemcy konsekwentnie realizują
długoterminową politykę energetyczną. Kolejne rządy kontynuują działania
swoich poprzedników i nie ma z tym najmniejszego problemu. U nas nie ma
takiej strategii, choć jej zręby były w 2007 roku. Jest dużo dziwnych
ruchów, wygibasów, z których nic nie wynika. W mojej ocenie zmienić tę
sytuację może wyłącznie wymiana ekipy rządzącej - podkreśla prof.
Jędrysek.
Więcej węgla i gaz z łupków
Jak
wskazuje, moc zainstalowana per capita jest w Polsce najniższa spośród
wszystkich krajów UE. Żeby nasz kraj mógł się prawidłowo rozwijać,
potrzebujemy podwojenia ilości produkowanej energii. - Musimy wybudować
kilka dużych bloków na węgiel kamienny oraz brunatny, a także w
przyszłości ok. 10 bloków na gaz z łupków, jeżeli będzie taka możliwość.
Potrzebny jest powrót do produkcji węgla kamiennego na poziomie ponad
100 mln ton rocznie, wzrost wydobycia węgla brunatnego do 70-80 mln ton i
uruchomienie eksploatacji gazu z łupków w najbliższych latach, na
początku co najmniej na poziomie 10 mld m³ rocznie. To jest coś, czego
Polska potrzebuje dramatycznie -podkreśla.
Albo inwestycje, albo blackout
W
najbliższych latach polskie elektrownie będą musiały wyłączyć stare
bloki o mocy 6 tys. MW. Bez inwestycji w energetykę opartą na krajowych
surowcach, czekają nas spore kłopoty. - Gaz z łupków absolutnie nie
zablokuje rozwoju energetyki węglowej, bo potrzeby są większe, niż można
uzyskać z potencjalnego wzrostu eksploatacji węgla. Zapóźnienia są tak
ogromne, że potrzebujemy obu tych surowców. Premier Tusk nawołuje, aby
Polacy wracali do kraju z emigracji zarobkowej. Gdyby rzeczywiście te
dwa miliony emigrantów ekonomicznych nagle wróciło i zaczęło pracować,
skok zużycia energii spowodowałby blackout - konkluduje prof.
Mariusz-Orion Jędrysek.
Łukasz Kaczmarczyk, http://solidarnosckatowice.pl